środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 12

Poniedziałkowy wieczór, Sala gimnastyczna gimnazjum Teiko

-Aomine-kun, możemy pogadać? -Niebieskowłosy chłopak zwrócił się do Opaleńca i gestownie zasugerował, aby zeszli z boiska . 
-Ostatnio jesteś jakiś rozkojarzony, nie skupiasz się na grze... Coś się stało? 
-Pierdolisz, Tetsu. Co niby miało by się stać? -Ten odburknął olewająco.
-Właśnie ciebie o to pytam. Dziwnie się zachowujesz. Od jakiegoś czasu non stop gapisz się na Kise-kun'a i nie zauważasz, że podaję ci piłkę. W ogóle nie słuchasz co się do ciebie mówi i ignorujesz wszystkich dookoła. Możesz mi wyjaśnić, o co chodzi?
-Kurwa, poważnie się na niego cały czas gapie? - Pomyślał Daiki, uświadamiając sobie iż znalazł się właśnie w ciemnej dupie. Zamilkł wówczas, szukając w swojej głowie najodpowiedniejszej wymówki i sposobu na bezbolesne spławienie Kuroko. 
-Nad czym się tak zastanawiasz? -Tetsuya powoli zaczął tracić cierpliwość, bo ileż do jasnej ciasnej można myśleć nad jakąś głupią odpowiedzią? Coś tu śmierdzi i to na pewno nie jest zapach gumy, z której zrobione są piłki do kosza. Dalej martwota. No właśnie, nad czym nasz drogi Aomine tak filozofował? Że nad kontrargumentem, to już wiemy. Lecz problem leżał gdzieś głębiej, bo raczej z chamskimi odzywkami ten nie miał problemu. Dlaczego bezustannie lustrował Blondyna? Bo... 
Właściwie to jaki  był powód? On jeszcze pewnie sam tego nie wiedział. Hmm. A może po prostu bał się przyznać do tego, samemu sobie? 
-Łeb mnie boli. - Z bardziej oczywistą wymówką już chyba nie mógł wypalić. Kuroś przybrał na twarzy zacne WTF i przyłożył dłoń do czoła Ciemnowłosego. 
-Dobrze się czujesz, Aomine-kun?
-No chyba mówię, że nie. 
-Ech... lepiej idź już do domu, bo i tak nie ma z ciebie pożytku.
-Coś powiedział Tetsu?! 
-To co słyszałeś. Już idziemy, trening się skończył. -Niebieskooki dosłownie wypchał go za drzwi sali i odprowadził wzrokiem do szatni. Tymczasem Ryouta również oderwał się od ćwiczeń, przyglądając rozmowie tamtej dwójki. Po chwili sam ulotnił się z pomieszczenia, uzasadniając to wyjściem w ustronne miejsce, potocznie zwane kiblem. Wiadomym było, gdzie faktycznie wtedy poszedł. 
-Aominecchi, jesteś tu? -Zapytał głośnym szeptem chłopak, lekko uchylając drzwi. 
-Nom. 
-Czemu się przebierasz? trening się jeszcze nie skończył. 
-Tetsu dał mi fory, więc sram na to i wracam do domu. 
Kise chyba wiedział o co się rozchodzi. Jednym ze słabych punktów przebojowej osobowości Aomine, był brak umiejętności zakamuflowania swoich uczuć i emocji. Albowiem sam Ryouta nieustannie czuł jego wzrok na sobie.
-Idę z tobą. 
-Jak chcesz. -Ciemnoskóry rzucił krótko, dlatego też użycie takiego a nie innego sformułowania było odpowiednie by nic nie zasugerować Brązowookiemu oraz nie dać po sobie poznać, że ucieszył go ten fakt. 
Blond-model usiadł na ławce, zrzucił z siebie koszulkę i luzacko przerzucił ręcznik przez barki. Daiki stał wryty w podłogę i znowu zawiesił na nim  swe gałki oczne. 
-Co mi się tak przyglądasz, Aominecchi? 
Zapadła cisza, podczas której oboje przelecieli się wzrokiem. 
-Patrzę, jak dojrzewają moje malniki. -I kolejna idiotyczna wymówka. 
-Hę? Wolałbym żeby zwiędły od tego twojego spojrzenia.
-Chyba śnisz. Czekaj, zaraz je poprawię i będziesz wyglądał jeszcze zajebiściej. 
Wtem Opaleniec podszedł bliżej Blondyna z zamiarem przyssania się do jego skóry, ale tym razem ten na to nie pozwolił, odtrącając go ręką.
-Pudło, Aominecchi! Nie pozwolę. - Wystawił język do niego i uśmiechnął się głupkowato. Ciemnowłosy znienacka położył dłoń na policzku chłopaka i zatopił w  jego ustach. Nie trwało to dłużej niż kilka sekund, ponieważ Kise zdając sobie sprawę z tego iż ktoś niechcący może ich nakryć, szybko odepchnął go od siebie. 
-Nie tutaj, Aomine! Pomyślałeś, co by było gdyby ktoś tu teraz wszedł? 
-Podniecił by się widokiem półnagich, liżących się facetów?
-Hahaha! -  Ryouta parsknął śmiechem. -Tak, Akashicchi w szczególności by się podniecił. 
-No ba, orgazmu by dostał. 
-Aominecchi, normalnie nie mogę z tobą, hahaha! 
*** 
21.10, dom Aomine

-Teraz już mi nie uciekniesz. -Orzekł Ciemnoskóry, mocno przygniatając Blond-modela swoim ciałem do łóżka. 
-Puść mnie, Aominecchi! -Ten próbował się wyrwać, lecz bezskutecznie. 
-Cicho bądź modeleczko, bo zastosujemy inne metody zniewolenia. 
-Litości... 
-Nie będzie litości, więc zamknij ryja i leż spokojnie. Nie zrobię ci nic złego. 
Niebawem Daiki wgryzł się w szyję Kise, a rękami przycisnął jego nadgarstki. Następnie dłoń Opaleńca poczęła smyrać po torsie Brązowookiego, który tylko drgnął czując na swojej skórze zimne palce chłopaka. Wkrótce Aomine dotarł do krocza Blondyna i już miał zamiar posunąć się nieco dalej, jednak ten w porę zareagował, nie dopuszczając go do tego czynu. 
-Tego już za wiele, Aominecchi! 
-Nie zgrywaj takiej cnotki, Kise. Wiem, że tego chcesz.
-Wszystko wszystkim ale...nie! -Chłopak podniósł się gwałtownie. - Oszalałeś?! Jesteśmy facetami... 
-No i? 
-I to co robimy, nie jest normalne... -Mruknął cicho Ryouta, wstał i ubrał koszulkę. 
-A kto nas widzi? 
-Daj mi spokój, jest już późno, muszę iść. -Zmieszany i przerażony wręcz Blondyn zebrał się prędko i uciekł w te pędy. 
*** 
Od:  Kise
Do: Aomine
Treść:  Z ręką się pobaw, nie ze mną. -.-

Od: Aominecchi 
Do: Kise 
Treść:: Właśnie to robię, tobie tez polecam. 

Od:Kise
Do: Aomine
Treść : Jesteś idiotą!!! >.< " 

Chłopak wszedł do domu i zamknął za sobą drzwi. W wejściu zastała go matka.
-Strasznie późno dzisiaj wróciłeś, Ryouta. Wszystko w porządku? bo jakoś nie wyraźnie wyglądasz. -Spytała zatroskana kobieta, wzięła od niego kurtkę  i powiesiła  na wieszaku. 
-Zasiedziałem się u Aomine... wszystko jest ok mamo, tylko trochę zmęczony jestem. -Odparł z nieszczerym uśmiechem i podrapał się po głowie. 
-Mam nadzieję, że to tylko zmęczenie. Ale  poczekaj, -Kiedy Blondyn podniósł kończynę do góry i usiłował przejść obok swojej rodzicielki, ta spostrzegła siny ślad przy jego karku. 
-Co ty masz na szyi? 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz