-Hahah, Kise co ty tam do chuja chowasz? -Rzucił Aomine do Blondyna który właśnie na gwałt próbował ukryć swój nowy nabytek na ciele.
-Nic nie ukrywam. -Odburknął rozdrażniony Ryouta. Daiki i tak wiedział że kłamie, bo zwykle takimi kiczowatymi wymówkami tamten ratował się z opresji.
-Mi się nie pochwalisz?
-Przecież mówię że nic nie ukrywam, Aominecchi! - Brązowooki czym prędzej chciał ubrać koszulkę. Niestety Opaleniec ubiegł go, wyrywając mu ją z ręki.
-No i co te-raz hm? Nie masz wyjścia.
-Aomine, no! - Kise bezskutecznie próbował odebrać Ciemnowłosemu swoją własność, jednocześnie zasłaniając dłonią swój sekret. Jednak w pewnej chwili rzucił mu się w oczy taki sam ślad na skórze Aomine jaki, wówczas sam posiadał.
-Wowww, widzę że ostro było Kise-chan! Hahaha!
-Nic nie było, noo.
-Która to, co?
-Tak właściwie to musimy pogadać.
-Ej no chwila, daj z bliska bo nie wierzę, haha! -Wtem Daiki schylił się na wysokość klatki piersiowej Blondyna i dokładnie przyjrzał malince.
-Kurwa serio? Kise i malinka, jeszcze w takim miejscu, not bad.
-Nie wkurzaj mnie, Aominecchi.
-Coo jest, foch? A może zazdrosny jesteś? Patrz na to, do pięt mi nie dorastasz. - Ciemnoskóry noszlancko wskazał sine plamy na swoim ciele.
-No dobra dobra, ubierz się już, mam gdzieś twoje malinki.
-Tak wiem, moje piękne ciałeczko razi w oczy.
Późny wieczór, dom Aomine
~If your havin girl problems i feel bad for you son
I got 99 problems but a bitch ain't one~ Sialalala *
Nucił pod nosem Daiki rozwalony na zasięgu całego swojego łoża, z słuchawkami w uszach i swoją porno gazetką w ręku. Było to jego ulubione zajęcie gdy zostawał sam we swoim własnym towarzystwie.
*Daiki Aomine- Opalony playboy o megalomańskiej osobowości, frywolnych myślach, z nieco wygórowanymi horyzontami na temat własnej osoby.*
-Daiki, Kise do ciebie! -Do pokoju Ciemnowłosego wpadła jego roztargniona rodzicielka, głosząca takową informację. On oczywiście nic nie słyszał prócz niewyraźnego szmeru, więc w związku z tym leniwie odwrócił głowę by zidentyfikować źródło tego nagłego hałasu.
-Co?
-Kise przyszedł i pyta o ciebie.
-To wpuść go i przyprowadź do mnie.
-No to ładnie traktujesz swoich gości, synku.
***
-Satsuki?! -Opaleniec aż wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
-Tak, to Momocchi mi to zrobiła...
-A tak serio, bliżej coś było?
-Aominecchi! tak serio , to próbuję się czegoś dowiedzieć na jej temat a ty sobie ze mnie chamsko żartujesz.
-Niby czemu odemnie? co, mowę ci przy niej odbiera że nie możesz sam z nią porozmawiać?
-Temu od ciebie, bo znasz ją dłużej niż ja, a poza tym kiedy pytam czemu tak się zachowuje, to mnie zbywa głupimi wykrętami.
-No kurwa, odkąd pamiętam to była z niej niezła suka. Lubi zalecać się do kolesi i owijać ich sobie wokół palca. Heh, do mnie też się czasem dobiera, ale no wiesz co do tego to nie mam wątpliwości.
-Czyli że do wszystkich taka jest?
-Przecież powiedziałem. Zabujałeś się w niej?
-Nie... w sumie to nigdy w nikim się tak na serio nie zabujałem...
-Ja też nie, i sram na to. Łeb do góry, stary!
Aomine objął Brązowookiego ramieniem i pokrzepiająco poklepał go dłonią po plecach.
-Wyluzuj , miej po prostu wyjebane, a jak dają to korzystaj ile wlezie. Taka moja rada.
-Ech Aominecchi... ty i to twoje podejście do życia...
Blondyn posiedział u niego jeszcze jakiś czas, oglądnęli mecz kosza, gadali, śmiali się, wyzywali i dogryzali sobie nawzajem, przez co całkowicie stracili poczucie czasu. Pewnie siedzieli by tak do rana, gdyby w pewnym momencie Ryouta nie spojrzał na telefon i nie przeraził się godziną wyświetloną na ekranie. Chcąc nie chcąc szybko zebrał swoje manatki i na łeb na szyję pognał w podróż do domu.
*Czuję się przy Tobie tak, jak nie czuję się przy nikim innym.*
***
02.54
-O co jej chodzi? Zabujała się we mnie, czy jak? A może poszła na jakiś głupi zakład że prześpi się z modelem? Cholera noo, za 3 godziny muszę wstać...-
Od: Kise
Do: Aomine
Treść: Poszedł byś o zakład, że prześpisz się z modelką? >.<
Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść: Czemu takie pierdoły budzą mnie o 3 nad ranem?! Nie potrzebowałbym zakładu żeby to zrobić.
*Słowa z piosenki 99 problems Jay'a z.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz