-Dobra, dzięki Aominecchi, dalej poradzę sobie sam.
-Zdebilniałeś do reszty? Nie zostawię cię w takim stanie, jeszcze się mi zabijesz gdzieś po drodzę.
-Tobie? - Mruknął cicho Brązowooki.
-Co?
-Nie, nic... serio możesz mnie już puścić.
-Zapomnij.
***
-No weź się nie dołuj, dwa dni i będzie po sprawie.
-Coś ty, wiem! to nie w tym rzecz Aominecchi. Przyniosę coś do picia.
-Poradzisz sobie?
-Nom! -Krzyknął z oddali Ryouta.
~Aominecchi odprowadził mnie do domu. Zaopiekował się... Ale jesteśmy kumplami, co? Nic więcej nigdy nie będzie. Ale w sumie ciekawe, jak to jest inaczej. O czym ja do cholery myślę? Zapomnij! to tylko głupie wywody Momocchi, przecież czemu akurat ona miałaby mieć rację? Ale z drugiej strony... ughhh!~
Niebawem wrócił z dwiema puszkami ich ulubionego napoju energetycznego. Był tak pochłonięty myślami, że nie skupiał się na otaczającej go przestrzeni lecz na tym, co siedziało mu w głowie. Chcąc podać picie Ciemnowłosemu, potknął się nieudolnie kant szafy i w rezultacie poleciał na niego z impetem.
-Uważaj, Kise...
Wtedy ich twarze znajdowały się naprawdę blisko siebie. Wymienili się spojrzeniem. Tym razem patrzyli na siebie inaczej. Obojgu przeszły jakieś dziwne dreszcze. Wtem Opaleniec lekko odtrącił chłopaka od siebie, wziął z jego dłoni puszkę i pomógł mu usiąść.
-Dobrze że chociaż tu udało ci się dotrzeć, niezdaro.
-Przepraszam Aominecchi... -Brązowooki poczuł jak jego policzki zaczynają robić się gorące i automatycznie odwrócił głowę w drugą stronę, udając że sprawdza coś na telefonie.
-Ej, zaraz twoi starzy wrócą, nie?
-No tak, ale możesz zostać.
-Luzik ale już późno z deczka jest, także ten, dzięki za energetyka i będę się zbierał.
-Im by nie przeszkadzała twoja obecność, jeśli o to ci chodzi...
-Serio, -Daiki zbliżył się do Blondyna, jednocześnie skłaniając go by ponownie na niego spojrzał.- Serio chcesz mnie zatrzymać? - Przez moment wpatrywał się w jego delikatną twarz.
-Aomine...?
Tak. Nie wytrzymał. Na widok rumieńców na obliczu Ryouty, tylko lekko uśmiechnął się do siebie i spontanicznie, kompletnie bez żadnego powstrzymywania się, obdarzył go długim pocałunkiem. Zaraz po tym, jakby to co przed chwilą uczynił nie miało nigdy miejsca, wstał i skierował do wyjścia.
-No to trzymaj się, Kise! - Wychodząc, Ciemnoskóry wyszczerzył wszystkie ząbki do Brązowookiego, pomachał ręką i zniknął za drzwiami pokoju, zostawiając go ze szczęką na ziemi i umysłem gdzieś daleko w innym wymiarze.
*Teraz już wiesz co miałem na myśli wczoraj, na fejsie? Więc już znasz moją odpowiedź.*
Dużo czasu zajęło Ryoucie wrócenie do rzeczywistości i ogarnięcie co się właściwie stało.
~Że Aominecchi...? Nie, to niemożliwe. Chyba za bardzo przejmuje się tym co mówiła Momocchi... albo uciąłem sobie niezłą drzemkę. ~
Tymczasem u Aomine
-Nudy, nudyyy...! -Gadał do siebie Opaleniec przerzucając kolejną stronę swojego świerszczyka. -Cycki mnie nudzą. Po niedługim czasie, zgodnie z tym stwierdzeniem rzucił gazetą gdzieś za siebie i wyjął komórkę z kieszeni. Otworzył galerię ze zdjęciami w której znajdowały się między innymi fotki Blond-modela, zrobione całkiem "przypadkowo", kiedy ten nie widział. W szatni, jak się przebierał, na boisku, na treningu, na korytarzu, wszędzie. A po co? Po prostu z jakiegoś nieznanego alibi najzwyklej w świecie czerpał z tego radochę, a gdy je oglądał to uśmiech aż sam cisnął mu się na gębę.
-Kurwa... serio wolę patrzeć na pół nagiego faceta niż na cycki?- Ignorując ten fakt, podniósł się do pozycji siedzącej i położył laptopa na nogach. Wklepał w przeglądarkę hasło "Kise Ryouta" i w okamgnieniu pojawiło się mnóstwo zdjęć i stron z tym zapytaniem. Przeglądał, równocześnie przesyłając niektóre z nich na telefon
. W pewnej chwili poczuł jakby jego pewna część ciała właśnie zapragnęła gdzieś odlecieć, co najwyżej stanąć na baczność. -Ja pierdole, poważnie? że niby mam sobie walić do fotek mojego kumpla? nieee no wtf...? Dobra koniec, idę spać. - Jak pomyślał, tak zrobił.
Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść: Dobranoc, kaleko ;**
Nie usnął by bez tego. Odpowiedzi nie było.
~Pewnie już śpi.~

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz