niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 2.

Znienacka pojawił się Opaleniec, kpiąco pogwizdując na zastały widok.
-Dai-chan?! 
-Oj Kise, Kise... jak już się brać za laski, to tylko za porządny towar! 
-Aominecchi to nie tak! -Odburknął Brązowooki odpychając od siebie Satsuki. 
-A jak, hmmm? hah okay, to ja wam nie będę przeszkadzał, gołąbeczki! -Rzucił Daiki, żegnając ich szyderczym uśmiechem. 
-Coś ty narobiła, Momocchi! 

Następnego dnia, 7.35, gimnazjum Teiko 

-Gdzie twoja nowa dziewczyna, Kise? 
-To nie jest moja dziewczyna! 
-Tak, tak. A ja nie umiem grać w kosza. Hahaha!
-Ughhh Aominecchi! choćbym nie wiem co powiedział, nie uświadomię twojej tępej pale że jest inaczej. 
-Ej no dobra dobra, Wyluzuj! Czekaj tu na mnie po lekcjach, nara.

*Jesteś taki słodki jak się denerwujesz. *

***
-Kurde noo ! Nigdy z tobą nie wygram, Aominecchi!- Blondyn trzasnął joystikiem o łóżko a na jego obliczu malował się wyraz dziecięcego grymasu.  
-No ba. Jedynym który może mnie pokonać jestem ja sam. -Oznajmił jak zwykle pewny siebie Ciemnoskóry.

*Właściwie to byli przyjaciółmi. Zwykłymi kumplami ze szkoły, z drużyny, podzielający wspólną pasję i marzenia. Wiele rzeczy ich łączyło, równie dużo dzieliło. Ale to może dzięki tym różnicą, tak dobrze rozumieli się  nawzajem.*

Siedzieli obok siebie na łóżku, pykając w jakąś grę video. Pogoda nie sprzyjała by spędzić popołudnie na zewnątrz. Oczywistym było, że kiedy tylko nadarzyła się okazja oboje pędzili na boisko i grali do późnego wieczoru. 
-Przychodzi dzisiaj do ciebie? -Nieznacząco zapytał Kise. 
-Mitsu? nom. 
-Ej Aominecchi... mam głupie pytanie. 
-Co jest?
-Ty ją kochasz? -Daiki popatrzył na niego wymownie, jak gdyby to pytanie miało być uznane za jakiś tandetny kawał. 
-Czy to ważne? A co, zazdrosny jesteś? 
-Aomine! tu nie o to chodzi.
-Powiem ci prosto, Kise. W dupie mam to czy ją kocham, czy nie. Ważne że umie zrobić dobrze i jeszcze jest przy okazji na co popatrzeć.
-Traktujesz ją jak zwykłą dziwkę.
-No chyba nie, bo jej za to nie płacę. - Aomine uśmiechnął się wyuzdanie. Ryuota wzdychnął bezsilnie i załamał ręce. 
-Ech... czyli ty też nie czujesz chemii?
-O co ci chodzi? 
-Nie ważne, Aominecchi. 

Godzinę później

W pewnym momencie Brązowooki dostrzegł na swojej drodze zarysy znajomej kobiecej sylwetki, która machała do niego dłonią. Przyśpieszył nieco kroku i po chwili jego oczom ukazała się zmoknięta do suchej nitki Satsuki. 
-Momocchi! Gdzie ty się wybrałaś bez parasola w taką pogodę? -Zapytał, po czym bez zastanowienia ściągnął z siebie bluzę i okrył nią dziewczynę. 
-No widzisz Ki-chan. Wyleciałam po coś do koleżanki i ulewa mnie złapała. -Uśmiechnęła się beztrosko.
-Odprowadzę cię do domu, przeziębisz się.
-Nie, nie trzeba Kise-kun, poradzę sobie sama.
-Daj spokój, nie zostawię cię tu tak... albo wiesz co? Mam lepszy pomysł. -Ta tylko spojrzała pytająco. 
-Jesteśmy blisko stacji metra, może wpadniesz do mnie na herbatę czy coś? -Niepewnie zaproponował chłopak. 
-To świetny pomysł! Znam już smak ust, a teraz zobaczę jak mieszka nasz słynny model! - Ekscytowała się Różowowłosa i złapała Kise pod ramię.
-Już mi tak nie słodź, Momocchi! -Mruknął Blondyn nie protestując zbytnio na zachowanie dziewczyny. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz