-Aomine-kun, możemy pogadać? -Niebieskowłosy chłopak zwrócił się do Opaleńca i gestownie zasugerował, aby zeszli z boiska .
-Ostatnio jesteś jakiś rozkojarzony, nie skupiasz się na grze... Coś się stało?
-Pierdolisz, Tetsu. Co niby miało by się stać? -Ten odburknął olewająco.
-Właśnie ciebie o to pytam. Dziwnie się zachowujesz. Od jakiegoś czasu non stop gapisz się na Kise-kun'a i nie zauważasz, że podaję ci piłkę. W ogóle nie słuchasz co się do ciebie mówi i ignorujesz wszystkich dookoła. Możesz mi wyjaśnić, o co chodzi?
-Kurwa, poważnie się na niego cały czas gapie? - Pomyślał Daiki, uświadamiając sobie iż znalazł się właśnie w ciemnej dupie. Zamilkł wówczas, szukając w swojej głowie najodpowiedniejszej wymówki i sposobu na bezbolesne spławienie Kuroko.
-Nad czym się tak zastanawiasz? -Tetsuya powoli zaczął tracić cierpliwość, bo ileż do jasnej ciasnej można myśleć nad jakąś głupią odpowiedzią? Coś tu śmierdzi i to na pewno nie jest zapach gumy, z której zrobione są piłki do kosza. Dalej martwota. No właśnie, nad czym nasz drogi Aomine tak filozofował? Że nad kontrargumentem, to już wiemy. Lecz problem leżał gdzieś głębiej, bo raczej z chamskimi odzywkami ten nie miał problemu. Dlaczego bezustannie lustrował Blondyna? Bo...
Właściwie to jaki był powód? On jeszcze pewnie sam tego nie wiedział. Hmm. A może po prostu bał się przyznać do tego, samemu sobie?
-Łeb mnie boli. - Z bardziej oczywistą wymówką już chyba nie mógł wypalić. Kuroś przybrał na twarzy zacne WTF i przyłożył dłoń do czoła Ciemnowłosego.
-Dobrze się czujesz, Aomine-kun?
-No chyba mówię, że nie.
-Ech... lepiej idź już do domu, bo i tak nie ma z ciebie pożytku.
-Coś powiedział Tetsu?!
-To co słyszałeś. Już idziemy, trening się skończył. -Niebieskooki dosłownie wypchał go za drzwi sali i odprowadził wzrokiem do szatni. Tymczasem Ryouta również oderwał się od ćwiczeń, przyglądając rozmowie tamtej dwójki. Po chwili sam ulotnił się z pomieszczenia, uzasadniając to wyjściem w ustronne miejsce, potocznie zwane kiblem. Wiadomym było, gdzie faktycznie wtedy poszedł.
-Aominecchi, jesteś tu? -Zapytał głośnym szeptem chłopak, lekko uchylając drzwi.
-Nom.
-Czemu się przebierasz? trening się jeszcze nie skończył.
-Tetsu dał mi fory, więc sram na to i wracam do domu.
Kise chyba wiedział o co się rozchodzi. Jednym ze słabych punktów przebojowej osobowości Aomine, był brak umiejętności zakamuflowania swoich uczuć i emocji. Albowiem sam Ryouta nieustannie czuł jego wzrok na sobie.
-Idę z tobą.
-Jak chcesz. -Ciemnoskóry rzucił krótko, dlatego też użycie takiego a nie innego sformułowania było odpowiednie by nic nie zasugerować Brązowookiemu oraz nie dać po sobie poznać, że ucieszył go ten fakt.
Blond-model usiadł na ławce, zrzucił z siebie koszulkę i luzacko przerzucił ręcznik przez barki. Daiki stał wryty w podłogę i znowu zawiesił na nim swe gałki oczne.
-Co mi się tak przyglądasz, Aominecchi?
Zapadła cisza, podczas której oboje przelecieli się wzrokiem.
-Patrzę, jak dojrzewają moje malniki. -I kolejna idiotyczna wymówka.
-Hę? Wolałbym żeby zwiędły od tego twojego spojrzenia.
-Chyba śnisz. Czekaj, zaraz je poprawię i będziesz wyglądał jeszcze zajebiściej.
Wtem Opaleniec podszedł bliżej Blondyna z zamiarem przyssania się do jego skóry, ale tym razem ten na to nie pozwolił, odtrącając go ręką.
-Pudło, Aominecchi! Nie pozwolę. - Wystawił język do niego i uśmiechnął się głupkowato. Ciemnowłosy znienacka położył dłoń na policzku chłopaka i zatopił w jego ustach. Nie trwało to dłużej niż kilka sekund, ponieważ Kise zdając sobie sprawę z tego iż ktoś niechcący może ich nakryć, szybko odepchnął go od siebie.
-Nie tutaj, Aomine! Pomyślałeś, co by było gdyby ktoś tu teraz wszedł?
-Podniecił by się widokiem półnagich, liżących się facetów?
-Hahaha! - Ryouta parsknął śmiechem. -Tak, Akashicchi w szczególności by się podniecił.
-No ba, orgazmu by dostał.
-Aominecchi, normalnie nie mogę z tobą, hahaha!
***
21.10, dom Aomine
-Teraz już mi nie uciekniesz. -Orzekł Ciemnoskóry, mocno przygniatając Blond-modela swoim ciałem do łóżka.
-Puść mnie, Aominecchi! -Ten próbował się wyrwać, lecz bezskutecznie.
-Cicho bądź modeleczko, bo zastosujemy inne metody zniewolenia.
-Litości...
-Nie będzie litości, więc zamknij ryja i leż spokojnie. Nie zrobię ci nic złego.
Niebawem Daiki wgryzł się w szyję Kise, a rękami przycisnął jego nadgarstki. Następnie dłoń Opaleńca poczęła smyrać po torsie Brązowookiego, który tylko drgnął czując na swojej skórze zimne palce chłopaka. Wkrótce Aomine dotarł do krocza Blondyna i już miał zamiar posunąć się nieco dalej, jednak ten w porę zareagował, nie dopuszczając go do tego czynu.
-Tego już za wiele, Aominecchi!
-Nie zgrywaj takiej cnotki, Kise. Wiem, że tego chcesz.
-Wszystko wszystkim ale...nie! -Chłopak podniósł się gwałtownie. - Oszalałeś?! Jesteśmy facetami...
-No i?
-I to co robimy, nie jest normalne... -Mruknął cicho Ryouta, wstał i ubrał koszulkę.
-A kto nas widzi?
-Daj mi spokój, jest już późno, muszę iść. -Zmieszany i przerażony wręcz Blondyn zebrał się prędko i uciekł w te pędy.
***
Od: Kise
Do: Aomine
Treść: Z ręką się pobaw, nie ze mną. -.-
Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść:: Właśnie to robię, tobie tez polecam.
Od:Kise
Do: Aomine
Treść : Jesteś idiotą!!! >.< "
Chłopak wszedł do domu i zamknął za sobą drzwi. W wejściu zastała go matka.
-Strasznie późno dzisiaj wróciłeś, Ryouta. Wszystko w porządku? bo jakoś nie wyraźnie wyglądasz. -Spytała zatroskana kobieta, wzięła od niego kurtkę i powiesiła na wieszaku.
-Zasiedziałem się u Aomine... wszystko jest ok mamo, tylko trochę zmęczony jestem. -Odparł z nieszczerym uśmiechem i podrapał się po głowie.
-Mam nadzieję, że to tylko zmęczenie. Ale poczekaj, -Kiedy Blondyn podniósł kończynę do góry i usiłował przejść obok swojej rodzicielki, ta spostrzegła siny ślad przy jego karku.
-Co ty masz na szyi?
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz