Daiki zaświecił światło. Podszedł do łóżka, przykucnął i oparł przodem do Kise, któremu z pod kołdry wystawały tylko oczy. Kiedy Ciemnowłosy zbliżył się do niego na znaczną odległość i przeleciał wzrokiem, chłopak zakrył całą twarzyczkę, podkurczając nogi niczym bezbronna mała myszka ukrywająca się w swojej norze przed złym kocurem.
-Kise idioto, przed kim się tak ukrywasz? -Aomine złapał Ryoute za ręce którymi ten trzymał pościel, odkrywając jego różowiutką facjatę.
-Przed tobą! >.<
-A co ja zrobiłem, czoo? -Opaleniec położył głowę na łóżku i począł słodko wpatrywać się w Blond-Modela.
-Odejdź! >.< -Kise próbował odepchnąć go od siebie. -I nie patrz tak na mnie noo!
-Ojojoj, wybacz skarbie, kupić tampony czy podpaski? -Zapytał prześmiewczo Daiki, chihotając pod nosem.
-Przywalił ci ktoś kiedyś w łeb? Nie? To chyba najwyższa pora. - Poduszka wyrzucona przez wściekłego Blondyna jak bomba z armaty wylądowała na uhahanej gębie Aomine.
-Ała! Za co to?
-Za to że jesteś tępą pałą!
-Wrzuć na luuzik Kise-chan!
-Ech, Aominecchi... -Brązowooki wziął głęboki wdech i przybrał nieco na powadze. -Możesz mi tak serio powiedzieć czemu... robisz ze mną takie rzeczy?
Zwykle gdy padały takie pytania, zapadała niema cisza. Tak było i tym razem. Wprowadzały one Daiki'ego w tak wielkie zakłopotanie, że nawet jego niewyparzony ryj na nic się nie zdawał i musiał ratować się debilnymi odzywkami bądź najzwyczajniej na świecie uciekać gdzie pieprz rośnie. Podparł się na łokciach, i obdarzył Ryoute głębokim spojrzeniem , nie ukrywając wówczas odcieniu swoich policzków.
-Wiesz dlaczego? Ehem no lubię cię trochę... a nawet bardzo trochę. -Wymamrotał po czym ujął twarz zaskoczonego Blondyna w dłonie i pocałował go z czułością.
-W jakim sensie mnie lubisz...?
Tego już za wiele. Zapasy odwagi na dzień dzisiejszy zostały wyczerpane.
Ciemnoskóry wskoczył pod kołdrę kładąc się przodem do pleców Ryouty i lekko zatkał mu usta swoją dłonią by mieć pewność, że ten już nic więcej nie powie.
-Następnym razem zrobimy to przy zaświeconym świetle.
22.43, Mieszkanie Kise
Po powrocie do domu Ryouta nie był w stanie zrobić nic innego jak tylko rzucić się na łóżko i pogrążyć w głębokich refleksjach do tego co miało miejsce parę chwil przedtem.
"No lubię cię trochę... a nawet bardzo trochę." -Lubisz mnie, Aominecchi? Czy z osobą którą tylko się lubi, robi się takie rzeczy? - Blond-model walił głową w poduszkę, machał nogami i przewracał z boku na bok, kompletnie nie wiedząc co ma z sobą począć. -Ale swoją drogą to... było lepiej niż z jakąkolwiek dziewczyną... i jeszcze to przed salą gimnastyczną, eh. Aominecchi, dajcie mi Aominecchi'ego!-
23.25
Od: Kurokocchi
Do: Kise
Treść : Kise-kun, mógłbyś jutro wcześniej przyjść? Muszę z tobą pogadać.
Tej nocy nie zmrużył oka.
Tymczasem u Aomine
-Ooo, witam Dai-chan! - Przywitała się Różowowłosa z szerokim uśmiechem na ustach kiedy ujrzała Opaleńca z ręką w spodniach.
-Satsuki?!!! Co ty tu robisz o tej godzinie do cholery?! -Oburzony Daiki automatycznie wyjął dłoń i odwrócił łeb, udając że zaciekawiony jest oglądaniem jakże fascynującej ściany w jego pokoju.
-Oj, widzę że przeszkodziłam ci w zabawie ze swoim przyjacielem, coo? -Zapytała chihotając pod nosem.
-Spieprzaj.
-Aleś ty miły! Ja tu przychodzę w odwiedziny a ty mnie tak traktujesz?
-Albo mówisz o co chodzi, albo wylatujesz z hukiem przez okno. To jak będzie? - Ciemnowłosy wstał, przesiadł się na łóżko i oparł ręce na łokciach, sugerując wzrokiem nic innego jak po prostu "spierdalaj". Momoi podeszła do niego i usiadła na nim okrakiem.
-Spokojnie Ao-chan, musimy sobie coś wyjaśnić. - Oznajmiła, po czym jak gdyby nigdy nic ściągnęła z niego koszulkę, zaplatając ręce wokół karku chłopaka.
-Chyba ci się coś pomyliło. Nie mam z tobą o czym rozmawiać.
-Czyżby? -Popchnęła Ciemnoskórego na łóżko i rękami błodząc po jego torsie, sama zjechała w dół, klękając na podłodze. -Wszystko widziałam. Czemu nie pochwaliłeś mi się, że z Ki-chanem jesteście tak blisko?
-Gówno ci do tego.
-Jak to gówno? Dzisiaj dostało mi się przez was, Dai-chan! Akashi-kun był strasznie wkurzony i powiedział że albo ja coś z tym zrobię, albo sam się z wami rozprawi, a przecież wiesz co to znaczy... -Powiedziała z troską w głosie dziewczyna, ściągając spodnie z Aomine.
-Co on mi może zrobić, ha? Jak mu się coś nie podoba to jego problem, nie mój. I w ogóle co ty znowu odpierdalasz, Satsuki? -Podniusł lekko głowę, spoglądając na Momoi, usytuowaną między jego nogami.
-Nie jego, bo mój. To ja zawsze muszę latać jak szalona i doprowadzać was do porządku. Eh, Dai-chan, -Wyciągła jego penisa z bokserek i objęła dłonią. -Czy ty kiedykolwiek masz dość? -Zaśmiała się sarkastycznie. -Pewnie gdybyś mógł, robił byś to cały dzień, mam rację?
-Znowu przyszła mnie wkurwiać. Co za baba... -Westchnął cierpiętniczo Daiki.
-Co ja z tobą mam, Ao-chan. Same problemy... -Sapnęła różowowłosa i polizała jego czubek, po chwili w całości biorąc go do ust.
Cóż. Aomine bardzo się to podobało, lecz jego duma nie pozwalała mu tego przyznać. Uwielbiał drażnić się z nią od małego , robiąc Satsuki idiotyczne żarty. I od zawsze stwarzał fałszywe pozory, że mu na niej nie zależy. Mimo to, wiedział że praktycznie o każdej porze dnia i nocy przyjdzie uratować mu dupę, nawet w razie najmniejszych kłopotów. Hmm, czyżby kolejna przyjaźń z benefitami?
-Satsu, szybciej... -Wydukał zniecierpliwiony Opaleniec.
-Phi, a tak protestował.
-Zamknij się...
Tak dobrze. Czuł, że powoli dochodzi. Ale chwila, co to? Czemu przed oczyma cały czas miał sylwetkę Blond-modela?
-Kise... -Ledwo dosłyszalnie syknął Aomine. Momoi słysząc to, oderwała się od pieszczenia członka Ciemnowłosego, kładąc się na nim.
-Powtórz to, Aomine. -Popatrzyła na niego ciekawskim wzrokiem.
-Co niby? Przecież nic nie mówiłem.
-Akurat. -Szybko jednak wróciła do tamtej czynności, widząc że chłopak już prawie doszedł. Po niedługiej chwili, twarz Różowowłosej pokryta była dużą ilością spermy. Wystawiła język i polizała się po policzku.
-Jakie słodkie! Mówiłam ci, żebyś nie jadł tyle słodyczy! -Satsuki celowo zmieniła temat, by zrobić mu na złość.
-Cieszę się, że ci smakuje. A teraz wypad, muszę się wyspać do szkoły.
-Haha, już ci uwierzę, że ci tak na szkole zależy, Dai-chan. -Wstała i wytarła twarz chusteczką. -I tak powiem wszystko Kise-kun'owi.
-Co?! a z resztą mów sobie, nie obchodzi mnie to.
-Już ci na nim nie zależy?
-A co ty, swatka jesteś jakaś czy co?
Dziewczyna wyszła z pokoju, wystawiając głowę zaa drzwi.
-Nie musisz już kłamać. Każdy widzi że po uuuuszyyy się w nim zadłużyłeś, Dai-chan.
-Aaa że to, tak? Ymm... takie tam na treningu... -Wyjaśniał zakłopotany.
-Takie tam? -Kobieta zmarszczyła czoło, podejrzliwie patrząc na Ryoute. -To uważaj lepiej na tych treningach, bo w przyszłym tygodniu masz sesję.
-Już?
-Tak. W piątek wyjeżdżasz ale niestety sam, bo my z tatą mamy za dużo obowiązków. Siostra się tobą zajmie, z resztą załatwiła ci już hotel
. A jak chcesz to nawet możesz wziąć kogoś ze sobą.
-Poważnie?
-Sama mi to zaproponowała.
-To super mamo! Aomine na 100% się zgodzi. -Kise uradował się jak dziecko i jednakowo odetchnął z ulgą, gdy jego matka zmieniła temat.
-To świetnie że się cieszysz, a teraz zmykaj szybko na górę i byleby cię ojciec nie zobaczył, bo nie będzie zachwycony tą malinką. -A jednak wymówka nie zadziałała, co w konsekwencji spowodowało obfite najeżenie wszystkich włosów na głowie Brązowookiego. Przełknął ślinę i niczym Kuroko wyparował niezauważalnie z pomieszczenia.
***
Nazajutrz, ledwo przytomny Blond-model doczołgał się do szkoły. Pognał prosto do swojej klasy i praktycznie z niej nie wychodził do póki lekcje nie dobiegły końca. A to wszystko tylko po to, by odechtnąć od Aomine który począwszy od wczorajszego wieczoru, prześladował go nawet we własnych snach. Ale czy to właśnie marzenia senne nie są odzwierciedleniem tego, czego boimy się lub pragniemy w rzeczywistości?
***
-Minechin! Ogarnij się! - Wywrzeszczał Murasakibara, kiedy ten po raz kolejny nie przyjął od niego podania, gdyż cały czas wymieniał się słodkimi spojrzeniami z Blondynem.
-Serio przestańcie, bo jak się Akashi-kun wkurzy, to nie będzie wesoło. -Zwrócił się również Niebieskowłosy, będący między dwójką tych lowelasów.
-Wyluzujcie -Wzruszył ramionami Daiki. -To tylko trening, po za tym nie chcę mi się dzisiaj jakoś specjalnie wysilać.
-To tylko trening? A na meczu też tak będziesz grać?! To w takim razie życzę nam powodzenia.
-Pfff. -Prychnął Ciemnowłosy i podszedł bliżej do Brązowokiego.
Przeczucie Kuroko szybko się sprawdziło. Wystarczył ułamek sekundy na wkroczenie do akcji pana Kapitana.
-Albo skupicie się na treningu albo od razu wszyscy wylatujecie. Daiki, Ryouta wy w szczególności. Więc jaki jest wasz wybór?
-Chodź, Kise. - Mimo obecności kolegów z drużyny, Opaleniec bez większego zastanowienia szarpnął Blondyna za rękę i takim oto sposobem, który zaiste wywołał u wszystkich zgromadzonych nie małe zdziwienie, oboje udali się do wyjścia.
***
Chwilę potem, pawilon przed salą gimnastyczną
-Aominechiiiiii!!! Mogłeś się powstrzymać, no! Co oni teraz o nas pomyślą? Moja reputacja legnie w gruzach T.T
-Jebią mnie oni i jebie mnie twoja reputacja. -Odburknął Aomine. Wiedział iż są w polu widzenia swoich trenujących kompanów, więc zbliżył się do Ryouty i mocno ścisnął go za dłoń. Zrobił to specjalnie. Nie po to by kogoś upokarzać, lecz po to by udowodnić sobie co tak naprawdę czuję względem Kise. Czy to jest to, czy też coś innego. Przełknął ślinę i przyśpieszył kroku.
-Aghhh, puść mnie idioto! Przecież nas widzą. -Blond-model wciąż protestował. I z każdym jego następnym słowem, uścisk stawał się coraz silniejszy.
-Zamknij się do cholery jasnej. -Ciemnoskóry rzucił okiem na okna budynku i skradł Blondynowi namiętny pocałunek. Co z tego, że stali na przeciwko okien, przez które wszystko było dokładnie widać. Co z tego, że piłka akurat wtedy poleciała właśnie w stronę szyb. Ktoś musiał przecież po nią iść. Całe szczęście padło na Tetsu, którego wcale nie zdziwił ten widok, jednakże zawiesił wzrok na moment by upewnić się czy to przypadkiem nie jakaś fatamorgana bądź inna halucynacja. Niemożliwe. Co jak co, ale zmysł wzroku to ten miał opanowany do perfekcji.*
Pół godziny później, mieszkanie Aomine
-Ughhh, przestań Aominecchi... -Już od samego progu drzwi było słychać jęczenie Kise, który myślał że to pomoże przy spławieniu Daiki'ego, dobierającego się do niego po raz kolejny. Całowali się jednocześnie zmierzając do pokoju Opaleńca. Z każdym krokiem robili to coraz namiętniej i silniej.
Ciemnowłosy mocno trzymając Ryoute za przedramienie zamknął za sobą drzwi i stanął tuż za nim. Ręce chłopaka momentalnie znalazły się pod koszulą Blondyna a usta na jego karku.
-Aomine, czekaj...
-Ale żeś upierdliwy, Kise! -Przygryzł lekko ucho Brązowookiego i guzik po guziku rozpiął jego koszulę.
*Dreszcze, przeszły mnie dreszcze. Czemu robiąc tak niewiele, doprowadzasz mnie do szaleństwa?*
-Ty naprawdę chcesz to zrobić? -Zapytał zażenowany Kise.
-Nie wiem co rozumiesz pod pojęciem "to", ale jak myślisz o tym samym co ja, to tak. -Odpowiedział Ciemnoskóry i wsunął dłoń do spodni Ryouty, na co ten ciężko westchnął.
-Ale za nim to zrobisz, to proszę... zgaś światło...
-Po co? Chcę zobaczyć ciebie w takim stanie.
-Nie pytaj po co, po prostu to zrób...
-No dooobra, skoro mnie tak błagasz...
Ten odwrócił się i bez słowa wykonał powierzoną mu czynność. Pchnął Blondynna na łóżko, położył się na nim i głęboko spojrzał mu w oczy. Mimo tego że było ciemno, tęczówki Kise lśniły blaskiem zadowolenia i wcale nie wyrażały strachu czy oporu. Widok ten spowodował intrygujący uśmieszek na twarzy Aomine.
-Chyba zaraz dojdę od samego patrzenia na ciebie.
-A ja chyba zaraz wyskoczę przez okno i ucieknę najdalej jak się da, Aominecchi!
-Ułamek sekundy, a zmienisz zdanie. -Wymruczał cicho Daiki po czym obdarzył Brązowookiego gorącym pocałunkiem. Jedną dłonią ponownie powędrował do dolnej części jego garderoby, zaś drugą sam ściągnął z siebie spodnie.
Łagodne pieszczoty Ciemnowłosego sprawiły iż Blond-model ciałem i umysłem brnął gdzieś w wyżyny, wzgórki i pagórki.
A że Aomine miał w tym wielką wprawę przez liczne praktyki na samym sobie, wprawił Kise w stan nieważkości.
-A nie mówiłem? Teraz leżysz tu potulny jak owieczka i jęczysz. -Podważył dumny ze swoich poczynań Opaleniec i popatrzył na chłopaka pożądliwym wzrokiem. -Hah, jak ja bym chciał teraz zobaczyć dokładniej twój wyraz twarzy...
-A-ao-mine... -Jęknął Ryouta i przekręcił głowę w bok. Ten zaśmiał się cicho tylko pogarszając sytuację zawstydzonego do granic możliwości Blondyna. Ręką poruszał coraz szybciej i szybciej, wpijał się w jego usta coraz gwałtowniej i zachłanniej. Jednak po jakimś czasie odezwały się negatywne skutki nadmiernego "ćwiczenia" dłoni, przez co Ciemnowłosy zmuszony był nieco zwolnić tempo.
-A...aominecchi... nie przestawaj... -Prawie niedosłyszalnie wydukał Brązowooki. Te słowa zachęciły Daiki'ego do dalszego działania. Wyciągnął swoje przyrodzenie i począł pocierać nim o członka Kise jednocześnie sprawiając im obojgu wielką przyjemność.
*Właściwie to byli przyjaciółmi. Przyjaciółmi, z benefitami.*
*Chodzi oczywiście o misdirection :D
Poniedziałkowy wieczór, Sala gimnastyczna gimnazjum Teiko
-Aomine-kun, możemy pogadać? -Niebieskowłosy chłopak zwrócił się do Opaleńca i gestownie zasugerował, aby zeszli z boiska .
-Ostatnio jesteś jakiś rozkojarzony, nie skupiasz się na grze... Coś się stało?
-Pierdolisz, Tetsu. Co niby miało by się stać? -Ten odburknął olewająco.
-Właśnie ciebie o to pytam. Dziwnie się zachowujesz. Od jakiegoś czasu non stop gapisz się na Kise-kun'a i nie zauważasz, że podaję ci piłkę. W ogóle nie słuchasz co się do ciebie mówi i ignorujesz wszystkich dookoła. Możesz mi wyjaśnić, o co chodzi?
-Kurwa, poważnie się na niego cały czas gapie? - Pomyślał Daiki, uświadamiając sobie iż znalazł się właśnie w ciemnej dupie. Zamilkł wówczas, szukając w swojej głowie najodpowiedniejszej wymówki i sposobu na bezbolesne spławienie Kuroko.
-Nad czym się tak zastanawiasz? -Tetsuya powoli zaczął tracić cierpliwość, bo ileż do jasnej ciasnej można myśleć nad jakąś głupią odpowiedzią? Coś tu śmierdzi i to na pewno nie jest zapach gumy, z której zrobione są piłki do kosza. Dalej martwota. No właśnie, nad czym nasz drogi Aomine tak filozofował? Że nad kontrargumentem, to już wiemy. Lecz problem leżał gdzieś głębiej, bo raczej z chamskimi odzywkami ten nie miał problemu. Dlaczego bezustannie lustrował Blondyna? Bo...
Właściwie to jaki był powód? On jeszcze pewnie sam tego nie wiedział. Hmm. A może po prostu bał się przyznać do tego, samemu sobie?
-Łeb mnie boli. - Z bardziej oczywistą wymówką już chyba nie mógł wypalić. Kuroś przybrał na twarzy zacne WTF i przyłożył dłoń do czoła Ciemnowłosego.
-Dobrze się czujesz, Aomine-kun?
-No chyba mówię, że nie.
-Ech... lepiej idź już do domu, bo i tak nie ma z ciebie pożytku.
-Coś powiedział Tetsu?!
-To co słyszałeś. Już idziemy, trening się skończył. -Niebieskooki dosłownie wypchał go za drzwi sali i odprowadził wzrokiem do szatni. Tymczasem Ryouta również oderwał się od ćwiczeń, przyglądając rozmowie tamtej dwójki. Po chwili sam ulotnił się z pomieszczenia, uzasadniając to wyjściem w ustronne miejsce, potocznie zwane kiblem. Wiadomym było, gdzie faktycznie wtedy poszedł.
-Aominecchi, jesteś tu? -Zapytał głośnym szeptem chłopak, lekko uchylając drzwi.
-Nom.
-Czemu się przebierasz? trening się jeszcze nie skończył.
-Tetsu dał mi fory, więc sram na to i wracam do domu.
Kise chyba wiedział o co się rozchodzi. Jednym ze słabych punktów przebojowej osobowości Aomine, był brak umiejętności zakamuflowania swoich uczuć i emocji. Albowiem sam Ryouta nieustannie czuł jego wzrok na sobie.
-Idę z tobą.
-Jak chcesz. -Ciemnoskóry rzucił krótko, dlatego też użycie takiego a nie innego sformułowania było odpowiednie by nic nie zasugerować Brązowookiemu oraz nie dać po sobie poznać, że ucieszył go ten fakt.
Blond-model usiadł na ławce, zrzucił z siebie koszulkę i luzacko przerzucił ręcznik przez barki. Daiki stał wryty w podłogę i znowu zawiesił na nim swe gałki oczne.
-Co mi się tak przyglądasz, Aominecchi?
Zapadła cisza, podczas której oboje przelecieli się wzrokiem.
-Patrzę, jak dojrzewają moje malniki. -I kolejna idiotyczna wymówka.
-Hę? Wolałbym żeby zwiędły od tego twojego spojrzenia.
-Chyba śnisz. Czekaj, zaraz je poprawię i będziesz wyglądał jeszcze zajebiściej.
Wtem Opaleniec podszedł bliżej Blondyna z zamiarem przyssania się do jego skóry, ale tym razem ten na to nie pozwolił, odtrącając go ręką.
-Pudło, Aominecchi! Nie pozwolę. - Wystawił język do niego i uśmiechnął się głupkowato. Ciemnowłosy znienacka położył dłoń na policzku chłopaka i zatopił w jego ustach. Nie trwało to dłużej niż kilka sekund, ponieważ Kise zdając sobie sprawę z tego iż ktoś niechcący może ich nakryć, szybko odepchnął go od siebie.
-Nie tutaj, Aomine! Pomyślałeś, co by było gdyby ktoś tu teraz wszedł?
-Podniecił by się widokiem półnagich, liżących się facetów?
-Hahaha! - Ryouta parsknął śmiechem. -Tak, Akashicchi w szczególności by się podniecił.
-No ba, orgazmu by dostał.
-Aominecchi, normalnie nie mogę z tobą, hahaha!
***
21.10, dom Aomine
-Teraz już mi nie uciekniesz. -Orzekł Ciemnoskóry, mocno przygniatając Blond-modela swoim ciałem do łóżka.
-Puść mnie, Aominecchi! -Ten próbował się wyrwać, lecz bezskutecznie.
-Cicho bądź modeleczko, bo zastosujemy inne metody zniewolenia.
-Litości...
-Nie będzie litości, więc zamknij ryja i leż spokojnie. Nie zrobię ci nic złego.
Niebawem Daiki wgryzł się w szyję Kise, a rękami przycisnął jego nadgarstki. Następnie dłoń Opaleńca poczęła smyrać po torsie Brązowookiego, który tylko drgnął czując na swojej skórze zimne palce chłopaka. Wkrótce Aomine dotarł do krocza Blondyna i już miał zamiar posunąć się nieco dalej, jednak ten w porę zareagował, nie dopuszczając go do tego czynu.
-Tego już za wiele, Aominecchi!
-Nie zgrywaj takiej cnotki, Kise. Wiem, że tego chcesz.
-Wszystko wszystkim ale...nie! -Chłopak podniósł się gwałtownie. - Oszalałeś?! Jesteśmy facetami...
-No i?
-I to co robimy, nie jest normalne... -Mruknął cicho Ryouta, wstał i ubrał koszulkę.
-A kto nas widzi?
-Daj mi spokój, jest już późno, muszę iść. -Zmieszany i przerażony wręcz Blondyn zebrał się prędko i uciekł w te pędy.
***
Od: Kise
Do: Aomine
Treść: Z ręką się pobaw, nie ze mną. -.-
Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść:: Właśnie to robię, tobie tez polecam.
Od:Kise
Do: Aomine
Treść : Jesteś idiotą!!! >.< "
Chłopak wszedł do domu i zamknął za sobą drzwi. W wejściu zastała go matka.
-Strasznie późno dzisiaj wróciłeś, Ryouta. Wszystko w porządku? bo jakoś nie wyraźnie wyglądasz. -Spytała zatroskana kobieta, wzięła od niego kurtkę i powiesiła na wieszaku.
-Zasiedziałem się u Aomine... wszystko jest ok mamo, tylko trochę zmęczony jestem. -Odparł z nieszczerym uśmiechem i podrapał się po głowie.
-Mam nadzieję, że to tylko zmęczenie. Ale poczekaj, -Kiedy Blondyn podniósł kończynę do góry i usiłował przejść obok swojej rodzicielki, ta spostrzegła siny ślad przy jego karku.
-Co ty masz na szyi?
-Cały czas o nim myślę, serce bije mi szybciej kiedy go widzę, chciałbym spędzać czas tylko z nim... eh czy to przypadkiem nie objawy... zakochania? Do jakiego lekarza mam się udać w celu postawienia diagnozy?
***
Późne sobotnie popołudnie, dom Kise
Począwszy od rana, pobudki u boku smacznie śpiącego Aomine, wspólnego śniadania i całego szeregu całusków na pożegnanie i nie tylko, myśli Kise wciąż krążyły wokół niego. Za jaką rzecz by się nie wziął, czymkolwiek by się nie zajął, za cholerę nie mógł się na tym skupić. Tęsknota?
~Noo co jest! To TYLKO KUMPEL. Tylko kumpel, który całuję najlepiej na świecie awww. Koniec! Kise skup się, w poniedziałek ważny sprawdzian z matmy.~Gadał do siebie w myślach Blondyn, załamując ręce nad funkcją kwadratową. Siedział nad tym przeszło dobre dwie godziny, nie robiąc żadnych postępów w tym fascynującym dziale królowej nauk. Jego przyswajanie wiedzy polegało głównie na podpieraniu się rękami, wlepianiu wzroku w ścianę i ewentualnie gapieniu na ekran smartfona na którym wyświetlało się zdjęcie Opaleńca, zrobione kiedy ten słodko sobie chrapał, mocno przytulony do poduszki Ryouty. ~Aominecchi taki słodki! I spał na mojej poduszce. Tak bardzo słodko!~ Spojrzał na łóżko potem ponownie na komórkę, ale tym razem ujrzał jedynie swoje odbicie gdyż włączył się wygaszacz w postaci czarnego tła. Od razu w oczy rzuciła mu się malinka na jego szyi, która wprawiła go w jeszcze większą euforię i jednocześnie w zakłopotanie. Czuł że dłużej nie wytrzyma. Potrzeba wygadania się była coraz silniejsza. Nie trzeba było długo czekać , by wykręcił numer do Satsuki. Dlaczego właśnie do niej? Bo jest ona pierwszą osobą trzecią, która "już wie".
***
-Kise, ty mówisz poważnie?! -Spytała z niedowierzaniem Różowowłosa. -Wiedziałam, że coś w tym musi być! Ale że Dai-chan też lubi chłopców, to w życiu bym nie pomyślała.
-Momocchi... nie wiem czy lubi czy nie. Może on po prostu robi to dla zabawy?
-Dla zabawy całuje się z innym chłopakiem? Nie wierzę.
-No to co mam zrobić?
-Ja wiem? ale z czym, bo tak naprawdę to pojęcia nie mam co ci doradzić. Zakochałeś się w nim?
-Nie! to znaczy... eto.. sam nie wiem!
-Nie wstydź się, Ki-chan! W powietrzu czuć, że tak.
-Momocchi... -Chłopak spalił n-tego z kolei buraka i odwrócił głowę.
-Hmmm... spróbuję z nim dzisiaj pogadać, może czegoś się dowiem.
-A co jak się domyśli?
-To chyba dobrze, nie?
-Um... no to ok. Dzięki za spotkanie. Wybacz, musiałem się wygadać...
-Nie ma sprawy Kise-chan, zawsze możesz na mnie liczyć w tych sprawach!
21:14, mieszkanie Daiki'ego
-Co tam u Mitsu-chan? dawno z nią nie rozmawiałam.
-Robisz idiotkę z siebie, czy ze mnie?
-?
-No to najwyraźniej z siebie. Przecież z nią zerwałem.
-Zerwałeś? a no faktycznie! Zapomniałam tyle mam spraw ostatnio na głowię... eheheh- Momoi próbowała wybrnąć z sytuacji, przyjmując jakieś głupie wyrazy twarzy.
-No racja, żauważyłem. Ktoś tu się chyba zabujał, coo?
-Pff, że niby ja? Ciekawe w kim.
-Zgadnij. Przecież nie robi się komuś malinek bez powodu.
-O czym ty mówisz, Dai-chan?
-O Kise, ciągle koło niego węszysz.
-Hmm... chyba nie, bo ostatnio ty spędzasz z nim dużo czasu. Czyżby ktoś nam się tu zakochał?
-No to mówie że ty.
-Ja? No to chyba w tobie, hahaha!
Podeszła do miejsca w którym siedział Ciemnoskóry, usiadła na nim okrakiem, zaplotła dłonie wokół jego szyji i bez zachamowań przykleiła się do ust chłopaka.
-Serio? Bo ja w tobie nie.
-A to szkoda, nie wiesz co tracisz. -Jej dłoń powędrowała pod koszulkę Aomine i poczęła masować jego umięśnione ciało. Finalnie zatrzymała się na rozporku od spodni, powoli go rozpinając.
-Też mi coś.
-Chcesz więcej, co? -Po chwili zrzuciła z siebie górną część garderoby, zostawiając jedynie stanik. W gruncie rzeczy, Ciemnowłosy już brał się za rozpinanie lecz Satsuki przerwała mu te czynność.
-Nie, nie, nie Ao-chan! Nie tak łatwo.
-To czemu się ze mną drażnisz?
-Bo ty się ze mną drażnisz. -Wstała i ubrała się z powrotem, po czym spostrzegła telefon Daiki'ego leżący obok na biurku. Wtedy nad jej głową zaświeciła żarówka.
-A tak w ogóle to która jest godzina?
-Eee, czekaj zaraz sprawdzę. - Niestety ona była pierwsza. I dopięła swego, iż na wyświetlaczu ukazała jej się fotka Blond-modela.
-Jakie ładne zdjęcie, Dai-chan! Ktoś się tu chyba za-ko-chał! Hahaha!
-Satsuki do cholery, kto ci pozwolił tykać moje rzeczy?! -Ten szybko wyrwał jej przedmiot z ręki, a jego facjata wyglądała jakby ktoś chlusnął na nią wiadrem czerwonego barszczu.
-Ja! Hahaha, ja muszę już iść, trzymaj się Dai-chan! -Cmokła rozgoryczonego chłopaka w policzek i wyleciała cała w skowronkach.
***
22:37
Od: Momocchi
Do: Kise
Treść: Miałam rację, Ki-chan. Ma twoje zdjęcie na tapecie ^^
*Takie przyjemne, że mógłbym to robić w nieskończoność i dłużej.*
00.36
Od: Kise
Do: Aomine
Treść: Śpisz Aominecchi? :3
Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść: Nie. A co, stęskniłeś się?
Od: Kise
Do: Aomine
Treść: Trochę...
Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść: To co mam zrobić?
Od: Kise
Do: Aomine
Treść: Chodź do mnie >_<
Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść: Hahahaha spodobało ci się, co?
Od: Kise
Do: Aomine
Treść: Nom >>.<< !
Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść: Wiedziałem. Do jutra wytrzymasz. Póki co, masz na pocieszenie: ;** Dobranoc.
Od: Kise
Do: Aomine
Treść: Aominecchi... ;*
*Chodź do mnie, wskocz do łóżka, przytul, ale tak mocnoooo i wtedy będę mógł spać spokojnie...*
Wziął telefon
i położył obok siebie, nie wypuszczając z dłoni. Na ekranie widniało jego zdjęcie. Szkoda tylko, że nie wiedzieli iż oboje zrobili to w tym samym czasie. Jak nazwiesz to uczucie? Prawdziwa przyjaźń?
Piątek, godzina 06.00 rano
-Ryouta, wstawaj. -Pani Kise lekko potrząsała Brązowookiego w ramię, który był jeszcze pogrążony w krainie wiecznych łowów. W pewnej jednak chwili, podniósł powieki. Wszystko było w najnormalniejszym porządku, ale jeden szczegół mocno przyciągnął uwagę kobiety.
-Trzymałeś go tak całą noc?
-Co trzymałem, mamo?
-Telefon.
-Serio? hahaha, a to ci przypadek. -Udawał że nie wie o co chodzi.
-Nie ważne. W każdym razie chciałam ci przekazać, że my z ojcem jedziemy w ważną delegację i wrócimy jutro wieczorem. Poradzisz sobie chwilę sam, prawda?
Chłopak w głębi duszy ucieszył się, gdyż wiedział co to oznacza. Ale musiał zachować kamienną twarz, by przypadkiem nie naprowadzić jego matki na trop do jego niecnych planów.
-No jasne, że sobie poradzę!
-W takim razie wstawaj, śniadanie na stole.
***
-Yo, Kise.
-Aominecchi! -Blondyn rzucił się na Opaleńca ściskając i tuląc go najmocniej jak umiał. Nie zwrócił uwagi na otoczenie. Co prawda akurat na jego szczęście dookoła nie było nikogo, ale mniejsza o to.
-No już, starczy.
-Wybacz, nie mogłem się doczekać...
-Jak znowu cię pocałuję?
-Um... ale czekaj, nie tutaj.
-Wyluzuj, teren czysty.
-Paparazzi czają się wszędzie, a wtedy będę miał kłopoty.
-Wstydzisz się mnie? przecież jestem fotogeniczny jak cholera.
-Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi.
-Oj tam, chodź już do mnie.
I doczekał się upragnionego pocałunku. Niewątpliwie, na jednym się nie skończyło. Potem poszli już do szkoły.
-Moi rodzice wyjechali w delegację i wrócą dopiero jutro wieczorem.
Tyle wystarczyło by Daiki zrozumiał o co biega.
-Przyjdź do mnie wieczorem, to coś razem ogarniemy.
-No luz, przecież masz chatę wyjebaną w kosmos. Ja skitram jakieś procenty, moja matka ma pełno tego szajsu w lodówce.
-Ok. To trzymaj się Aominecchi, do zobaczenia później.
-Papapa, buziaki.
-Aominecchi!!!
***
Dzwonek do drzwi. Przyśpieszone bicie serca. Uradowanie. Już lecę Ci otworzyć, co siły w nogach. Szybko, jeszcze szybciej, by znowu poczuć smak Twoich ust. Już naciskam na klamkę.
-Yo. -Oto jesteś.
-No wreszcie! Chodź do środka. -Zamknąłem drzwi, na zasuwkę. Chodź bliżej, przywitaj się ze mną, no już...
Usiedli w pokoju Ryouty. Na łóżku, tuż przy sobie, z otwartymi puszkami piwa.
-Spędzanie piątkowego wieczoru w ten sposób jest o wiele lepsze, niż impreza.
-Melanż też ma swoje dobre strony.
-Takie jak nie ogar co robisz przez pół nocy, jak wróciłeś do domu i kac na następny dzień?
-To akurat są skutki dobrego melanżu. Ale o czym ty mówisz Kise, tobie się to przecież nie zdarza... a w ogóle to mecz się zaczął, włączaj ten telewizor!
Mijały minuty, godzina i pół. Powiedzmy sobie szczerze. Skupiali się bardziej na sobie, niż na tym, co wtenczas szło na ekranie. Mnóstwo wymienionej śliny, wszelkiego rodzaju buziaków, miziań i whatever. Zupełnie jak zakochana para siedząca w sali kinowej, na jakimś dziadowskim wyciskaczu łez. Tyle tylko, że oni byli przyjaciółmi, a to ciekawe. Dalej nie obchodziło ich już kompletnie nic, prócz siebie nawzajem. W pewnej chwili Aomine bez zbędnych ceregieli, wsunął dłonie pod bluzę Ryouty w celu pozbycia się jej. Kiedy twarz Blondyna przeszła przez wszystkie odcienie purpury, pojawiła się w nim nieśmiała wola protestu.
-Co ty robisz Aominecchi?- Zapytał wręcz przerażony.
-Nie widzisz? Rozbieram cię.
Niebawem Ciemnoskóry popchnął aktualnie pół nagiego Kise na łóżko, sam zjechał głową na wysokość jego brzucha po czym chytrze dossał się do skóry chłopaka tworząc piękną, czerwieniutką jak twarz jego "ofiary" malinkę. Następnie padło na szyję Brązowookiego, ale na nieszczęście, z dwa razy większą siłą niż poniżej. Zaiste nie odbyło się bez wzdechów i herezji Blond-modela ale akurat Daiki'ego to zbytnio nie interesowało.
-No niee dlaczego w takim miejscu? za niedługo mam sesję...! Baka, Aomine no baka!
-Hahaha uwierz mi, to tylko doda ci uroku.
-To nie jest ani trochę śmieszne, już po mnie T^T
-Piękne. -Opaleniec odsunął się kawałek by móc z daleka ujrzeć swoje "dzieła".
-Poczekaj tylko jak ci się zrewanżuję, zemsta będzie słodka, Aominecchi!
-Czekam.
-Zdejmuj koszulkę.
-?
3,2,1...
-Ałaa, nie gryź, hahaha, przestań Kise, hahaha!
***
Aomine Zgasił światło, położył się przodem do pleców Blondyna i przykrył ich kołdrą. Rękami objął go w pasie i przycisnął do niego.
-Dobranoc, Kise. -Wymruczał cicho do ucha Kise, który przez ogrom sytuacji nie był w stanie wykrztusić z siebie słowa.
Jego oddech na mojej skórze, jego ciało tuż przy moim, jego ręce luźno spoczywające na moim torsie, jego obecność teraz, tutaj. Ale proszę, przytul mocniej, jeszcze mocniej.
15.13, jedna z sal lekcyjnych
Trening miał się odbyć dopiero za godzinę. Kise niestety skończył wcześniej lekcje i uznał że nie opłaca się wracać do domu. Usiadł więc w wolnej sali i zajął odrabianiem pracy domowej na dzień kolejny. Nie mógł się jednak na niczym skupić, gdyż nieustannie myślał o ostatnich poczynaniach Aomine. Wtem, jak gdyby myślenie telepatyczne faktycznie miało rację bytu, do pomieszczenia wparował Daiki.
-Yo Kise! -Podszedł do miejsca gdzie siedział Blondyn, odwrócił krzesło i usiadł przodem do niego.
-Aominecchi? Co ty tu robisz, przecież masz jeszcze lekcje. -Zapytał nieśmiało.
-Jak się dowiedziałem że tu jesteś, to cyknąłem. Poza tym mam dość prania mózgu na dzisiaj.
Przez chwilę Ryouta nic się nie odzywał, a Opaleniec tylko przyglądał, co robi.
-Kise, coś ty dzisiaj taki małomówny jest?
Ten lekko podniósł głowę , nie zdając sobie sprawy że na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
- Aominecchi... to wczoraj...
-To co?
-To było nawet, emm, takie, no... -Zakłopotany, spojrzał niewinnie na Aomine, który ponownie nie mogąc się oprzeć słodkości Brązowookiego, musnął go delikatnie w usta.
-Przyjemne? -Dokończył Ciemnowłosy, po czym opadł na blat ławki, oparł głowę na przedramieniach i popatrzył na Kise z góry, oczekując odpowiedzi.
-No... -Ten pisnął cicho a jego twarz przeszła w odcień dojrzałych pomidorów.
-To może jeszcze raz, co? -Daiki przyciągnął Blondyna za koszulę, w taki sposób, by sam położył się na desce i począł bawić się jego kosmykami włosów.
-U-um... - Ryouta wydukał z siebie dźwięk który można było zrozumieć jako ''tak'' i zamknął oczy. Niebawem, znowu połączyli się w niepewnym pocałunku, lecz tym razem Ciemnoskóry dodał nieco pikanterii, wplatając swój język, w język Blondyna.
***
20 minut później, sala gimnastyczna Teiko
-Ej Kise-chin, w głowę to się chyba też walnąłeś... - Fioletowy wielkolud zaczepił naszego biednego kalekę który siedział na ławce z tyłu sali i gapił nieprzerwanie w jeden punkt. Tym punktem rzecz jasna był Aomine.
-Przestań, Murasakibaracchi. Ja się nie prosiłem o tą kontuzję, w szczególności że za niedługo mamy mecz.
Odpowiedź Blondyna bardziej wyrażała "przesuń się, bo mi go zasłaniasz albo w ogóle weź stąd odejdź" niż to, co w zasadzie znaczyła w rzeczywistości.
-Murasakibara-kun, wracaj na boisko. - Zjawiła się również Momoi i od razu spławiła Atsushi'ego. Oczywiście nie był to jedyny powód, jaki przyciągnął ją wtedy do Kise. Spostrzegła, jak ten nieustannie wodził wzrokiem po Ciemnoskórym.
-Ki-chan, wszystko w porządku?
-Tak...
-Dobry jest, nie?
-Tak...
-Haloo! Ziemia do Kise!
-No przecież cię słyszę, Momocchi!
-No na pewno. Co ty tak obserwujesz Dai-chan'a?
-Patrzę, jak gra. -Odpowiedział z miną szczeniaka proszącego o jedzenie, przez co dał dziewczynie do zrozumienia, że to tylko zwyczajna wymówka na poczekaniu.
-Hmm... niech ci będzie.
-O co ci znowu chodzi? - Szybko jednak zauważył, jaki błąd popełnił. I niestety nie było już odwrotu.
-Mi też się podoba. - Satsuki puściła oczko i odeszła, a Ryouta wykonał coś w rodzaju facepalm'a i czekał tylko kiedy trening dobiegnie końca. By nie wzbudzać dalszych podejrzeń, przedostał się na zewnątrz i postanowił, że tam poczeka na Opaleńca.
***
-To nie fair, znowu masz lepszego loda ode mnie!
-Nie moja wina, że był tylko jeden.
I cisza. Jak zawsze było ich słychać na pół miasta, tak teraz nie dawali po sobie znaku życia. Nie, sprecyzujmy. To raczej Kise wprowadzał taki nastrój, że oboje spinali, co bardzo drażniło Daiki'ego.
-Co ci dzisiaj? bo nie ogarniam. Ostatnio masz jakieś dziwne humorki, czyżby okres się zbliżał?
-Aominecchi!
-Nosz kurde, mówię tylko to, co widzę.
-Co my wyprawiamy? -Brązowooki zapytał wprost. -Przecież tak nie powinno być...
-Co w tym złego, hm? Jakoś nie widzę, żebyś miał coś przeciwko.
-No w sumie racja, ale Aominecchi, my nie możemy...
-Serio? a kto nam niby zabroni?
Ryouta czuł że zaraz wybuchnie, spłonie z zażenowania, albo w najgorszym wypadku zapadnie się pod ziemię.
-Nie gadam z tobą. - Blondyn po raz kolejny odstawił scenę udawanej obrazy, co w rezultacie wywołało komiczny efekt i śmiech u Aomine. Ten podlazł do skwaszonego chłopaka, objął go swoim ramieniem i zbliżył na znaczną odległość. Spojrzeli sobie głęboko w oczy, a Opaleniec wciąż nie mógł przestać zrywać z niego boków.
-A jak ktoś nas zobaczy?!
-Popatrz idioto, ani jednej żywej duszy.
-No i co z tego, zawsze ktoś może wyskoczyć zza krzaka. - Speszony Ryouta odwrócił wzrok.
-Hahahaha! Uwielbiam twoje poczucie humoru, Kise.
Po chwili jednak z powrotem spoważnieli i znów ich oczy spotkały się na równi ze sobą.
-To jeszcze raz?
-Jeszcze raz, Aominecchi...
Po chwili dotarli na przystanek.
-Dobra, dzięki Aominecchi, dalej poradzę sobie sam.
-Zdebilniałeś do reszty? Nie zostawię cię w takim stanie, jeszcze się mi zabijesz gdzieś po drodzę.
-Tobie? - Mruknął cicho Brązowooki.
-Co?
-Nie, nic... serio możesz mnie już puścić.
-Zapomnij.
***
-No weź się nie dołuj, dwa dni i będzie po sprawie.
-Coś ty, wiem! to nie w tym rzecz Aominecchi. Przyniosę coś do picia.
-Poradzisz sobie?
-Nom! -Krzyknął z oddali Ryouta.
~Aominecchi odprowadził mnie do domu. Zaopiekował się... Ale jesteśmy kumplami, co? Nic więcej nigdy nie będzie. Ale w sumie ciekawe, jak to jest inaczej. O czym ja do cholery myślę? Zapomnij! to tylko głupie wywody Momocchi, przecież czemu akurat ona miałaby mieć rację? Ale z drugiej strony... ughhh!~
Niebawem wrócił z dwiema puszkami ich ulubionego napoju energetycznego. Był tak pochłonięty myślami, że nie skupiał się na otaczającej go przestrzeni lecz na tym, co siedziało mu w głowie. Chcąc podać picie Ciemnowłosemu, potknął się nieudolnie kant szafy i w rezultacie poleciał na niego z impetem.
-Uważaj, Kise...
Wtedy ich twarze znajdowały się naprawdę blisko siebie. Wymienili się spojrzeniem. Tym razem patrzyli na siebie inaczej. Obojgu przeszły jakieś dziwne dreszcze. Wtem Opaleniec lekko odtrącił chłopaka od siebie, wziął z jego dłoni puszkę i pomógł mu usiąść.
-Dobrze że chociaż tu udało ci się dotrzeć, niezdaro.
-Przepraszam Aominecchi... -Brązowooki poczuł jak jego policzki zaczynają robić się gorące i automatycznie odwrócił głowę w drugą stronę, udając że sprawdza coś na telefonie.
-Ej, zaraz twoi starzy wrócą, nie?
-No tak, ale możesz zostać.
-Luzik ale już późno z deczka jest, także ten, dzięki za energetyka i będę się zbierał.
-Im by nie przeszkadzała twoja obecność, jeśli o to ci chodzi...
-Serio, -Daiki zbliżył się do Blondyna, jednocześnie skłaniając go by ponownie na niego spojrzał.- Serio chcesz mnie zatrzymać? - Przez moment wpatrywał się w jego delikatną twarz.
-Aomine...?
Tak. Nie wytrzymał. Na widok rumieńców na obliczu Ryouty, tylko lekko uśmiechnął się do siebie i spontanicznie, kompletnie bez żadnego powstrzymywania się, obdarzył go długim pocałunkiem. Zaraz po tym, jakby to co przed chwilą uczynił nie miało nigdy miejsca, wstał i skierował do wyjścia.
-No to trzymaj się, Kise! - Wychodząc, Ciemnoskóry wyszczerzył wszystkie ząbki do Brązowookiego, pomachał ręką i zniknął za drzwiami pokoju, zostawiając go ze szczęką na ziemi i umysłem gdzieś daleko w innym wymiarze.
*Teraz już wiesz co miałem na myśli wczoraj, na fejsie? Więc już znasz moją odpowiedź.*
Dużo czasu zajęło Ryoucie wrócenie do rzeczywistości i ogarnięcie co się właściwie stało.
~Że Aominecchi...? Nie, to niemożliwe. Chyba za bardzo przejmuje się tym co mówiła Momocchi... albo uciąłem sobie niezłą drzemkę. ~
Tymczasem u Aomine
-Nudy, nudyyy...! -Gadał do siebie Opaleniec przerzucając kolejną stronę swojego świerszczyka. -Cycki mnie nudzą. Po niedługim czasie, zgodnie z tym stwierdzeniem rzucił gazetą gdzieś za siebie i wyjął komórkę z kieszeni. Otworzył galerię ze zdjęciami w której znajdowały się między innymi fotki Blond-modela, zrobione całkiem "przypadkowo", kiedy ten nie widział. W szatni, jak się przebierał, na boisku, na treningu, na korytarzu, wszędzie. A po co? Po prostu z jakiegoś nieznanego alibi najzwyklej w świecie czerpał z tego radochę, a gdy je oglądał to uśmiech aż sam cisnął mu się na gębę.
-Kurwa... serio wolę patrzeć na pół nagiego faceta niż na cycki?- Ignorując ten fakt, podniósł się do pozycji siedzącej i położył laptopa na nogach. Wklepał w przeglądarkę hasło "Kise Ryouta" i w okamgnieniu pojawiło się mnóstwo zdjęć i stron z tym zapytaniem. Przeglądał, równocześnie przesyłając niektóre z nich na telefon
. W pewnej chwili poczuł jakby jego pewna część ciała właśnie zapragnęła gdzieś odlecieć, co najwyżej stanąć na baczność.
-Ja pierdole, poważnie? że niby mam sobie walić do fotek mojego kumpla? nieee no wtf...? Dobra koniec, idę spać. - Jak pomyślał, tak zrobił.
Od: Aominecchi
Do: Kise
Treść: Dobranoc, kaleko ;**
Nie usnął by bez tego. Odpowiedzi nie było.
~Pewnie już śpi.~
Było jakoś parę minut po 22, jak Ryouta wrócił do domu. Generalnie przychodził później, lecz w dni, kiedy wiedział że jego rodzice są w domu przed 22.30, dla świętego spokoju wolał być pierwszy. Nie zdążył nawet dobrze przekroczyć drzwi od jego pokoju, gdy usłyszał dźwięk przekręcania klucza w zamku.
-Ryouta, jesteś? Zejdź do nas na chwilę.
Ten nie protestował, gdyż sam miał do nich sprawę.
-Kiedy dokładnie jest ta sesja? - Zapytał w prost, wywołując na twarzach swoich rodzicieli pozytywne zaskoczenie.
-Jednak się zdecydowałeś? To świetnie, synku!
-Jeszcze nic nie powiedziałem. Za miesiąc gram ważny mecz i chciałbym wiedzieć.
-Ale chcesz pójść na tą sesję, prawda?
-Tak mamooo , dlatego pytam.
-Jutro się dowiem, jak tylko ona zdoła odebrać telefon. A, i jeszcze jedno za nim pójdziesz.
-Nie mam zamiaru rezygnować z kosza.
-No właśnie chcemy cię przeprosić za wczoraj. Nie mieliśmy pojęcia, że to tyle dla ciebie znaczy.
Kise tylko pokiwał głową przytakująco i opuścił pomieszczenie. Przeszedł przez łazienkę, salon i kuchnie ostatecznie trafiając do swojego królestwa, z kubkiem kawy i sportowym czasopismem, które zwinął ze stolika w pokoju dziennym. Pierwszą rzeczą jaką robił po przyjściu do domu, było włączenie laptopa i sprawdzenie na wszystkich portalach społecznościowych czy przypadkiem nie pojawiły się jakieś news'y. No nie pomijając wielkiej ilości sms'ów od jego fanek, ale te z czasem przestały go interesować.
*Ryouta Kise- przystojny blondyn uzależniony od nadużywania emotikonek i wszelkich nowoczesnych technologii, o osobowości niekiedy adekwatnej do koloru włosów.*
www.facebook.com
Aomine: HAHAHA! mitsuki taka wkurwiona! tak mi spamowała że aż musiałem ją bloknąć
Kise: To było raczej do przewidzenia aominecchi... -.-
Aomine: Co ty stary, w szkole to teraz nie będę miał życia xd
Kise: >>.<< Moja wina? >_<
Aomine: Tak.
Kise: A to ciekawe >.< O_O
Aomine: Nevermind, beka w chuj. A tak btw to idziemy na jakiś melanż w piątek?
Kise: Czy ja wiem? :o W sumie to nie głupi pomysł jest ^^
Aomine: To idziemy, nie? Może zaliczymy jakieś laski :D
Kise: Ok, ale tak szczerze to nie mam ochoty na zabawy z dziewczynami :/
Aomine: A kto ci każe? od początku miałem na myśli siebie
Kise: Jak zwykle okrutny T.T i zostawisz mnie tak po prostu? T^T
Aomine: A co ja, twoja niańka jestem? hahahahahah
Kise: HaHaHa >.<
Aomine: Dobra ja spadam narka :*
Kise: No pa... ?!!! :* ?!!! >_<
Uśmiechał się debilnie do monitora.
***
Pawilon Teiko middle school, po lekcjach.
-Gdzie ta Satsuki, nie mam zamiaru czekać jak łaskawie ruszy dupę i tu przyjdzie. -Oprócz Opaleńca w podobny sposób narzekali pozostali członkowie Cudownej Generacji, oczekujący na trening. Po upływie około dwudziestu minut, Różowowłosa wraz z trenerem raczyła zaszczyć ich swoją obecnością.
-No ile można do cholery czekać?
-Spokojnie, Dai-chan! Gdzie ci się tak śpieszy, co?
-Do nic nie robienia. -Ta tylko spojrzała na niego kpiąco i lekko szarpnęła Ryoute za rękę.
-Musimy zamienić słówko, zaraz dołączymy. -W tym Momencie to ona została podejrzliwie zmierzona wzrokiem przez Daikiego.
-O co ci znowu chodzi Momocchi?
-I jak tam twoja "chemia"?
-A konkretniej?
-Dai-chan mi coś wczoraj wspominał o tym że nie masz ochoty na poznawanie dziewczyn.
-Chwila, kiedy wczoraj?
-Echh głupia ja! No byłam u niego wieczorem...
-Nie ładnie tak czytać cudze wiadomości.
-No i cooo, daj spokój Ki-chan i tak pewnie sam byś mi się wygadał.
-Nie twoja sprawa.
-A zastanawiałeś się kiedyś nad tym dlaczego tak się dzieje? Może po prostu wolisz chłopców? -Wypaliła prosto z mostu.
-Że co?! Teraz to już przegięłaś! - Oburzył się Brązowooki i urządzając porządnego focha usiłował odejść do reszty drużyny. Jednak Satsuki nie dała łatwo za wygraną, gdyż schwytała go mocno za przedramię, obróciła przodem i z zaskoczenia skradła mu raptowny pocałunek.
-Podnieca cię to? Nie. Zgadłam?
-Czyli ty cały czas mnie sprawdzałaś?! Jesteś bezczelna.
-Pomyśl nad tym, Ki-chan. - Rzuciła szorstko i ruszyła w stronę sali gimnastycznej.
***
-Ja się nim zajmę. -Oznajmił Ciemnowłosy, pomagając Ryoucie wstać.
Doznał kontuzji. Kompletnie nie mógł się skupić na ćwiczeniach, nie wspominając już o grze. Nie ukrywał, że został lekko wyprowadzony z równowagi przez Różowowłosą dziewczynę. Aomine również zauważył że coś jest nie tak, dlatego postanowił pomóc mu na własną rękę . Posadził chłopaka na ławce w szatni, zamknął drzwi i sięgnął do apteczki po wszystkie medykamenty jakie były potrzebne do opatrzenia pokiereszowanej nogi Blondyna.
-Co ci nagadała?
-Przyznała się że tylko robiła sobie ze mnie jaja. Była u ciebie wczoraj, nie? -Kise celowo zmienił temat.
-A nie mówiłem? No była.
-Po co?
-Błagać mnie o to, bym zasugerował Tetsu żeby zaprosił ją na imprezę. Żałosne. I potem jeszcze bezczelnie się do mnie dobierała a potem spierdoliła. Nosz kurwa, nic tylko wyruchać tak, żeby zapomniała jak się nazywa.
-Dokładnie, Aominecchi.
-No gotowe. Wstawaj, idziemy.
-Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Ał!
By ułatwić Ryoucie tą czynność, Ciemnoskóry zarzucił jego ramienie na swoje barki, a drugą ręką złapał go w pasie. I tak udało im się wyjść na zewnątrz.
***
Po jakimś czasie zbliżali się do stacji metro. Kise idąc "niesiony" w takiej pozycji przez Daikiego, w ciszy rozmyślał nad o słowach wypowiedzianych przez Momoi. I co gorsza, przepuścił przez głowę myśl, iż może faktycznie coś w tym jest. Przy nim czuł się dobrze, zapominał o problemach, czuł się bezpiecznie, nie musiał uważać na słowa, mógł lecieć do niego z najbardziej wymyślną pierdołą. Czuł, że żyje. -Kise, ogarnij się do cholery, ogarnij!-
Ostatecznie matka Kise , po długich namowach i prośbach, weszła do pokoju swojego syna.
-Ryouta, możesz mi w końcu wytłumaczyć co to znaczy "nie chcę"?
-Że nie chcę.
-Chyba sobie sprawy nie zdajesz, co wygadujesz.
-Za miesiąc mam ważny mecz.
-Mecz? No właśnie, a'propos tego. Powinienieś zrezygnować z klubu koszykarskiego i zająć się poważniejszymi rzeczami. Wydaję mi się też, że ostatnio trochę opuściłeś się w nauce.
-Że niby co?! Prędzej uciekłbym z domu niż to zrobił! Żartujesz chyba!
-Mówię poważnie. Razem z ojcem doszliśmy do wniosku, że tak będzie dla ciebie najlepiej.
-Skąd wy możecie wiedzieć co jest dla mnie najlepsze?!
-Zastanów się, nie jeden chciałby być na twoim miejscu. Staramy ci zapewnić wszystko. Oboje ciężko na to pracujemy. Twoja siostra wciska cię tylko tam gdzie się da i uwierz mi, nie jest to łatwe. A tymczasem ty w ogóle tego nie doceniasz. Aż tak ci źle? Mało kto ma takie życie.
-To wy nic nie rozumiecie. Wiesz co będzie dla mnie najlepsze? Jak zrezygnuje z tego pieprzonego modelingu.
***
Kolejnego dnia, 17:30, Mieszkanie Daiki'ego
-U mnie też kicha. Pożarliśmy się wczoraj z Mitsu jak skurwysyn i z ruchanka gówno wyszło. Nawet zastanawiam się, czy z nią nie zerwać.
-Też bym chciał mieć takie problemy jak ty.
-Kise, kurwa, no weź! Ale z drugiej strony twoi starzy mają trochę racji, bo w sumie to przyszłość możesz mieć w dupie no i niezły hajs się na tym zbija.
-Przecież nie odpuszcze sobie koszykówki, Aominecchi!
-A po co byś miał to robić? Nie słyszałeś że istnieje coś takiego jak hobby? Kto ci zabroni grać?
-Nooo wiem! ale ja chcę się zajmować koszem zawodowo...
-Zawodowo? hah, też kiedyś o tym marzyłem... że zostanę światowej klasy koszykarzem, przyjętym do drużyny NBA i będe popularny jak Mike Jordan. No i w końcu ogarnąłem, że nie jest to zawód na którym bym mógł trzepać kasę przez całe życie. Hahaha, i w ogóle to ciekawe jak niby miałbym się znaleść na liśćie najlepszych graczów w historii ever. Eh... innymi słowy, jeżeli kochasz koszykówkę, możesz grać gdziekolwiek, z kimkolwiek...
-Aominecchi...- no może, nie wiem, pomyśle o tym. A wracając do Mitsu, czemu chcesz z nią zerwać?
-Szczerze? Męczy mnie ten cały "związek". W zasadzie to związki są męczące. W szczególności te ich jebane humorki. I chyba jedynym plusem są cycki, no jak jeszcze takie udogodnienie posiadają.
-Mam podobnie. Wiesz że jak już z jakąś byłem, to czułem że najchętniej wsadziła by mnie do klatki i lansowała mną przed swoimi przyjaciółeczkami.
-Hahaha, no kurwa, kto by nie chciał chodzić z modelem?
-To naprawdę nie jest śmieszne Dai-chan! Zamień się ze mną to już nie będzie ci do śmiechu.
-Nie muszę bo i tak jestem kurewsko popularny. -Opaleniec wystawił język i przemierzwił Blondynowi włosy. Ten automatycznie odtrącił jego dłoń i spojrzał na zegarek.
-Hej, zbierajmy się bo nie zdążymy na trening.
-Oj tam oj tam, najwyżej dostaniemy zjebe od Satsu.
***
-Tak przez sms'a?! Dziecinny jesteś, Aominechii! - Oburzył się Brązowooki kiedy jego towazysz właśnie wystukiwał na telefonie wiadomość do swojej, byłej już dziewczyny.
-A co kurwa, mam przyjść do niej z bukietem kwiatów i pierdolnąć sentencję typu "zostańmy przyjaciółmi"?
Kise parsknął śmiechem i zaksztusił się lodem którego w owym czasie konsumował.
-Uff, zrobione. -Aomine schował komórkę do kieszeni, odetchnął z ulgą po czym chwycił Blondyna za ręke w której trzymał zimną przekąskę i jak gdyby nigdy nic ugryzł spory kawałek tego łakocia.
-Mmmm twój lepszy, weź się zamień.
-Chyba cię pogrzało. Oddaj mi gryza ze swojego.
-Proszę. - Władował Ryoucie loda prosto do gęby i widząc jego minę zaczął kretyńsko chihotać, na co tamten tylko zmarszczył złowrogo brwi.
-Khe, khe! Jesteś idiotą, Dai-chan.
-Najważniejsze że jestem wolny, jarzysz? Zaraz, co ja pierdole przecież zawsze byłem, jestem i będe wolny.
*
Po treningach zawsze chodzili razem na lody, coby się orzeźwić i odpocząć po nie małym wysiłku fizycznym. Kiedy tylko warunki pogodowe były sprzyjające, uwielbiali włóczyć się rozświetlonymi uliczkami miasta i rozmawiać o wszystkim i o niczym. Męska przyjaźń z prawdziwego zdarzenia.