-Ryouta, możesz mi w końcu wytłumaczyć co to znaczy "nie chcę"?
-Że nie chcę.
-Chyba sobie sprawy nie zdajesz, co wygadujesz.
-Za miesiąc mam ważny mecz.
-Mecz? No właśnie, a'propos tego. Powinienieś zrezygnować z klubu koszykarskiego i zająć się poważniejszymi rzeczami. Wydaję mi się też, że ostatnio trochę opuściłeś się w nauce.
-Że niby co?! Prędzej uciekłbym z domu niż to zrobił! Żartujesz chyba!
-Mówię poważnie. Razem z ojcem doszliśmy do wniosku, że tak będzie dla ciebie najlepiej.
-Skąd wy możecie wiedzieć co jest dla mnie najlepsze?!
-Zastanów się, nie jeden chciałby być na twoim miejscu. Staramy ci zapewnić wszystko. Oboje ciężko na to pracujemy. Twoja siostra wciska cię tylko tam gdzie się da i uwierz mi, nie jest to łatwe. A tymczasem ty w ogóle tego nie doceniasz. Aż tak ci źle? Mało kto ma takie życie.
-To wy nic nie rozumiecie. Wiesz co będzie dla mnie najlepsze? Jak zrezygnuje z tego pieprzonego modelingu.
***
Kolejnego dnia, 17:30, Mieszkanie Daiki'ego
-U mnie też kicha. Pożarliśmy się wczoraj z Mitsu jak skurwysyn i z ruchanka gówno wyszło. Nawet zastanawiam się, czy z nią nie zerwać.
-Też bym chciał mieć takie problemy jak ty.
-Kise, kurwa, no weź! Ale z drugiej strony twoi starzy mają trochę racji, bo w sumie to przyszłość możesz mieć w dupie no i niezły hajs się na tym zbija.
-Przecież nie odpuszcze sobie koszykówki, Aominecchi!
-A po co byś miał to robić? Nie słyszałeś że istnieje coś takiego jak hobby? Kto ci zabroni grać?
-Nooo wiem! ale ja chcę się zajmować koszem zawodowo...
-Zawodowo? hah, też kiedyś o tym marzyłem... że zostanę światowej klasy koszykarzem, przyjętym do drużyny NBA i będe popularny jak Mike Jordan. No i w końcu ogarnąłem, że nie jest to zawód na którym bym mógł trzepać kasę przez całe życie. Hahaha, i w ogóle to ciekawe jak niby miałbym się znaleść na liśćie najlepszych graczów w historii ever. Eh... innymi słowy, jeżeli kochasz koszykówkę, możesz grać gdziekolwiek, z kimkolwiek...
-Aominecchi...- no może, nie wiem, pomyśle o tym. A wracając do Mitsu, czemu chcesz z nią zerwać?
-Szczerze? Męczy mnie ten cały "związek". W zasadzie to związki są męczące. W szczególności te ich jebane humorki. I chyba jedynym plusem są cycki, no jak jeszcze takie udogodnienie posiadają.
-Mam podobnie. Wiesz że jak już z jakąś byłem, to czułem że najchętniej wsadziła by mnie do klatki i lansowała mną przed swoimi przyjaciółeczkami.
-Hahaha, no kurwa, kto by nie chciał chodzić z modelem?
-To naprawdę nie jest śmieszne Dai-chan! Zamień się ze mną to już nie będzie ci do śmiechu.
-Nie muszę bo i tak jestem kurewsko popularny. -Opaleniec wystawił język i przemierzwił Blondynowi włosy. Ten automatycznie odtrącił jego dłoń i spojrzał na zegarek.
-Hej, zbierajmy się bo nie zdążymy na trening.
-Oj tam oj tam, najwyżej dostaniemy zjebe od Satsu.
***
-Tak przez sms'a?! Dziecinny jesteś, Aominechii! - Oburzył się Brązowooki kiedy jego towazysz właśnie wystukiwał na telefonie wiadomość do swojej, byłej już dziewczyny.
-A co kurwa, mam przyjść do niej z bukietem kwiatów i pierdolnąć sentencję typu "zostańmy przyjaciółmi"?
Kise parsknął śmiechem i zaksztusił się lodem którego w owym czasie konsumował.
-Uff, zrobione. -Aomine schował komórkę do kieszeni, odetchnął z ulgą po czym chwycił Blondyna za ręke w której trzymał zimną przekąskę i jak gdyby nigdy nic ugryzł spory kawałek tego łakocia.
-Mmmm twój lepszy, weź się zamień.
-Chyba cię pogrzało. Oddaj mi gryza ze swojego.
-Proszę. - Władował Ryoucie loda prosto do gęby i widząc jego minę zaczął kretyńsko chihotać, na co tamten tylko zmarszczył złowrogo brwi.
-Khe, khe! Jesteś idiotą, Dai-chan.
-Najważniejsze że jestem wolny, jarzysz? Zaraz, co ja pierdole przecież zawsze byłem, jestem i będe wolny.
*
Po treningach zawsze chodzili razem na lody, coby się orzeźwić i odpocząć po nie małym wysiłku fizycznym. Kiedy tylko warunki pogodowe były sprzyjające, uwielbiali włóczyć się rozświetlonymi uliczkami miasta i rozmawiać o wszystkim i o niczym. Męska przyjaźń z prawdziwego zdarzenia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz