piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 7.

Było jakoś parę minut po 22, jak Ryouta wrócił do domu. Generalnie przychodził później, lecz w dni, kiedy wiedział że jego rodzice są w domu przed 22.30, dla świętego spokoju wolał być pierwszy. Nie zdążył nawet dobrze przekroczyć drzwi od jego pokoju, gdy usłyszał dźwięk przekręcania klucza w zamku. 
-Ryouta, jesteś? Zejdź do nas na chwilę. 
Ten nie protestował, gdyż sam miał do nich sprawę. 
-Kiedy dokładnie jest ta sesja? - Zapytał w prost, wywołując na twarzach swoich rodzicieli pozytywne zaskoczenie.
-Jednak się zdecydowałeś? To świetnie, synku! 
-Jeszcze nic nie powiedziałem. Za miesiąc gram ważny mecz i chciałbym wiedzieć. 
-Ale chcesz pójść na tą sesję, prawda?
-Tak mamooo ,  dlatego pytam. 
-Jutro się dowiem, jak tylko ona zdoła odebrać telefon. A, i jeszcze jedno za nim pójdziesz. 
-Nie mam zamiaru rezygnować z kosza. 
-No właśnie chcemy cię przeprosić za wczoraj. Nie mieliśmy pojęcia, że to tyle dla ciebie znaczy.
Kise tylko pokiwał głową przytakująco i opuścił pomieszczenie. Przeszedł przez łazienkę, salon i kuchnie ostatecznie trafiając  do swojego królestwa, z kubkiem kawy i sportowym czasopismem, które zwinął ze stolika w pokoju dziennym. Pierwszą rzeczą jaką robił po przyjściu do domu, było włączenie laptopa i sprawdzenie  na wszystkich portalach społecznościowych czy  przypadkiem nie pojawiły się jakieś news'y. No nie pomijając wielkiej ilości sms'ów od jego fanek, ale te  z czasem przestały go interesować.

*Ryouta Kise- przystojny blondyn uzależniony od nadużywania emotikonek i  wszelkich nowoczesnych technologii,  o osobowości niekiedy adekwatnej do koloru włosów.*

www.facebook.com

Aomine: HAHAHA! mitsuki taka wkurwiona! tak mi spamowała że aż musiałem ją bloknąć 
Kise: To było raczej do przewidzenia aominecchi... -.- 
Aomine: Co ty stary, w szkole to teraz nie będę miał życia xd
Kise: >>.<< Moja wina? >_< 
Aomine: Tak. 
Kise: A to ciekawe >.< O_O
Aomine: Nevermind, beka w chuj. A tak btw to idziemy na jakiś melanż w piątek? 
Kise: Czy ja wiem? :o W sumie to nie głupi pomysł jest ^^
Aomine: To idziemy, nie? Może zaliczymy jakieś laski :D
Kise: Ok, ale tak szczerze to nie mam ochoty na zabawy z dziewczynami :/
Aomine: A kto ci każe? od początku miałem na myśli siebie
Kise: Jak zwykle okrutny T.T i zostawisz mnie tak po prostu? T^T
Aomine: A co ja, twoja niańka jestem? hahahahahah
Kise: HaHaHa >.<
Aomine: Dobra ja spadam narka :*
Kise: No pa... ?!!! :* ?!!!   >_<

 Uśmiechał się debilnie do monitora. 
***
Pawilon Teiko middle school, po lekcjach. 

-Gdzie ta Satsuki, nie mam zamiaru czekać jak łaskawie ruszy dupę i tu przyjdzie. -Oprócz Opaleńca w podobny sposób narzekali pozostali członkowie Cudownej Generacji, oczekujący na trening. Po upływie około dwudziestu minut, Różowowłosa wraz z trenerem raczyła zaszczyć ich swoją obecnością. 
-No ile można do cholery czekać?
-Spokojnie, Dai-chan! Gdzie ci się tak śpieszy, co?
-Do nic nie robienia. -Ta tylko spojrzała na niego kpiąco i lekko szarpnęła Ryoute za rękę. 
-Musimy zamienić słówko, zaraz dołączymy. -W tym Momencie to ona została  podejrzliwie zmierzona wzrokiem przez Daikiego. 
-O co ci znowu chodzi Momocchi?
-I jak tam twoja "chemia"? 
-A konkretniej? 
-Dai-chan mi coś wczoraj wspominał o tym że nie masz ochoty na poznawanie dziewczyn. 
-Chwila, kiedy wczoraj?
-Echh głupia ja! No byłam u niego wieczorem...
-Nie ładnie tak czytać cudze wiadomości.
-No i cooo, daj spokój Ki-chan i tak pewnie sam byś mi się wygadał.
-Nie twoja sprawa. 
-A zastanawiałeś się kiedyś nad tym dlaczego tak się dzieje? Może po prostu wolisz chłopców? -Wypaliła prosto z mostu.
-Że co?! Teraz to już przegięłaś! - Oburzył się Brązowooki i urządzając porządnego focha usiłował odejść do reszty drużyny. Jednak Satsuki nie dała łatwo za wygraną, gdyż  schwytała go mocno za przedramię, obróciła przodem i z zaskoczenia skradła mu raptowny pocałunek. 
-Podnieca cię to? Nie. Zgadłam? 
-Czyli ty cały czas mnie sprawdzałaś?! Jesteś bezczelna. 
-Pomyśl nad tym, Ki-chan. - Rzuciła szorstko i ruszyła w stronę sali gimnastycznej.

*** 

-Ja się nim zajmę. -Oznajmił Ciemnowłosy, pomagając Ryoucie wstać. 
Doznał kontuzji. Kompletnie nie mógł się skupić na ćwiczeniach, nie wspominając już o grze. Nie ukrywał, że został lekko wyprowadzony z równowagi przez Różowowłosą dziewczynę. Aomine również zauważył że coś jest nie tak, dlatego postanowił pomóc mu na własną rękę .  Posadził chłopaka na ławce w szatni, zamknął drzwi i sięgnął do apteczki po wszystkie medykamenty jakie były potrzebne do opatrzenia pokiereszowanej nogi Blondyna.
-Co ci nagadała? 
-Przyznała się że tylko robiła sobie ze mnie jaja. Była u ciebie wczoraj, nie? -Kise celowo zmienił temat.  
-A nie mówiłem? No była.
-Po co? 
-Błagać mnie o to, bym zasugerował Tetsu żeby zaprosił ją na imprezę. Żałosne.  I potem jeszcze bezczelnie się do mnie dobierała a potem spierdoliła. Nosz kurwa, nic tylko wyruchać tak, żeby zapomniała jak się nazywa. 
-Dokładnie, Aominecchi. 
-No gotowe. Wstawaj, idziemy.
-Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Ał! 
By ułatwić Ryoucie tą czynność, Ciemnoskóry zarzucił jego ramienie na swoje barki, a drugą ręką złapał go w pasie. I tak udało im się wyjść na zewnątrz. 
*** 
Po jakimś czasie zbliżali się do stacji metro. Kise idąc  "niesiony" w takiej pozycji przez Daikiego, w ciszy rozmyślał nad o słowach wypowiedzianych przez Momoi. I co gorsza, przepuścił przez głowę myśl, iż może faktycznie coś w tym jest. Przy nim czuł się dobrze, zapominał o problemach, czuł się bezpiecznie, nie musiał uważać na słowa, mógł lecieć do niego z najbardziej wymyślną pierdołą. Czuł, że żyje.  -Kise, ogarnij się do cholery, ogarnij!-




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz