Trening miał się odbyć dopiero za godzinę. Kise niestety skończył wcześniej lekcje i uznał że nie opłaca się wracać do domu. Usiadł więc w wolnej sali i zajął odrabianiem pracy domowej na dzień kolejny. Nie mógł się jednak na niczym skupić, gdyż nieustannie myślał o ostatnich poczynaniach Aomine. Wtem, jak gdyby myślenie telepatyczne faktycznie miało rację bytu, do pomieszczenia wparował Daiki.
-Yo Kise! -Podszedł do miejsca gdzie siedział Blondyn, odwrócił krzesło i usiadł przodem do niego.
-Aominecchi? Co ty tu robisz, przecież masz jeszcze lekcje. -Zapytał nieśmiało.
-Jak się dowiedziałem że tu jesteś, to cyknąłem. Poza tym mam dość prania mózgu na dzisiaj.
Przez chwilę Ryouta nic się nie odzywał, a Opaleniec tylko przyglądał, co robi.
-Kise, coś ty dzisiaj taki małomówny jest?
Ten lekko podniósł głowę , nie zdając sobie sprawy że na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
- Aominecchi... to wczoraj...
-To co?
-To było nawet, emm, takie, no... -Zakłopotany, spojrzał niewinnie na Aomine, który ponownie nie mogąc się oprzeć słodkości Brązowookiego, musnął go delikatnie w usta.
-Przyjemne? -Dokończył Ciemnowłosy, po czym opadł na blat ławki, oparł głowę na przedramieniach i popatrzył na Kise z góry, oczekując odpowiedzi.
-No... -Ten pisnął cicho a jego twarz przeszła w odcień dojrzałych pomidorów.
-To może jeszcze raz, co? -Daiki przyciągnął Blondyna za koszulę, w taki sposób, by sam położył się na desce i począł bawić się jego kosmykami włosów.
-U-um... - Ryouta wydukał z siebie dźwięk który można było zrozumieć jako ''tak'' i zamknął oczy. Niebawem, znowu połączyli się w niepewnym pocałunku, lecz tym razem Ciemnoskóry dodał nieco pikanterii, wplatając swój język, w język Blondyna.
***
20 minut później, sala gimnastyczna Teiko
-Ej Kise-chin, w głowę to się chyba też walnąłeś... - Fioletowy wielkolud zaczepił naszego biednego kalekę który siedział na ławce z tyłu sali i gapił nieprzerwanie w jeden punkt. Tym punktem rzecz jasna był Aomine.
-Przestań, Murasakibaracchi. Ja się nie prosiłem o tą kontuzję, w szczególności że za niedługo mamy mecz.
Odpowiedź Blondyna bardziej wyrażała "przesuń się, bo mi go zasłaniasz albo w ogóle weź stąd odejdź" niż to, co w zasadzie znaczyła w rzeczywistości.
-Murasakibara-kun, wracaj na boisko. - Zjawiła się również Momoi i od razu spławiła Atsushi'ego. Oczywiście nie był to jedyny powód, jaki przyciągnął ją wtedy do Kise. Spostrzegła, jak ten nieustannie wodził wzrokiem po Ciemnoskórym.
-Ki-chan, wszystko w porządku?
-Tak...
-Dobry jest, nie?
-Tak...
-Haloo! Ziemia do Kise!
-No przecież cię słyszę, Momocchi!
-No na pewno. Co ty tak obserwujesz Dai-chan'a?
-Patrzę, jak gra. -Odpowiedział z miną szczeniaka proszącego o jedzenie, przez co dał dziewczynie do zrozumienia, że to tylko zwyczajna wymówka na poczekaniu.
-Hmm... niech ci będzie.
-O co ci znowu chodzi? - Szybko jednak zauważył, jaki błąd popełnił. I niestety nie było już odwrotu.
-Mi też się podoba. - Satsuki puściła oczko i odeszła, a Ryouta wykonał coś w rodzaju facepalm'a i czekał tylko kiedy trening dobiegnie końca. By nie wzbudzać dalszych podejrzeń, przedostał się na zewnątrz i postanowił, że tam poczeka na Opaleńca.
***
-To nie fair, znowu masz lepszego loda ode mnie!
-Nie moja wina, że był tylko jeden.
I cisza. Jak zawsze było ich słychać na pół miasta, tak teraz nie dawali po sobie znaku życia. Nie, sprecyzujmy. To raczej Kise wprowadzał taki nastrój, że oboje spinali, co bardzo drażniło Daiki'ego.
-Co ci dzisiaj? bo nie ogarniam. Ostatnio masz jakieś dziwne humorki, czyżby okres się zbliżał?
-Aominecchi!
-Nosz kurde, mówię tylko to, co widzę.
-Co my wyprawiamy? -Brązowooki zapytał wprost. -Przecież tak nie powinno być...
-Co w tym złego, hm? Jakoś nie widzę, żebyś miał coś przeciwko.
-No w sumie racja, ale Aominecchi, my nie możemy...
-Serio? a kto nam niby zabroni?
Ryouta czuł że zaraz wybuchnie, spłonie z zażenowania, albo w najgorszym wypadku zapadnie się pod ziemię.
-Nie gadam z tobą. - Blondyn po raz kolejny odstawił scenę udawanej obrazy, co w rezultacie wywołało komiczny efekt i śmiech u Aomine. Ten podlazł do skwaszonego chłopaka, objął go swoim ramieniem i zbliżył na znaczną odległość. Spojrzeli sobie głęboko w oczy, a Opaleniec wciąż nie mógł przestać zrywać z niego boków.
-A jak ktoś nas zobaczy?!
-Popatrz idioto, ani jednej żywej duszy.
-No i co z tego, zawsze ktoś może wyskoczyć zza krzaka. - Speszony Ryouta odwrócił wzrok.
-Hahahaha! Uwielbiam twoje poczucie humoru, Kise.
Po chwili jednak z powrotem spoważnieli i znów ich oczy spotkały się na równi ze sobą.
-To jeszcze raz?
-Jeszcze raz, Aominecchi...
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz