czwartek, 16 kwietnia 2015

Rozdział 10

*Takie przyjemne, że mógłbym to robić w nieskończoność i dłużej.*

00.36
Od: Kise 
Do: Aomine
Treść: Śpisz Aominecchi? :3

Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść: Nie. A co, stęskniłeś się? 

Od: Kise 
Do: Aomine
Treść: Trochę...

Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść: To co mam zrobić?

Od: Kise 
Do: Aomine
Treść: Chodź do mnie >_< 

Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść: Hahahaha spodobało ci się, co? 

Od: Kise 
Do: Aomine
Treść: Nom >>.<< ! 

Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść: Wiedziałem. Do jutra wytrzymasz. Póki co, masz na pocieszenie: ;** Dobranoc. 

Od: Kise 
Do: Aomine
Treść: Aominecchi... ;* 

*Chodź do mnie, wskocz do łóżka, przytul, ale tak mocnoooo i wtedy będę mógł spać spokojnie...*

Wziął telefon i położył obok siebie, nie wypuszczając z dłoni. Na ekranie widniało jego zdjęcie. Szkoda tylko, że nie wiedzieli iż oboje zrobili to w tym samym czasie. Jak nazwiesz to uczucie? Prawdziwa przyjaźń? 
Piątek, godzina 06.00 rano
-Ryouta, wstawaj. -Pani Kise lekko potrząsała Brązowookiego w ramię, który był jeszcze pogrążony w krainie wiecznych łowów. W pewnej jednak chwili, podniósł powieki.  Wszystko było w najnormalniejszym porządku, ale jeden szczegół mocno przyciągnął uwagę kobiety. 
-Trzymałeś go tak całą noc?
-Co trzymałem, mamo? 
-Telefon. 
-Serio? hahaha, a to ci przypadek. -Udawał że nie wie o co chodzi.
-Nie ważne. W każdym razie chciałam ci przekazać, że my z ojcem jedziemy w ważną delegację i wrócimy jutro wieczorem. Poradzisz sobie chwilę sam, prawda? 
Chłopak w głębi duszy ucieszył się, gdyż wiedział co to oznacza. Ale musiał zachować kamienną twarz, by przypadkiem nie naprowadzić jego matki na trop do jego niecnych planów. 
-No jasne, że sobie poradzę! 
-W takim razie wstawaj, śniadanie na stole. 

***

-Yo, Kise.
-Aominecchi! -Blondyn rzucił się na Opaleńca ściskając i tuląc go najmocniej jak umiał. Nie zwrócił uwagi na otoczenie. Co prawda akurat na jego szczęście  dookoła nie było nikogo, ale mniejsza o to. 
-No już, starczy. 
-Wybacz, nie mogłem się doczekać...
-Jak znowu cię pocałuję?
-Um... ale czekaj, nie tutaj. 
-Wyluzuj, teren czysty.
-Paparazzi czają się wszędzie, a wtedy będę miał kłopoty.
-Wstydzisz się mnie? przecież jestem fotogeniczny jak cholera. 
-Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. 
-Oj tam, chodź już do mnie.
I doczekał się upragnionego pocałunku. Niewątpliwie, na jednym się nie skończyło. Potem poszli już do szkoły. 
-Moi rodzice wyjechali w delegację i wrócą dopiero jutro wieczorem. 
Tyle wystarczyło by Daiki zrozumiał o co biega. 
-Przyjdź do mnie wieczorem, to coś razem ogarniemy.
-No luz, przecież masz chatę wyjebaną w kosmos. Ja skitram jakieś procenty, moja matka ma pełno tego szajsu w lodówce.
-Ok. To trzymaj się Aominecchi, do zobaczenia później. 
-Papapa, buziaki. 
-Aominecchi!!!

***
Dzwonek do drzwi. Przyśpieszone bicie serca. Uradowanie. Już lecę Ci otworzyć, co siły w nogach. Szybko, jeszcze szybciej, by znowu poczuć smak Twoich ust. Już naciskam na klamkę. 
-Yo. -Oto jesteś. 
-No wreszcie! Chodź do środka. -Zamknąłem drzwi, na zasuwkę. Chodź bliżej, przywitaj się ze mną, no już...
Usiedli w pokoju Ryouty. Na łóżku, tuż przy sobie, z otwartymi puszkami piwa. 
-Spędzanie piątkowego wieczoru w ten sposób jest o wiele lepsze, niż impreza. 
-Melanż też ma swoje dobre strony. 
-Takie jak nie ogar co robisz przez pół nocy, jak wróciłeś do domu i kac na następny dzień?
-To akurat są skutki dobrego melanżu. Ale o czym ty mówisz Kise, tobie się to przecież nie zdarza... a w ogóle to mecz się zaczął, włączaj ten telewizor! 
Mijały minuty, godzina i pół.  Powiedzmy sobie szczerze. Skupiali się bardziej na sobie, niż na tym, co wtenczas szło na ekranie. Mnóstwo wymienionej śliny,  wszelkiego rodzaju buziaków, miziań i whatever. Zupełnie jak zakochana para siedząca w sali kinowej, na jakimś dziadowskim wyciskaczu łez. Tyle tylko, że oni byli przyjaciółmi, a to ciekawe. Dalej nie obchodziło ich już kompletnie nic, prócz siebie nawzajem. W pewnej chwili Aomine bez zbędnych ceregieli, wsunął dłonie pod bluzę Ryouty w celu pozbycia się jej. Kiedy twarz Blondyna przeszła przez wszystkie odcienie purpury, pojawiła się w nim nieśmiała wola protestu. 
-Co ty robisz Aominecchi?- Zapytał wręcz przerażony. 
-Nie widzisz? Rozbieram cię. 
Niebawem Ciemnoskóry popchnął aktualnie pół nagiego Kise na łóżko, sam zjechał głową na wysokość jego brzucha  po czym chytrze dossał się do skóry chłopaka tworząc piękną, czerwieniutką jak twarz jego "ofiary" malinkę. Następnie padło na szyję Brązowookiego, ale na nieszczęście, z dwa razy większą siłą niż poniżej. Zaiste nie odbyło się bez wzdechów i herezji Blond-modela ale akurat Daiki'ego to zbytnio nie interesowało.
-No niee dlaczego w takim miejscu? za niedługo mam sesję...! Baka, Aomine no baka! 
-Hahaha uwierz mi, to tylko doda ci uroku. 
-To nie jest ani trochę śmieszne, już po mnie T^T
-Piękne. -Opaleniec odsunął się kawałek by móc z daleka ujrzeć swoje "dzieła". 
-Poczekaj tylko jak ci się zrewanżuję, zemsta będzie słodka, Aominecchi!
-Czekam. 
-Zdejmuj koszulkę.
-?
3,2,1...
-Ałaa, nie gryź, hahaha, przestań Kise, hahaha! 

*** 

Aomine Zgasił światło, położył się przodem do pleców Blondyna i przykrył ich kołdrą. Rękami objął go w pasie i przycisnął do niego. 
-Dobranoc, Kise. -Wymruczał cicho do ucha Kise, który przez ogrom sytuacji nie był w stanie wykrztusić z siebie słowa. 

Jego oddech na mojej skórze, jego ciało tuż przy moim, jego ręce luźno spoczywające na moim torsie, jego obecność teraz, tutaj. Ale proszę, przytul mocniej, jeszcze mocniej. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz