Niech sobie każdy z Was na swego sposoba owego tytuła zinterpretuje, a ja tutaj dziś wszystkich z radochą przywituje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Tym razem nieujarzmione natchnienie wezbrało się we mnie kiedy to parę dzionków temu sobie stałam i nogami z braku cierpliwości przebierałam, w kolejce na poczcie :D W momencie, w jakim to spojrzałam na rachunka którego wówczas miałam do zapłaty, ni z gruszki ni z pietruszki, me drogie zwoje mózgowo-umysłowowe doznały nagłego oświecenia na spreparowanie nieco bardzo wariackiego tworeczka :D Odchodząc już od temata iż moje nieoczekiwane inwazje pomysłów praktycznie zawsze urzeczywistniają się w przedziwnych miejscach oraz sytuacjach, prezentuję najwielmożniejszemu Państwu to nieskromnie szaleńcze opowiadanko, w którym będzie można doszukać się stosunkowo niewielkiego nawiązania do pairinga KagaKuro :D :P To tyle z mojej szanowniutkiej strony, dziękuje serdecznie za uwagę i kłaniam się nisko!!!!!!!!!!!!!!!!! :D ᕙ(`▽´)ᕗ
*********************************************************************
Nad czcigodną stolicą Japońskiego naroda której to na imię jest Tokio, właśnie zapadł zmrok. Słońce niemogące dłużej patrzeć na głupotę egzystencjalną większości Tokijskiego społeczeństwa, poszło się jebać z innymi Ciałami Niebieskimi zamieszkującymi wszechświat, a na swoje miejsce wystawiło Pana Księżyca - zboczonego alfonsa który to wprost ubóstwiał podziwiać nocne baraszkowania ludzkiej rasy. Życie na ziemi natomiast przebiegało w najnormalniejszym porządku. Co poniektórzy zmęczeni wracali do swoich czterech ścian po ciężkim dniu pracy, inni tj. uliczne kurewki dopiero się do niej szykowały, a trójka nieźle kopniętych umysłowo dwudziestolatków beztrosko opierdalała się w restauracji ze śmieciowym żarciem, zwanej potocznie Maji Burgerem. W skład tejże szalonej bandy pozytywnie jebniętych kretynów wchodził ciotowaty Blondyn Kise, pracujący jako modelka dla dziecięcych czasopism, Granatowowłosy maczo Aomine, spełniający się zawodowo jako profesjonalny macacz kobiecych piersi, a na czele owej szajki stała Pani Sayuri - agresywna testerka wyrobów alkoholowych, której to przez codzienne pożeranie 55 kilogramów marchewki od życia płodowego, włosy zabarwiły się na czysto pomarańczową barwę. To tyle słowem przedstawienia głównych bohaterów tego komedio-dramata, jaki niebawem się rozstrzygnie.
Od niedawna, wyżej wymieniona święta trójca podczas wolnego czasu od ich jakże stresujących prac, bawiła się w ściśle tajnych szpiego-detektywów. Obiektem na celowniku stali się nijacy Tetsuya K. wraz z Taigą. K, a mówiąc dosadnie, poziom wzajemnych relacji owych osobistości. Zaintrygowani faktem, iż ta dwójka coraz to częściej zaczyna blisko ze sobą przebywać, postanowili osobiście rozwikłać wątpliwość, czy łączy ich tylko niewinna przyjaźń, czy może coś więcej.
***
-Ał!!! -Pisnęła jedna z pracownic firmy M burger, w chwili kiedy wracając do stolika z odebranym zamówieniem, ten bezczelny, chodzący testosteron Daiki złapał ją za cycka. O ile ten czyn nie przeszkadzał owej piersiatej panience, a wręcz spodobał jej się , co można było wywnioskować z lubieżnego uśmieszka na jej gębie, o tyle rozwścieczyło to Panią Sayuri, której furię w tamtym momencie wyczuli by nawet Marsjanie.
-CZYŻBYŚ ZAPOMNIAŁ, DO CZYICH CYCKÓW CIĘ ZATRUDNIŁAM?!!! -Zapytała z oburzeniem, na co przerażony Aomine tylko pokręcił przecząco łepetyną. -NIE?! W takim razie uważaj, bo obetnę ci "wynagrodzenie"!
-A-ale tak dosłownie mi obetniesz...?
-Tak, a potem oddam na cele charytatywne, kurwa! -Wrzasnęła kpiąco Marchewka, upijając łyk swojego zamówienia, którym była jedynie woda mineralna.
-Sayuricchi!!! Aominecchi!!! Uspokójcie się!!! -W końcu sprzeczkę przerwał Ryouta. -Dochodzi 18 i 555 sekund, a o tej godzinie według moich obliczeń, Kagamicchi i Kurokocchi codziennie przychodzą tutaj na kolację! Bądźcie czujni! -I faktycznie, nim wszyscy zdążyli się obejrzeć, wspomniana para jak gdyby nigdy nic zawitała przed szybami budynku.
-Ty patrz, są! -Oznajmił entuzjastycznie Granatowowłosy. -Sayu, chowaj ten oczojebny łeb bo nas zauważą i cały plan pójdzie do ciemnej dupy! -Dziewczyna posłusznie wykonała polecenie, krzepko wślizgując się pod stół, lecz oczywiście nie była by sobą bez swojego chamskiego mamrotania pod nosem.
-A nie mówiłem? -Rzekła Blond-ciota przepełniona dumą. -Obserwujmy ich dokładnie.
-No niby idą blisko siebie ale to jeszcze nic nie znaczy... -Referował Daiki.
-Moim zdaniem idą za blisko, jak na przyjaciół. -Dodał Kise.
Przechodząc do wydarzeń na zewnątrz, w pewnej chwili Kuroko doszczętnie pochłonięty konwersacją ze swoim towarzyszem, potknął się, zupełnie tracąc poczucie grawitacji. Aczkolwiek na całe szczęście, w samą porę przed upadkiem obronił go Taiga i zamiast spotkania twarzą w twarz z betonową posadzką, Tetsuś wylądował w jego silnych ramionach. Zaiste w trymiga wywołało to arcywielką sensację u śledzących ich trójki, którą to ukazali przez potężny okrzyk wyrażający nie małą podnietę.
-KISE SZYBKO, RÓB ZDJĘCIE!!! -Rozkazała Pomarańczowowłosa, a ten automatycznie wyjął aparat po czym skierował obiektyw na... siebie. Reakcją jej oraz Aomine było nic innego jak tylko tzw. "facepalm".
-BOŻE ŚWIĘTY, IM, NIE SOBIE IDIOTO!!! -Jednak niestety było już za późno.
-Eeetooo... nie wściekajcie się, ja tylko chciałem mieć selfie z nimi w tle...
-I widzisz co do cholery narobiłeś?! Straciliśmy taki dowód! -Wykrzyknął poirytowany Ciemnoskóry.
-Dobra, nie ważne. To i tak za mało by stwierdzić że są razem. -Sapnęła Sayuri, po cichutku zrywając boki z komizmu sytuacji. -Słuchajcie chłopaki, mam plana... Jutro jest piątek, a zauważyłam że w piątki po pracy, często chodzą na wynajętą sale gimnastyczną, co by pograć razem w kosza. Pójdziemy tam i podpatrzymy jak się zachowują. Ale uwaga - nie możemy rzucać się w oczy, więc ubierzcie się tak, ażeby nie przyciągać zbytniej uwagi. Zrozumiano? -Ci tylko pokiwali przytakująco głowami. -No to jesteśmy umówieni, nara! -Odrzekła Marchewka, wstała i opuściła lokal.
***
Pierwszy dzień śledztwa.
-Aghh, gdzie jest ten zasrany granatowy debil?!!! -Absolutnie żadną nowością nie było to, iż jaśnie pan Aomine nie wstawił się o umówionej porze na miejscu spotkania, co w konsekwencji spowodowało ekstremalny wzrost ciśnienia u czekających na niego kompanów.
-Jeszcze minuta, a przyrzekam że zrobię z jego kutasa worek na śmieci!!! -Emocjonowała się rozzłoszczona do granic możliwości Pomarańczka.
-Sayuuucchiii, też jestem wkurzony, ale spokojnie, na pewno zaraz przyjdzie... -Kise starał się załagodzić sytuacje.
-Jak mam być spokojna, gdy Kuroko i Kagami już są na sali i być może że właśnie przegapiamy jakąś ciekawą akcję!
-Hmmm, spójrz, chyba idzie... -Oznajmił Blond-model po czym obydwoje skierowali wzrok na wyłaniającą się z oddali postać. Na widok pana spóźnialskiego, na ich twarzach pojawił się wyraz arcyogromnego zaskoczenia, co najmniej jak gdyby ujrzeli zmodyfikowane genetycznie latające nożyczki.
-JA PIERDOLE DAIKI, CZEMU DO CHOLERY JASNEJ PRZEBRAŁEŚ SIĘ ZA KECZUP?!?!?!?!?!??!
-Co ci się nie podoba...? Pomyślałem że taki dwumetrowy keczup będzie zajebistym kamuflażem dzięki któremu na pewno nas nie rozpoznają... -Mruknął z pokorą zmieszany Granatowowłosy.
-POMYŚLAŁEŚ?!?!?! To pomyślałbyś czasem tym mózgiem na górze, a nie tylko tym który masz między nogami!!! Tfu!!! Przecież Ty innego nie masz! -Pyskowała już całkowicie wkurwiona dziewczyna.
-Aominecchi ale z ciebie idiota... Miałeś się tak ubrać żeby nie wzbudzać zainteresowania, a tymczasem wszyscy się na nas gapią!!!
-Dlatego się tak przebrałem bo eee... miałem to w planie którego jeszcze nie znacie... -Ciemnoskóry keczup próbował wybrnąć z opresji.
-No dawaj, słuchamy...
-To ja wejdę na drzewo które jest na przeciwko okien i ściągnę ich uwagę na siebie, a wy w międzyczasie zakradniecie się do sali i schowacie gdzieś za drzwiami. Będziecie mieć zajebiste miejsce do obserwacji, a do tego nikt was nie zauważy...
-O, w sumie dobry pomysł Daikicchi! -Przyznał Ryouta, wydający się popierać tą jakże świetną ideę.
-Nie ma mowy, ja w to nie wchodzę. To już jakieś totalne psycholstwo jest! -Wszystkiemu zaprzeczyła Sayuri. -Czy ty siebie słyszysz kretynie? Wielki keczup wspinający się na drzewo? A z resztą... róbcie se co chcecie, z chęcią się z was ponabijam! -Rzekła odchodząc na bok, a oni bez słowa przystąpili do działania.
***
Oczywistym wręcz było, iż całą tę akcję chuj zastrzelił. Wspaniały keczupowy pomysłodawca, jak szybko na owe drzewo wlazł, jeszcze szybciej z niego spadł, co w konkluzji przyczyniło się do tego że dwójka trenująca na sali słysząc huki i trzaski dobiegające z zewnątrz, zainteresowana poszła sprawdzić co stoi za tym zamieszaniem. Wówczas nasi agenci specjalni, mimo przeszywającego bólu tyłka oraz innych części ciała Aomine, byli zmuszeni z szybkością błyskawicy opuścić miejsce zdarzenia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuroko no basket. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuroko no basket. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 28 lutego 2016
❃ Detektywistyczny budyń waniliowy cz. numero 1 :D ❃
Etykiety:
Co tu się dzieje,
KagaKuro,
Keczuk,
Kuroko no basket,
Nieokiełznana wena :D,
pała,
W krzywym zwierciadle :D,
Wariaty
Lokalizacja:
Kambodża
niedziela, 21 lutego 2016
Jestem Akashi Seijuro.
Czyli innymi słowy, one-shot dotyczący osobistości powyżej wymienionej z arcyśladowymi ilościami AkaMido.
Jak zawsze, uroczyście i wzniośle witam wszystkich szanownych użytkowników blogosfery w to nieco deszczowe (przynajmniej u mnie) niedzielne popołudnie!!!!!!!!!!!!!! :D Podróżując sobie przedwczoraj środkiem transporta regionalnego, nagle i niespodziewanie na moją cenniutką mózgowniczkę napadł zorganizowany przestępca który to okazał być się szalonym pomysłem na napisanie wytworka, umiejscowionego poniżej :D Byłam tak zajęta i pochłonięta realizowaniem tejże koncepcji, iż przeoczyłam stację na której to miałam wysiąść i w rezultacie gdy oderwałam me szanowne paczadła oczne od ekrana maszyny telefonicznej, zorientowałam się że jestem dobre piętnaście kilometrów od mojego miasta :D Zwykle takowe incydenty mi się nie zdarzają, tak samo jak nie zdarza mi się to, iż w mym opowiadaniu odnoszącym się do czcigodnego KnB, w ogóle NIE POJAWIA SIĘ NAJDROŻSZY AOMINE :D Mogę więc poniekąd uznać to wydarzenie za cud większy niż sama wielebna Generacja Cudów, a drogich Państwa serdecznie zapraszam do czytania :D (>‿◠)✌
*******************************************************************
Teiko. Kolejny standardowy dzień zajęć dydaktycznych poszedł w zapomnienie, a cała fala rozkapryszonych gimnazjalistów dawno powróciła do swych zaciszy domowych. Na zewnątrz, krystaliczny błękit nieba przesłoniła gęsta kurtyna ciemnych obłoków, które arbitralnie zwiastowały iż niebawem świat pogrąży się w strugach zimnego deszczu. Na szkolnych korytarzach panowała nieprzenikniona ciemność, a jedynym co świeciło oślepiająco jasnym blaskiem, była pustka. Jednakże niekiedy po wyludnionych drogach gmachu szkolnego przechadzały się ciche oddechy oraz kumulacja zawiłych myśli i rozważań, jakie to bezwzględnie prowadziły do pokoju klubowego męskiej drużyny koszykówki. Akashi Seijuro siedział pogrążony w swym wielkim absolutnym świecie, uporczywie kalkulując nad kolejnym a zarazem ostatecznym posunięciem zakańczającym jego samotną partię shōgi.
-"Znaj swoje miejsce." -Po chwili głębszego zastanowienia szepnął Czerwonowłosy, zbijając króla swego "przeciwnika". A był on bowiem idealnym oponentem dla samego siebie. Grywał w samotności, uznając swoją osobę za jedyne indywiduum, z którym może godnie stoczyć pojedynek na odpowiednio wysokim poziomie. Szczęście dawała mu wyłącznie wygrana, a siły do życiowej wędrówki usłanej doskonałością, fakt, iż w każdej dziedzinie, góruje nad innymi. Lecz, czym też było dla niego szczęście? Skoro zwycięstwo to stale towarzyszące przyzwyczajenie oraz chleb powszedni Seijuro? Ten nawyk sprawił iż owa wartość spadła do konwencjonalnej rangi, a sam Akashi zapomniał czym jest prawdziwe uczucie satysfakcji. Ale czy samodzielne postawienie siebie na polu przeciwnika, nie było przypadkiem jak przegrana?
"Nikomu, kto mi się sprzeciwia, nie wolno patrzeć na mnie z góry."
By w pewnym stopniu przybliżyć sobie odczucie człowieczego spełnienia, Akashi żyjący na co dzień na wyimaginowanym przez siebie stanowisku boga, wypełniał swoją władczą wolę, cynicznie terroryzując "swoich podwładnych." Jego płuca w całości były nafaszerowane zanieczyszczonym tlenem, który pozyskiwał z nieustannego wdychania sukcesów i możliwości ustawiania ludzi jak zwykłych pionków na planszy do umiłowanego shōgi. Aczkolwiek z czasem, zaczynało brakować mu powietrza.
***
Oprócz niego w budynku obecna była jeszcze jedna osoba, na co wskazywały odgłosy piłki odbijającej się od podłoża. Ową obecność momentalnie wyczuł Czerwonowłosy zajmujący się wówczas poszukiwaniem kolejnego delikwenta, na którym to mógł znów uskutecznić swoje despotyczne praktyki. Koniec końców, idąc tropem znajomego dla jego uszu dźwięku, dotarł na salę gimnastyczną i spotkał tam kompana z drużyny, całkowicie pochłoniętego gorliwym treningiem.
-Upadnij na kolana przed swoim panem. -Wystarczyło tylko jedno spojrzenie Akashiego, by Zielonowłosy posłusznie wykonał nakazaną mu czynność.
-A teraz odpowiedz mi na pytanie, po co trenujesz, Shintaro?
-Żeby być jak najlepszym... -Syknął z przestrachem.
-Źle. W takim razie wytłumacz mi, co to znaczy być najlepszym?
-Ź-źle...? -Mruknął Midorima, po czym zamilczał na krótką chwile, wpatrując się na stojącą przed nim definicję doskonałości. -T-to znaczy być tobą?
-Tym razem ci podaruję, lecz zapamiętaj, to ja tu jestem od zadawania pytań, Shintaro. -Kapitan Cudownej Generacji, zniżył się na wysokość jego twarzy a następnie spojrzał mu prosto w oczy. -Tak, teraz odpowiedziałeś prawidłowo. I jakie wnioski z tego wyciągnąłeś, hmm? Czy to nie oczywiste, że nigdy nie będziesz mną?
-Mylisz się, Akashi. Trenuję ponieważ chcę się rozwijać, trenuję by wspierać naszą drużynę i przyczyniać się do jej zwycięstw... -Oświadczył nerwowo Shintaro, na co Czerwonowłosy wzdrygnął się lekko, po czym podszedł go od tyłu i przykucnął.
-Mylę się? -Spytał ze stoickim spokojem, kładąc dłonie na policzkach Midorimy. -Ja zawsze mam absolutną rację. -Rzekł perfidnie Akashi, wbił paznokcie w skórę "swej ofiary" i począł bez skrupulatnie mu ją zdrapywać, pozostawiając za sobą ślad w postaci krwawych lini. -A-akashi...?!- Pisnął oniemiale Zielonowłosy, będąc zaskoczony i jednocześnie przerażony jego nagłym zachowaniem.
-Trenujesz dla drużyny? To tylko dzięki mnie wygrywacie. Beze mnie jesteście bezużyteczni. -Kontynuował imperator, obłudnie szepcząc Shintaro do ucha. -To ja wśród tandety waszych słabości, lśnię jak diament.
-Co ty do cholery pieprzysz Akashi...? -Odezwał się z oburzeniem Midorima. -Co ty pierdolisz?! -Wstał, a następnie bez najmniejszego oporu skierował pięść na swojego oprawce i zadał mu porządny cios, w wyniku którego ten z impetem wylądował na podłodze. -Jak śmiesz nazywać siebie kapitanem?!!! Czy jakikolwiek kapitan, w ten sposób traktuje swoich podwładnych?!!!- Zapytał Zielonowłosy podchodząc do chłopaka i siadając na nim okrakiem. -Dla mnie jesteś zwykłym śmieciem, któremu w dupie się poprzewracało od nadmiaru rzekomej władzy! -Wykrzyknął, po czym solidnie go spoliczkował. Seijuro najpierw lękliwie spojrzał na Midorime, a potem skierował wzrok na swoje odbicie w jego oczach, przepełnionych zawiścią oraz przeszywającym gniewem.
-Wygrana, to sukces który osiągamy przez współpracę całej naszej drużyny... Zastanów się... czy bez podań Kuroko, szybkości Aomine, bloków Murasakibary, niezwykłej umiejętności Kise i moich rzutów, sam zaszedłbyś tak daleko?! Akashi, przejrzyj w końcu na oczy! Ta twoja cała "władza" cię przerosła... Zrozum że jesteś taki, jak każdy z nas... jesteś częścią Pokolenia Cudów... - Słowa te sprawiły że Czerwonowłosy ucichł i nieco spokorniał, lecz po momencie głębokiej zadumy podniósł się i spanikowany wybiegł na zewnątrz. Upadł na kolana, a głowę zwrócił ku niebu. Oziębione krople deszczu scaliły się z szczerymi łzami spływającymi po policzkach Seijuro, a jego wnętrze zalała nawałnica wspomnień. ~Kim ja jestem? Co robiłem przez całe życie...?~ Zapytał w myślach samego siebie, a twarz schował w dłoniach. ~Mam tego dość! Ja nie chcę tak dłużej...!~ Desperacko uderzył pięścią w ziemie. ~Ja chcę być tylko Seijuro... zwykłym, niczym nie wyróżniającym się Seijuro...~ Wtem potężna ulewa ustała, a słońce poczęło toczyć boje z tłokiem szarych, burzowych chmur. ~Nie jestem bogiem ani imperatorem, jestem tylko człowiekiem! Jestem... Akashi Seijuro!~ Finalnie na niebie znów zagościła przejrzysta jasność, a pojedynczy płomyk gwiazdy oświetlającej świat, pokrył swym światłem uśmiechające się oblicze Seijuro. I znów zwyciężył. Jednak tym razem, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, triumfował z radością w sercu.
"Zwycięstwo jest wszystkim. Zwycięscy piszą historię. Przegrani są z niej wymazywani."
Jak zawsze, uroczyście i wzniośle witam wszystkich szanownych użytkowników blogosfery w to nieco deszczowe (przynajmniej u mnie) niedzielne popołudnie!!!!!!!!!!!!!! :D Podróżując sobie przedwczoraj środkiem transporta regionalnego, nagle i niespodziewanie na moją cenniutką mózgowniczkę napadł zorganizowany przestępca który to okazał być się szalonym pomysłem na napisanie wytworka, umiejscowionego poniżej :D Byłam tak zajęta i pochłonięta realizowaniem tejże koncepcji, iż przeoczyłam stację na której to miałam wysiąść i w rezultacie gdy oderwałam me szanowne paczadła oczne od ekrana maszyny telefonicznej, zorientowałam się że jestem dobre piętnaście kilometrów od mojego miasta :D Zwykle takowe incydenty mi się nie zdarzają, tak samo jak nie zdarza mi się to, iż w mym opowiadaniu odnoszącym się do czcigodnego KnB, w ogóle NIE POJAWIA SIĘ NAJDROŻSZY AOMINE :D Mogę więc poniekąd uznać to wydarzenie za cud większy niż sama wielebna Generacja Cudów, a drogich Państwa serdecznie zapraszam do czytania :D (>‿◠)✌
*******************************************************************
-"Znaj swoje miejsce." -Po chwili głębszego zastanowienia szepnął Czerwonowłosy, zbijając króla swego "przeciwnika". A był on bowiem idealnym oponentem dla samego siebie. Grywał w samotności, uznając swoją osobę za jedyne indywiduum, z którym może godnie stoczyć pojedynek na odpowiednio wysokim poziomie. Szczęście dawała mu wyłącznie wygrana, a siły do życiowej wędrówki usłanej doskonałością, fakt, iż w każdej dziedzinie, góruje nad innymi. Lecz, czym też było dla niego szczęście? Skoro zwycięstwo to stale towarzyszące przyzwyczajenie oraz chleb powszedni Seijuro? Ten nawyk sprawił iż owa wartość spadła do konwencjonalnej rangi, a sam Akashi zapomniał czym jest prawdziwe uczucie satysfakcji. Ale czy samodzielne postawienie siebie na polu przeciwnika, nie było przypadkiem jak przegrana?
"Nikomu, kto mi się sprzeciwia, nie wolno patrzeć na mnie z góry."
By w pewnym stopniu przybliżyć sobie odczucie człowieczego spełnienia, Akashi żyjący na co dzień na wyimaginowanym przez siebie stanowisku boga, wypełniał swoją władczą wolę, cynicznie terroryzując "swoich podwładnych." Jego płuca w całości były nafaszerowane zanieczyszczonym tlenem, który pozyskiwał z nieustannego wdychania sukcesów i możliwości ustawiania ludzi jak zwykłych pionków na planszy do umiłowanego shōgi. Aczkolwiek z czasem, zaczynało brakować mu powietrza.
***
Oprócz niego w budynku obecna była jeszcze jedna osoba, na co wskazywały odgłosy piłki odbijającej się od podłoża. Ową obecność momentalnie wyczuł Czerwonowłosy zajmujący się wówczas poszukiwaniem kolejnego delikwenta, na którym to mógł znów uskutecznić swoje despotyczne praktyki. Koniec końców, idąc tropem znajomego dla jego uszu dźwięku, dotarł na salę gimnastyczną i spotkał tam kompana z drużyny, całkowicie pochłoniętego gorliwym treningiem.
-Upadnij na kolana przed swoim panem. -Wystarczyło tylko jedno spojrzenie Akashiego, by Zielonowłosy posłusznie wykonał nakazaną mu czynność.
-A teraz odpowiedz mi na pytanie, po co trenujesz, Shintaro?
-Żeby być jak najlepszym... -Syknął z przestrachem.
-Źle. W takim razie wytłumacz mi, co to znaczy być najlepszym?
-Ź-źle...? -Mruknął Midorima, po czym zamilczał na krótką chwile, wpatrując się na stojącą przed nim definicję doskonałości. -T-to znaczy być tobą?
-Tym razem ci podaruję, lecz zapamiętaj, to ja tu jestem od zadawania pytań, Shintaro. -Kapitan Cudownej Generacji, zniżył się na wysokość jego twarzy a następnie spojrzał mu prosto w oczy. -Tak, teraz odpowiedziałeś prawidłowo. I jakie wnioski z tego wyciągnąłeś, hmm? Czy to nie oczywiste, że nigdy nie będziesz mną?
-Mylisz się, Akashi. Trenuję ponieważ chcę się rozwijać, trenuję by wspierać naszą drużynę i przyczyniać się do jej zwycięstw... -Oświadczył nerwowo Shintaro, na co Czerwonowłosy wzdrygnął się lekko, po czym podszedł go od tyłu i przykucnął.
-Mylę się? -Spytał ze stoickim spokojem, kładąc dłonie na policzkach Midorimy. -Ja zawsze mam absolutną rację. -Rzekł perfidnie Akashi, wbił paznokcie w skórę "swej ofiary" i począł bez skrupulatnie mu ją zdrapywać, pozostawiając za sobą ślad w postaci krwawych lini. -A-akashi...?!- Pisnął oniemiale Zielonowłosy, będąc zaskoczony i jednocześnie przerażony jego nagłym zachowaniem.
-Trenujesz dla drużyny? To tylko dzięki mnie wygrywacie. Beze mnie jesteście bezużyteczni. -Kontynuował imperator, obłudnie szepcząc Shintaro do ucha. -To ja wśród tandety waszych słabości, lśnię jak diament.
-Co ty do cholery pieprzysz Akashi...? -Odezwał się z oburzeniem Midorima. -Co ty pierdolisz?! -Wstał, a następnie bez najmniejszego oporu skierował pięść na swojego oprawce i zadał mu porządny cios, w wyniku którego ten z impetem wylądował na podłodze. -Jak śmiesz nazywać siebie kapitanem?!!! Czy jakikolwiek kapitan, w ten sposób traktuje swoich podwładnych?!!!- Zapytał Zielonowłosy podchodząc do chłopaka i siadając na nim okrakiem. -Dla mnie jesteś zwykłym śmieciem, któremu w dupie się poprzewracało od nadmiaru rzekomej władzy! -Wykrzyknął, po czym solidnie go spoliczkował. Seijuro najpierw lękliwie spojrzał na Midorime, a potem skierował wzrok na swoje odbicie w jego oczach, przepełnionych zawiścią oraz przeszywającym gniewem.
-Wygrana, to sukces który osiągamy przez współpracę całej naszej drużyny... Zastanów się... czy bez podań Kuroko, szybkości Aomine, bloków Murasakibary, niezwykłej umiejętności Kise i moich rzutów, sam zaszedłbyś tak daleko?! Akashi, przejrzyj w końcu na oczy! Ta twoja cała "władza" cię przerosła... Zrozum że jesteś taki, jak każdy z nas... jesteś częścią Pokolenia Cudów... - Słowa te sprawiły że Czerwonowłosy ucichł i nieco spokorniał, lecz po momencie głębokiej zadumy podniósł się i spanikowany wybiegł na zewnątrz. Upadł na kolana, a głowę zwrócił ku niebu. Oziębione krople deszczu scaliły się z szczerymi łzami spływającymi po policzkach Seijuro, a jego wnętrze zalała nawałnica wspomnień. ~Kim ja jestem? Co robiłem przez całe życie...?~ Zapytał w myślach samego siebie, a twarz schował w dłoniach. ~Mam tego dość! Ja nie chcę tak dłużej...!~ Desperacko uderzył pięścią w ziemie. ~Ja chcę być tylko Seijuro... zwykłym, niczym nie wyróżniającym się Seijuro...~ Wtem potężna ulewa ustała, a słońce poczęło toczyć boje z tłokiem szarych, burzowych chmur. ~Nie jestem bogiem ani imperatorem, jestem tylko człowiekiem! Jestem... Akashi Seijuro!~ Finalnie na niebie znów zagościła przejrzysta jasność, a pojedynczy płomyk gwiazdy oświetlającej świat, pokrył swym światłem uśmiechające się oblicze Seijuro. I znów zwyciężył. Jednak tym razem, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, triumfował z radością w sercu.
"Zwycięstwo jest wszystkim. Zwycięscy piszą historię. Przegrani są z niej wymazywani."
Etykiety:
Akashi Seijuro,
Kuroko no basket,
Midorima Shintaro
Lokalizacja:
Kraków, Polska
wtorek, 5 stycznia 2016
❀ To jest proste jak pała na widelcu, bo dziś AoKisy stają na ślubnym kobiercu!!!!!!!! :D ❀
Uwaga: Poniżej umiejscowiony tekst może obrazić uczucia religijne niektórych osób :D
*****************************************************************
AKT SZÓSTY
Scena pierwsza
Mr. Aomine, Mr. Kise, Kapłan Shintaro, Gościnnie - Mr. Kagami drużba
Przy podniesieniu kurtyny, Mr. Kagami drużba stoi przy Mr. Kise trzymając go za suknie ślubną sięgającą mu do pały, na lewo Mr. Aomnie, Kapłan Shintaro uroczystość rozpoczyna.
Kapłan Shintaro
Patetycznie
Po to się tu dzisiaj zebraliśmy i żwawo przyszliśmy, ażeby połączyć dwójkę tych gejosów, co są uzależnieni od pornosów.
Mr. Aomine
Ja nie jestem uzależniony, spytaj o to mej przyszłej żony.
Mr. Kise
Aominecchi do diaska, już proboszcz Midorimacchi na ciebie klaska! Weźże się na ceremonii się skup, a nie jakieś cyrki tu rób!
Mr. Aomine
To ty się przymknij w oku mgnienia, bo zachowanie tego księżkulka cholernie mnie wpienia!
Kapłan Shintaro
Moi drodzy, proszę natychmiast zakończyć te sprzeczki i już stać jak potulne owieczki. Czas już do konkretów przejść i w przysięgę małżeńską wejść.
Po chwili milczenia
Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i chorobie, w dobrej i zlej doli, aż do momentu, kiedy wam się wszystko spierdoli?
Mr. Aomine i Mr. Kise
Chórem
Chcemy i tego pragniemy!
Kapłan Shintaro
Czy chcecie z miłością przyjąć i wychować dzieci, które kiedyś któryś z was swą pałą skleci?
Mr. Aomine i Mr. Kise
Chórem
Chcemy tego jak niczego innego, proboszczu Shintaro, nasz stary kolego!
Kapłan Shintaro
Czy chcecie dobrowolnie i bez przymusu żadnego wstąpić do pedalskiego związku tego?
Mr. Aomine i Mr. Kise
Chórem
Chcemy i do śmierci żyć tak będziemy!
Kapłan Shintaro
A więc Panie Aomine czy jest Pan gotów złożyć przysięgę małżeńską?
Mr. Aomine
Cierpiętniczo
Jestem, ale życie z nim będzie katorgą męczeńską.
Kapłan Shintaro
A czemuż to Pan ma takie zdanie? Czy ma Pan jakieś wytłumaczenie na nie?
Mr. Aomine
Otóż na tym polega problem cały że Kise ma kompleks nie stojącej pały.
Kapłan Shintaro
A to faktycznie problem nie mały.
Mr. Kise
Z irytacją
Aominecchi, a za to ty nie jesteś normalny i istnieje na to dowód namacalny!
Mr. Aomine
A ty jesteś kurewskim impotentem, bo masz coś z erekcji tempem!
Mr. Kise
Niepohamowanie wściekły
A ty chyba jesteś eunuchem, bo jak mnie ruchasz, to ruchasz brzuchem!
Mr. Aomine
Kise kwiatuszku, poczekaj tylko, jak wylądujemy razem w łóżku! Będzie boleć cię dupa twoja, jak w nią wejdzie pała moja!
Mr. Kagami drużba
Shintaro kapłanie, niechże ksiądz okiełzna to spotkanie!
Kapłan Shintaro
Konsekwentnie
Nie czas tu na takie spory, bo pociągnę was za wory, wtedy uspokoicie się natychmiastowo i już nie będzie tak kolorowo!
Mr. Aomine i Mr. Kise
Chórem
Dobrze, już się ujarzmiamy i na dalszą część czekamy.
Kapłan Shintaro
Dochodzę do wniosku iż żadne przysięgi wam nie potrzebne, bo od słuchania was, to ja tutaj blednę! Zakładajcie obrączki na te swoje smukłe rączki, i idźcież już z tego kościoła, bo mnie Siostra Takao na zakrystie woła!
Mr. Aomine
To świetnie kapłanie, i tak się też stanie! A ty Kise, chodź na ruchanie!
Mr. Aomine wraz z Mr. Kise opuszczają kaplice
Koniec aktu szóstego.
*****************************************************************
AKT SZÓSTY
Scena pierwsza
Mr. Aomine, Mr. Kise, Kapłan Shintaro, Gościnnie - Mr. Kagami drużba
Przy podniesieniu kurtyny, Mr. Kagami drużba stoi przy Mr. Kise trzymając go za suknie ślubną sięgającą mu do pały, na lewo Mr. Aomnie, Kapłan Shintaro uroczystość rozpoczyna.
Kapłan Shintaro
Patetycznie
Po to się tu dzisiaj zebraliśmy i żwawo przyszliśmy, ażeby połączyć dwójkę tych gejosów, co są uzależnieni od pornosów.
Mr. Aomine
Ja nie jestem uzależniony, spytaj o to mej przyszłej żony.
Mr. Kise
Aominecchi do diaska, już proboszcz Midorimacchi na ciebie klaska! Weźże się na ceremonii się skup, a nie jakieś cyrki tu rób!
Mr. Aomine
To ty się przymknij w oku mgnienia, bo zachowanie tego księżkulka cholernie mnie wpienia!
Kapłan Shintaro
Moi drodzy, proszę natychmiast zakończyć te sprzeczki i już stać jak potulne owieczki. Czas już do konkretów przejść i w przysięgę małżeńską wejść.
Po chwili milczenia
Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i chorobie, w dobrej i zlej doli, aż do momentu, kiedy wam się wszystko spierdoli?
Mr. Aomine i Mr. Kise
Chórem
Chcemy i tego pragniemy!
Kapłan Shintaro
Czy chcecie z miłością przyjąć i wychować dzieci, które kiedyś któryś z was swą pałą skleci?
Mr. Aomine i Mr. Kise
Chórem
Chcemy tego jak niczego innego, proboszczu Shintaro, nasz stary kolego!
Kapłan Shintaro
Czy chcecie dobrowolnie i bez przymusu żadnego wstąpić do pedalskiego związku tego?
Mr. Aomine i Mr. Kise
Chórem
Chcemy i do śmierci żyć tak będziemy!
Kapłan Shintaro
A więc Panie Aomine czy jest Pan gotów złożyć przysięgę małżeńską?
Mr. Aomine
Cierpiętniczo
Jestem, ale życie z nim będzie katorgą męczeńską.
Kapłan Shintaro
A czemuż to Pan ma takie zdanie? Czy ma Pan jakieś wytłumaczenie na nie?
Mr. Aomine
Otóż na tym polega problem cały że Kise ma kompleks nie stojącej pały.
Kapłan Shintaro
A to faktycznie problem nie mały.
Mr. Kise
Z irytacją
Aominecchi, a za to ty nie jesteś normalny i istnieje na to dowód namacalny!
Mr. Aomine
A ty jesteś kurewskim impotentem, bo masz coś z erekcji tempem!
Mr. Kise
Niepohamowanie wściekły
A ty chyba jesteś eunuchem, bo jak mnie ruchasz, to ruchasz brzuchem!
Mr. Aomine
Kise kwiatuszku, poczekaj tylko, jak wylądujemy razem w łóżku! Będzie boleć cię dupa twoja, jak w nią wejdzie pała moja!
Mr. Kagami drużba
Shintaro kapłanie, niechże ksiądz okiełzna to spotkanie!
Kapłan Shintaro
Konsekwentnie
Nie czas tu na takie spory, bo pociągnę was za wory, wtedy uspokoicie się natychmiastowo i już nie będzie tak kolorowo!
Mr. Aomine i Mr. Kise
Chórem
Dobrze, już się ujarzmiamy i na dalszą część czekamy.
Kapłan Shintaro
Dochodzę do wniosku iż żadne przysięgi wam nie potrzebne, bo od słuchania was, to ja tutaj blednę! Zakładajcie obrączki na te swoje smukłe rączki, i idźcież już z tego kościoła, bo mnie Siostra Takao na zakrystie woła!
Mr. Aomine
To świetnie kapłanie, i tak się też stanie! A ty Kise, chodź na ruchanie!
Mr. Aomine wraz z Mr. Kise opuszczają kaplice
Koniec aktu szóstego.
środa, 30 grudnia 2015
✩ Sobą bym nie była, jak bym się z Wami życzeniami na nowego roka nie podzieliła!!! ✩ :D
Idzie sobie nowy roczek, mocno trzyma się za kroczek,
życzeń niesie cały worek i rozpięty ma rozporek
Wyjął fujarę, trzyma ją w górę
i o północy z niej strzela w niebo petardowe kule
A wraz z petardami które szaleją nad nami,
życzenia wzwyż też wysyła i drze się donośnie:
Aby każda osoba szczęśliwa była,
żeby w dobrostanie sobie żyła,
miała wszystko co chciała
i by pała zawsze wysoko stała!!!!!!! :D
I ażeby w tym roku nowym, być uśmiechniętym i zdrowym,
a noworoczne postanowienia były zrealizowane w oku mgnienia!!!!!
Lecz przypominam i w pasa się zginam,
że jeśli masz jakieś marzenie lub cel życiowy,
to dąż do nich zawsze, a nie tylko w roczek nowy!
I zaufaj mi, realizuj je 365 w roku dni!
Nagle petardy z nieba zniknęły i w około zapadł mrok,
jeszcze raz Wam życzę wszystkiego przearcynajlepszego na ten nowy rok!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D
wtorek, 29 grudnia 2015
A na dzisiaj wierszyk króciutki, o przenajdroższym Aominecchim calutki!!!!!!!!!!! :D
Stoi na stacji Daiki Aomine, ogląda se pałę i ma błogą minę. Długa, ogromna i sperma z niej spływa, z plemnikami oliwa. Stoi i sapie, dyszy i dmucha, nasienie z jego rozgrzanej pały wybucha.
Buch - jak gorąco!
Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!
Uff - jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo się trzyma, a Aomine ją dalej wygina. Ludzie się wokół niego zebrali, oglądali patrzyli, stali i stali. Na lewo lesby na prawo geje, ciekawe kogo jeszcze wiatr tu przywieje. Na ławce siedzą same golasy i podziwiają swoje kiełbasy. I kompleksów narzuciła im się cała masa, patrząc na idealnego Aosia kutasa. I choćby przyszło Cudów Pokolenie, każdego zgorszyło by Aomine walenie. I każdy nie wiem jak by się wytężał to nie poskromią jego dzikiego węża.
Nagle - gwizd!
Nagle - świst!
Pała - buch!
Sperma - w ruch!
Najpierw - powoli jak żółw ociężale, ruszyło nasienie po jego fiucie ospale i wali się wali, podniecenie wnętrzności od środka pali, I ręka przyśpiesza i gna coraz prędzej i dudni i stuka łomoce i pędzi. A dokąd, a dokąd, a dokąd na wprost! Po pale, po ludziach po chodniku na most! I śpieszy się śpieszy, a Aoś się cieszy że tak ciągle lubieżnie sobie grzeszy. Gładko tak, lekko tak w dal się toczy, tryska po stacji i tryska w oczy. I morze wytrysku w około powstało, czyli jak na naszą bestię Aomine przystało. A morał z tej historii jest oczywisty i pełen gracji, na tym polega sztuka onanizacji! :D
Buch - jak gorąco!
Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!
Uff - jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo się trzyma, a Aomine ją dalej wygina. Ludzie się wokół niego zebrali, oglądali patrzyli, stali i stali. Na lewo lesby na prawo geje, ciekawe kogo jeszcze wiatr tu przywieje. Na ławce siedzą same golasy i podziwiają swoje kiełbasy. I kompleksów narzuciła im się cała masa, patrząc na idealnego Aosia kutasa. I choćby przyszło Cudów Pokolenie, każdego zgorszyło by Aomine walenie. I każdy nie wiem jak by się wytężał to nie poskromią jego dzikiego węża.
Nagle - gwizd!
Nagle - świst!
Pała - buch!
Sperma - w ruch!
Najpierw - powoli jak żółw ociężale, ruszyło nasienie po jego fiucie ospale i wali się wali, podniecenie wnętrzności od środka pali, I ręka przyśpiesza i gna coraz prędzej i dudni i stuka łomoce i pędzi. A dokąd, a dokąd, a dokąd na wprost! Po pale, po ludziach po chodniku na most! I śpieszy się śpieszy, a Aoś się cieszy że tak ciągle lubieżnie sobie grzeszy. Gładko tak, lekko tak w dal się toczy, tryska po stacji i tryska w oczy. I morze wytrysku w około powstało, czyli jak na naszą bestię Aomine przystało. A morał z tej historii jest oczywisty i pełen gracji, na tym polega sztuka onanizacji! :D
środa, 23 grudnia 2015
❆ Wstawiam wpis w oku mgnienia, gdyż wytworzyłam dla Was świąteczne życzenia ❆ ;)
Dziś na podwórku sobie stałam,
w gwiazdy patrzyłam, i tak myślałam:
"W około pięknie ubrane choinki,
kolędy śpiewają chłopcy i dziewczynki,
innymi słowy - o jak ładnie!
Ciekawe kiedy pierwsza gwiazdka spadnie!"
I ile jest gwiazd tylu ludzi na naszej planecie,
którzy teraz świętują na świecie
Życzą sobie: Niechaj Tobie będzie zdrowie,
Tobie pieniędzy, w życiu powodzenia,
rutynowa coroczna regułka no i do widzenia
Lecz niekiedy to puste słowa,
nigdy nie wiemy co dana osoba
pod świąteczną maską chowa
Czasem szczerych gestów brakuje
i cała magia świąt się rujnuje
Świąteczna gorączka, zakupy, bieganina,
w Bożonarodzeniowy szał popada cała rodzina
I co z tego że nasi krewni są blisko,
przecież nie na tym polega to wszystko...
Więc Sayuri z szczerego serducha
życzy Wam uśmiechu od ucha do ucha,
i nawet jak śnieg na zewnątrz prószy i fika,
to niech wam on z twarzy nigdy nie znika
Przeciwnością losu się nie dajcie,
wszystkich swą radością w około zarażajcie
Pokonujcie wszelkie niedogodności,
a w sercu miejcie dużo miłości
Wiem że czasem trudno bywa,
więc wytrwałości - z nią się wygrywa
Może i nie typowe są moje życzenia
lecz życzę wartości które nie każdy docenia
I jeszcze jedno - marzeń spełnienia,
jasnego celu i do niego dążenia,
a po drodze żadnych smutków,
tylko wiara w siebie prowadzi do pozytywnych skutków
Czego chcecie - sami wiecie,
więc tego Wam też życzę,
Najweselszych świąt!!! - teraz do Was krzyczę! ;)
środa, 16 grudnia 2015
✄ Aomine ma dużą pałe, a Akashi małe jajka, takim oto sposobem powstała dzika bajka ✄ :D
Witam zaszczytnie przed wieczorem w środę, niech wam będzie tak wesoło żebyście padali na podłogę!!!!!!!!! :D Mimo iż od czasu płodu, z nieznanej przyczyny Sayuri-chan nienawidzi wszelakich bajek, baśni itp. to do mego cenniutkiego łebka przyszedł dziś niepowściągliwy pomysł ażeby wytworzyć tekst właśnie o tymże gatunku literackim :D Więc jeśli tylko drodzy Państwo mają chęć, to zostawiam poniższego twora do Państwa osobistych przemyśleń. :D A na końcówkę mego szanownego monologa , aby wprowadzić nieco świątecznego nastroja, pozwolę podzielić się z Wami fotografiami nieposkromionych bombeczek choinkowych made in Sayuri, wykonanych techniką "cipkowanie lakierami do paznokci po płótnie" :D :P Dziękuje za uwagę i kłaniam się nisko :D
Za górami za lasami mieszkał sobie Akashi z nożyczkami. Był to pan i władca srogi, każdy w mig mu schodził z drogi. Na zamku dużym miał swoich służących jednych - od sprzątania drugich- pały myjących. Każdego dopadał strach i draka jak mieli się zbliżyć do tego pędraka.
Czerwonowłosa była jego na górze pała, za to ta na dole przeraźliwe mała. Przez to że Akashi nie umiał poradzić sobie z kompleksem swym, był człowiekiem bardzo złym. Jego zamek miał ciemne lochy z których było słychać ciche szlochy. I więził tam niewinne istoty, ludzi, dzieci i małe koty. Miał też laboratorium i pełno związków chemicznych. Formaliny, kwasy, miliony substancji magicznych. Badania tam przeprowadzał ścisłe. Hodował skórę, pały które nie stały i były obwisłe. I choćby starał się nie wiem jak, jego eksperymenty zawsze trafiał nagły szlag. A wszystko sprowadza się do jednego, bo jego dzikim pragnieniem było się pozbyć kompleksu swego.
Parę temu lat, Aksasz ruszył w świat, jednego chłopca upolował i do klatki go wpakował. Delikwentem tym był chłopak o niebieskich włosach i błękitnych oczach, ale nikt nie znał zawartości jego krocza. Akashiego długie lata ciekawość zżerała jak wygląda Kuroka pała. A nawet jak by była mała, to ciekawość nie malała. Tetsuya próbował wyrwać się z niewoli lecz po tysięcznej próbie uznał że to wszystko pierdoli. Mijały lata, a Tetsu siedział zamknięty na tym szarym końcu świata. I nie było śmiałka takiego który poskromił by złego Akashiego. Wielu rycerzy już o niego walczyło, lecz żadnych rezultatów z tego nie było. Seijuro schował Kuroko na czarną godzinę, a dlaczego? Zataił przyczynę. W końcu pewnego pięknego poranka, co u Akasza trwała sielanka, do zamku przybył Kagami i jego armia z dużymi mieczami. A w tej złotej załodze dowodził Hyuuga, co jego pała jest bardzo długa.
-Akashi kurduplu wyłaź z zamku, to ci mordę zbije o poranku! -Taiga staje do boju, nie mogąc zachować spokoju.
A ten do okna wychodzi i wzrokiem po nich wszystkich wodzi.
-Patrzcie, wyszedł, atakujemy! Cennego czasu nie marnujemy! -Junpei głośno apeluje, włócznie w górę wystrzeliwuje.
Na boku z katapulty Izuki bombarduje, raz w okno lecą bomby a raz stalowe chuje. Lecz Akashi nieugięty stoi i daje im do zrozumienia, że niczego się nie boi.
-Hyuuga dawaj działo, bo mu ciągle jest za mało! -Kiyoshi wykrzykuje i w Seijuro ze skupieniem celuje.
W pewnym momencie, niespodziewanie tajemnicza postać przybyła na to bojowe spotkanie! Pojawia się z przeraźliwym hukiem a w dłoni mosiężnym łukiem. Na przód kroczy odważnie, rycerze oglądają go uważnie.
-Witam słabeusze, widzę że nie dajecie sobie rady, więc pomóc wam muszę!
-Kim żeś jest barbarzyńco bezczelny?! Jak cię Akashi w swe sidła złapie, to już nie będziesz taki dzielny! -Oburza się Kagami, przebierając nogami.
-Jam jest dziki Aomine Daiki! Gdy się coś dzieje, i chujem wieje, ja na pole bitwy przybywam i kłopotów się pozbywam! - Prawi arogancko, uśmiechając się nonszalancko. -A więc o co ta batalia?
-O Kuroka genitalia! -Chórem odpowiadają i do Seijuro dalej strzelają.
-Pff, cwele odsuńcie się w cholerę! Zaraz się z Akaszem rozprawię i pałę Tetsu z kłopotów wybawię! -Oni posłuchali jego rozkazu i w cień zniknęli od razu. Aomine staje do walki, przeciera swe paczałki i do łuku załadowuje strzałki.
-Akashi ciulu, hakuna matata, zaraz cię pokonam, nie ma na to bata! -Zwraca się do władcy złego i zatrutą strzałą rąbie w niego. W pewnej chwili padł na ziemie. -Trafił w moje przyrodzenie! -Seijuro trzyma się za węża i z ostrego bólu ciało napręża. No i w końcu, lęgnął w bezruchu. -A masz za swoje, ty głupi eunuchu! -Daiki oświadcza triumfalnie i do lochów rusza momentalnie. I już po niedługiej chwili, wszyscy więźniowie wolni byli.
-O mój wybawco, o mój luby, jak mam ci dziękować za ten czyn godny chluby? -Kuroko pada przed Aomine na kolanka. -Czy mogę Cię traktować, za mego serca wybranka? Nie mam nic, co mógłbym Ci podarować....
-Przestań pierdolić i mój czas marnować! Przecie jestem bohaterem, a ratowanie innych jest moim obowiązkiem i celem! A poza tym, mam już swoją piczkę, nie chcę księcia tylko księżniczkę! - Granatowołosy wojownik z dumą odpowiada i na swego rumaka wsiada.
-Cóż, oddaliłem od Ciebie te katusze, a teraz w drogę ruszać muszę! Fiku miku, wio mój koniku! - I na koniu już swym zmyka, jak kamfora w oddali znika.
Moja droga publiczności to już koniec historii o Akashim i jego królewskiej mości. :D
Czerwonowłosa była jego na górze pała, za to ta na dole przeraźliwe mała. Przez to że Akashi nie umiał poradzić sobie z kompleksem swym, był człowiekiem bardzo złym. Jego zamek miał ciemne lochy z których było słychać ciche szlochy. I więził tam niewinne istoty, ludzi, dzieci i małe koty. Miał też laboratorium i pełno związków chemicznych. Formaliny, kwasy, miliony substancji magicznych. Badania tam przeprowadzał ścisłe. Hodował skórę, pały które nie stały i były obwisłe. I choćby starał się nie wiem jak, jego eksperymenty zawsze trafiał nagły szlag. A wszystko sprowadza się do jednego, bo jego dzikim pragnieniem było się pozbyć kompleksu swego.
Parę temu lat, Aksasz ruszył w świat, jednego chłopca upolował i do klatki go wpakował. Delikwentem tym był chłopak o niebieskich włosach i błękitnych oczach, ale nikt nie znał zawartości jego krocza. Akashiego długie lata ciekawość zżerała jak wygląda Kuroka pała. A nawet jak by była mała, to ciekawość nie malała. Tetsuya próbował wyrwać się z niewoli lecz po tysięcznej próbie uznał że to wszystko pierdoli. Mijały lata, a Tetsu siedział zamknięty na tym szarym końcu świata. I nie było śmiałka takiego który poskromił by złego Akashiego. Wielu rycerzy już o niego walczyło, lecz żadnych rezultatów z tego nie było. Seijuro schował Kuroko na czarną godzinę, a dlaczego? Zataił przyczynę. W końcu pewnego pięknego poranka, co u Akasza trwała sielanka, do zamku przybył Kagami i jego armia z dużymi mieczami. A w tej złotej załodze dowodził Hyuuga, co jego pała jest bardzo długa.
-Akashi kurduplu wyłaź z zamku, to ci mordę zbije o poranku! -Taiga staje do boju, nie mogąc zachować spokoju.
A ten do okna wychodzi i wzrokiem po nich wszystkich wodzi.
-Patrzcie, wyszedł, atakujemy! Cennego czasu nie marnujemy! -Junpei głośno apeluje, włócznie w górę wystrzeliwuje.
Na boku z katapulty Izuki bombarduje, raz w okno lecą bomby a raz stalowe chuje. Lecz Akashi nieugięty stoi i daje im do zrozumienia, że niczego się nie boi.
-Hyuuga dawaj działo, bo mu ciągle jest za mało! -Kiyoshi wykrzykuje i w Seijuro ze skupieniem celuje.
W pewnym momencie, niespodziewanie tajemnicza postać przybyła na to bojowe spotkanie! Pojawia się z przeraźliwym hukiem a w dłoni mosiężnym łukiem. Na przód kroczy odważnie, rycerze oglądają go uważnie.
-Witam słabeusze, widzę że nie dajecie sobie rady, więc pomóc wam muszę!
-Kim żeś jest barbarzyńco bezczelny?! Jak cię Akashi w swe sidła złapie, to już nie będziesz taki dzielny! -Oburza się Kagami, przebierając nogami.
-Jam jest dziki Aomine Daiki! Gdy się coś dzieje, i chujem wieje, ja na pole bitwy przybywam i kłopotów się pozbywam! - Prawi arogancko, uśmiechając się nonszalancko. -A więc o co ta batalia?
-O Kuroka genitalia! -Chórem odpowiadają i do Seijuro dalej strzelają.
-Pff, cwele odsuńcie się w cholerę! Zaraz się z Akaszem rozprawię i pałę Tetsu z kłopotów wybawię! -Oni posłuchali jego rozkazu i w cień zniknęli od razu. Aomine staje do walki, przeciera swe paczałki i do łuku załadowuje strzałki.
-Akashi ciulu, hakuna matata, zaraz cię pokonam, nie ma na to bata! -Zwraca się do władcy złego i zatrutą strzałą rąbie w niego. W pewnej chwili padł na ziemie. -Trafił w moje przyrodzenie! -Seijuro trzyma się za węża i z ostrego bólu ciało napręża. No i w końcu, lęgnął w bezruchu. -A masz za swoje, ty głupi eunuchu! -Daiki oświadcza triumfalnie i do lochów rusza momentalnie. I już po niedługiej chwili, wszyscy więźniowie wolni byli.
-O mój wybawco, o mój luby, jak mam ci dziękować za ten czyn godny chluby? -Kuroko pada przed Aomine na kolanka. -Czy mogę Cię traktować, za mego serca wybranka? Nie mam nic, co mógłbym Ci podarować....
-Przestań pierdolić i mój czas marnować! Przecie jestem bohaterem, a ratowanie innych jest moim obowiązkiem i celem! A poza tym, mam już swoją piczkę, nie chcę księcia tylko księżniczkę! - Granatowołosy wojownik z dumą odpowiada i na swego rumaka wsiada.
-Cóż, oddaliłem od Ciebie te katusze, a teraz w drogę ruszać muszę! Fiku miku, wio mój koniku! - I na koniu już swym zmyka, jak kamfora w oddali znika.
Moja droga publiczności to już koniec historii o Akashim i jego królewskiej mości. :D
wtorek, 8 grudnia 2015
✯ AoKuro ✯
Witam serdecznie moi mili, jak to świetnie żeście przybyli!!!!! :D Dziś dnia, o godzinie 4 (słownie: czwartej :D) rano, do mego najzacniejszego łebka przyleciał jakiś wariacki, niepohamowany pomysł którego to musiałam niezwłocznie przelać na papier bądź jakieś urządzenie konio-mechaniczne (dla niewtajemniczonych: telefon komórkowy, laptop, itp. :D) i w rezultacie, jednym okiem śpiąc, a drugim pisząc, powstał nie grzeszący długością twór o osobnikach wymienionych w tytule tegoż wpisa :D Tak, w związku z tym iż szanowna Sayuri-chan jest zmutowanym zombie który nie śpi po nocach, zostawiam poniższy dziwny dość jak na moją osóbkę wytworek dla Państwa czcigodnej interpretacji i uroczyście dziękuje za uwagę (>‿♥) :D
*******************************************************************
"Ratunku!" Wołam o pomoc. Mój krzyk odbija się echem od pustki, która wypełnia moją przetrwonioną osobę. Daiki Aomine, to tylko dwa nieznaczące i bezwartościowe słowa. Kim jestem? Zadaję pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Zgubiłem się, przemierzając labirynty mojego wnętrza. Żal i zrezygnowanie to jedyni towarzysze mej samopoznawczej tułaczki. Gdzie więc zmierzam? Kroczę ku odnalenieniu mego cienia, którego utraciłem. Świtało bez cienia, nie ma prawa istnienia. Moim oczą ukazują się potężne drzwi. Ilekroć próbowałem je otworzyć, tyllekroć ponosiłem klęskę. Lecz nie poddam się. Ty rozpalasz we mnie płomyk nadziei, któremu nie pozwolę zgasnąć. Idę przez ciemne korytarze usłane arogancją i nicością , potykając się o własny egoizm. Nie mam pojęcia gdzie brnę, ale chcę stąd uciec, bo to miejsce pochłania moją duszę i piękne wspomnienia niczym ruchome piaski. Jestem coraz bliżej. Widzę bramę, a przed nią zamazane sylwetki ludzi. Czy to duchy? Tetsu? Pędzę coraz szybciej. Boję się. Moje nogi drżą ze strachu przed prawdą. Nagle oślepia mnie przenikliwie jasne światło. Patrzę na swoją rękę. Widzę tylko przeraźliwy blask. Czy ja umarłem? Jestem w niebie? Czy może trafiłem do piekła, za to jak Cię zraniłem? "Aomine-kun" w pewnej chwili o moje uszy obił się twój ciepły głos, który ukoił mój strach. Poczułem ulgę. "Aomine-kun" Tetsu gdzie jesteś? Zrzuciłem w otchłań. "Poszukaj w swoim sercu" Nie mogę znaleźć. Nie mam serca, Tetsu. "Wierze w ciebie, Aomine-kun" Usłyszałem, przymknąłem powieki i poczułem gwałtowne uderzenia w klatce piersiowej. Drzwi otworzyły się. Spojrzałem na swoje dłonie, znów stały się widoczne. Spojrzałem przed siebie. To nie było światło. To był twój uśmiech Tetsu. Uśmiech, który rozpromienił każdy zakamarek mej zbłąkanej osobowości. Po moich policzkach spływały łzy szczęścia, zmywając całą mgłę pokrywającą moje oczy. "Przepraszam Tetsu" Zrozumiałem. Moje światło było tak ostre że odbijało się od wszystkiego, czyniąc mnie ślepym. "Aomine-kun, zawsze przy tobie byłem" Ty byłeś. A ja Cię niedostrzegałem. Twój cień całkowice pochłonęło światło, a ja podążałem za jego blaskiem , który pochłaniał mnie. Pokazałeś mi drogę, po której obydwoje będziemy kroczyć. I znów świat stał się tęczowy, a te kolory mienią się na mnóstwo barw. Jednak mój świat jest błękitny. Niczym niebo, którym jesteś Ty, Tetsu.
*******************************************************************
"Ratunku!" Wołam o pomoc. Mój krzyk odbija się echem od pustki, która wypełnia moją przetrwonioną osobę. Daiki Aomine, to tylko dwa nieznaczące i bezwartościowe słowa. Kim jestem? Zadaję pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Zgubiłem się, przemierzając labirynty mojego wnętrza. Żal i zrezygnowanie to jedyni towarzysze mej samopoznawczej tułaczki. Gdzie więc zmierzam? Kroczę ku odnalenieniu mego cienia, którego utraciłem. Świtało bez cienia, nie ma prawa istnienia. Moim oczą ukazują się potężne drzwi. Ilekroć próbowałem je otworzyć, tyllekroć ponosiłem klęskę. Lecz nie poddam się. Ty rozpalasz we mnie płomyk nadziei, któremu nie pozwolę zgasnąć. Idę przez ciemne korytarze usłane arogancją i nicością , potykając się o własny egoizm. Nie mam pojęcia gdzie brnę, ale chcę stąd uciec, bo to miejsce pochłania moją duszę i piękne wspomnienia niczym ruchome piaski. Jestem coraz bliżej. Widzę bramę, a przed nią zamazane sylwetki ludzi. Czy to duchy? Tetsu? Pędzę coraz szybciej. Boję się. Moje nogi drżą ze strachu przed prawdą. Nagle oślepia mnie przenikliwie jasne światło. Patrzę na swoją rękę. Widzę tylko przeraźliwy blask. Czy ja umarłem? Jestem w niebie? Czy może trafiłem do piekła, za to jak Cię zraniłem? "Aomine-kun" w pewnej chwili o moje uszy obił się twój ciepły głos, który ukoił mój strach. Poczułem ulgę. "Aomine-kun" Tetsu gdzie jesteś? Zrzuciłem w otchłań. "Poszukaj w swoim sercu" Nie mogę znaleźć. Nie mam serca, Tetsu. "Wierze w ciebie, Aomine-kun" Usłyszałem, przymknąłem powieki i poczułem gwałtowne uderzenia w klatce piersiowej. Drzwi otworzyły się. Spojrzałem na swoje dłonie, znów stały się widoczne. Spojrzałem przed siebie. To nie było światło. To był twój uśmiech Tetsu. Uśmiech, który rozpromienił każdy zakamarek mej zbłąkanej osobowości. Po moich policzkach spływały łzy szczęścia, zmywając całą mgłę pokrywającą moje oczy. "Przepraszam Tetsu" Zrozumiałem. Moje światło było tak ostre że odbijało się od wszystkiego, czyniąc mnie ślepym. "Aomine-kun, zawsze przy tobie byłem" Ty byłeś. A ja Cię niedostrzegałem. Twój cień całkowice pochłonęło światło, a ja podążałem za jego blaskiem , który pochłaniał mnie. Pokazałeś mi drogę, po której obydwoje będziemy kroczyć. I znów świat stał się tęczowy, a te kolory mienią się na mnóstwo barw. Jednak mój świat jest błękitny. Niczym niebo, którym jesteś Ty, Tetsu.
środa, 25 listopada 2015
✌ Jak masz ochotę albo chęć, zapraszam na AoKisów akt numer pięć ✌ :D
AKT PIĄTY
Scena pierwsza
Mr. Aomine, Mr. Kise
Mr. Kise w głębokich przemyśleniach pogrążony, oczekuje pod ośrodkiem wychowawczym na Mr. Aomine który uczestniczy w terapii AS (Anonimowych seksoholików.)
Mr. Kise
Biegnie i woła
Aominecchi, aominecchi! Weź poczekaj, nie bądź bestią, bo znów zastanawiam się nad pewną kwestią!
Mr. Aomine
Odwraca się leniwie
Co tym razem, dupa cię boli, czy zatrułeś się gazem?
Mr. Kise
Do sedna sprawy
Ostatnio jedna rzecz stała się moją zmorą, neee Aominecchi, skąd się dzieci biorą?
Mr. Aomine
Kise, co ty gadasz, ty w ogóle mózg posiadasz? Takich rzeczy nie wiedzieć w tym wieku?! no weź że się ogarnij człowieku!
Mr. Kise
No proszę, wytłumacz mi to zagadnienie, a obiecuje że już słowa z tobą nie zamienię.
Mr. Aomine
Jak cię słyszę to pała mi opada i uginają nogi, wracaj do szkoły na lekcję biologi.
Mr. Kise
Nie chcesz mówić bo nie wiesz pewnie sam, takie alibi na ciebie mam!
Mr. Aomine
Złowrogo
Uważaj na słowa, bo rozboli cię głowa. Jam jest przecie ekspert od seksów, pornosów i lateksów. Siadaj, dam ci lekcję życia, jak to się prawidłowo przygotować do współżycia. Słuchaj więc: Baba ma pizde, facet ma bolca, baba bez pały dostaje pierdolca. I przychodzi taki moment w życiu każdego, że chcesz mieć narwanego bachora małego. No i zgodnie z tym stwierdzeniem, z silnym podnieceniem, na babie siadasz i kutasa jej wkładasz. Może godzinę, a może minutkę, sprawnie poruszasz w niej swoim fiutkiem. A na końcu spermę ze swych jaj wypuszczasz i się panience do środka spuszczasz. Nasienie po jej cipce wędruje, zręcznie wszystko penetruje. I gdy do granicy pizdy dochodzi to się mały zarodek rodzi. Po paru miesiącach, po jakimś czasie, dzieciak przyrasta sporo na masie. A kiedy już przesiedzi dziewięć miesięcy całe, wystawia na świat swoją głowę, cipkę lub pałę. I na tym kończy się cały cykl ciążowania, aż do następnego bez zabezpieczenia ruchania.
Mr. Kise
Sfrustrowany
Cycki, cipy, dupy, chuje, ja nic z tego nie pojmuję!
Mr. Aomine
Czego tu można do cholery nie rozumieć?! To tak, jakby se konia zwalić nie umieć!
Mr. Kise
Czyli zgodnie z twoją treścią, i tym dziwnym opowieścią, te białe gluty którymi tryskają nasze fiuty, życia nowego początek dają?
Mr. Aomine
Z kurwicą
Tak, właśnie tak się ludzie rozmnażają.
Mr. Kise
To w takim razie wytłumacz mi, po co cycki są dziewczyną?
Mr. Aomine
A myślisz że co jest u facetów podniecenia przyczyną? No chyba że jesteś homo, to już wtedy faktycznie nie wiadomo.
Mr. Kise
A z cycków podobno mleko leci?
Mr. Aomine
Przecież musisz czymś karmić głodne dzieci! Takiemu bachorowi jeszcze nie urosły zęby, to mu raczej kurczaka nie będziesz pchał do gęby.
Mr. Kise
Zaintrygowany nieco
Aominecchi, może powiesz swojemu koledze, skąd posiadasz taką wiedzę?
Mr. Aomine
Szkoła podstawowa, piąta klasa, rozdział pt. Dojrzewanie cipy i kutasa. A ty chyba na tej lekcji spałeś, albo wcale nie słuchałeś.
Mr. Kise
Ale przecież to ty non stop wagarujesz i oceny sobie psujesz. Albo mam chory łeb albo z deczka nie zdrowy, że z Aominecchiego był taki uczeń wzorowy.
Mr. Aomine
Na tą lekcje akurat co sił w nogach pędziłem, nawet nie miałem problemów ze wstaniem z łóżka, a zawsze się z tym trudziłem. Kiedyś sobie spałem, pod ławeczką smacznie chrapałem, aż tu nagle babka powiedziała że temat kolejnej lekcji będzie o tym jak rosną cycki i rozwija się pała. Gdy się o tym dowiedziałem, następnego dnia pierwszy w klasie już siedziałem. Pewnego razu, zostałem wywołany do odpowiedzi. Ja dumnie wstaje i mówię, a facetka słucha i siedzi. I w końcu proponuję że jej to w praktyce zaprezentuje. Idę na środek, rozporek rozpinam i kutasa na prawo i lewo wyginam. Nauczycielka się wkurwiła, z klasy z hukiem mnie wywaliła i na dywanik do dyra zaprowadziła. I z tej mojej prezentacji był wielki niewypał gdyż miałem potem w klasie kurewski przypał. Takim sposobem zapamiętam do końca życia swojego, lekcje z dnia tamtego.
Mr. Kise
Śmiejąc się wniebogłosy
Hahaha! Wiedziałem że za twoim wyedukowaniem kryje się coś podejrzanego, przecież to tylko Aominecchi mógł odwalić coś takiego!
Koniec aktu piątego.
Scena pierwsza
Mr. Aomine, Mr. Kise
Mr. Kise w głębokich przemyśleniach pogrążony, oczekuje pod ośrodkiem wychowawczym na Mr. Aomine który uczestniczy w terapii AS (Anonimowych seksoholików.)
Mr. Kise
Biegnie i woła
Aominecchi, aominecchi! Weź poczekaj, nie bądź bestią, bo znów zastanawiam się nad pewną kwestią!
Mr. Aomine
Odwraca się leniwie
Co tym razem, dupa cię boli, czy zatrułeś się gazem?
Mr. Kise
Do sedna sprawy
Ostatnio jedna rzecz stała się moją zmorą, neee Aominecchi, skąd się dzieci biorą?
Mr. Aomine
Kise, co ty gadasz, ty w ogóle mózg posiadasz? Takich rzeczy nie wiedzieć w tym wieku?! no weź że się ogarnij człowieku!
Mr. Kise
No proszę, wytłumacz mi to zagadnienie, a obiecuje że już słowa z tobą nie zamienię.
Mr. Aomine
Jak cię słyszę to pała mi opada i uginają nogi, wracaj do szkoły na lekcję biologi.
Mr. Kise
Nie chcesz mówić bo nie wiesz pewnie sam, takie alibi na ciebie mam!
Mr. Aomine
Złowrogo
Uważaj na słowa, bo rozboli cię głowa. Jam jest przecie ekspert od seksów, pornosów i lateksów. Siadaj, dam ci lekcję życia, jak to się prawidłowo przygotować do współżycia. Słuchaj więc: Baba ma pizde, facet ma bolca, baba bez pały dostaje pierdolca. I przychodzi taki moment w życiu każdego, że chcesz mieć narwanego bachora małego. No i zgodnie z tym stwierdzeniem, z silnym podnieceniem, na babie siadasz i kutasa jej wkładasz. Może godzinę, a może minutkę, sprawnie poruszasz w niej swoim fiutkiem. A na końcu spermę ze swych jaj wypuszczasz i się panience do środka spuszczasz. Nasienie po jej cipce wędruje, zręcznie wszystko penetruje. I gdy do granicy pizdy dochodzi to się mały zarodek rodzi. Po paru miesiącach, po jakimś czasie, dzieciak przyrasta sporo na masie. A kiedy już przesiedzi dziewięć miesięcy całe, wystawia na świat swoją głowę, cipkę lub pałę. I na tym kończy się cały cykl ciążowania, aż do następnego bez zabezpieczenia ruchania.
Mr. Kise
Sfrustrowany
Cycki, cipy, dupy, chuje, ja nic z tego nie pojmuję!
Mr. Aomine
Czego tu można do cholery nie rozumieć?! To tak, jakby se konia zwalić nie umieć!
Mr. Kise
Czyli zgodnie z twoją treścią, i tym dziwnym opowieścią, te białe gluty którymi tryskają nasze fiuty, życia nowego początek dają?
Mr. Aomine
Z kurwicą
Tak, właśnie tak się ludzie rozmnażają.
Mr. Kise
To w takim razie wytłumacz mi, po co cycki są dziewczyną?
Mr. Aomine
A myślisz że co jest u facetów podniecenia przyczyną? No chyba że jesteś homo, to już wtedy faktycznie nie wiadomo.
Mr. Kise
A z cycków podobno mleko leci?
Mr. Aomine
Przecież musisz czymś karmić głodne dzieci! Takiemu bachorowi jeszcze nie urosły zęby, to mu raczej kurczaka nie będziesz pchał do gęby.
Mr. Kise
Zaintrygowany nieco
Aominecchi, może powiesz swojemu koledze, skąd posiadasz taką wiedzę?
Mr. Aomine
Szkoła podstawowa, piąta klasa, rozdział pt. Dojrzewanie cipy i kutasa. A ty chyba na tej lekcji spałeś, albo wcale nie słuchałeś.
Mr. Kise
Ale przecież to ty non stop wagarujesz i oceny sobie psujesz. Albo mam chory łeb albo z deczka nie zdrowy, że z Aominecchiego był taki uczeń wzorowy.
Mr. Aomine
Na tą lekcje akurat co sił w nogach pędziłem, nawet nie miałem problemów ze wstaniem z łóżka, a zawsze się z tym trudziłem. Kiedyś sobie spałem, pod ławeczką smacznie chrapałem, aż tu nagle babka powiedziała że temat kolejnej lekcji będzie o tym jak rosną cycki i rozwija się pała. Gdy się o tym dowiedziałem, następnego dnia pierwszy w klasie już siedziałem. Pewnego razu, zostałem wywołany do odpowiedzi. Ja dumnie wstaje i mówię, a facetka słucha i siedzi. I w końcu proponuję że jej to w praktyce zaprezentuje. Idę na środek, rozporek rozpinam i kutasa na prawo i lewo wyginam. Nauczycielka się wkurwiła, z klasy z hukiem mnie wywaliła i na dywanik do dyra zaprowadziła. I z tej mojej prezentacji był wielki niewypał gdyż miałem potem w klasie kurewski przypał. Takim sposobem zapamiętam do końca życia swojego, lekcje z dnia tamtego.
Mr. Kise
Śmiejąc się wniebogłosy
Hahaha! Wiedziałem że za twoim wyedukowaniem kryje się coś podejrzanego, przecież to tylko Aominecchi mógł odwalić coś takiego!
Koniec aktu piątego.
Etykiety:
AoKise,
AoKise Yaoi,
Aomine x Kise,
Co tu się dzieje,
Inteligentne rozmowy Aomine i Kise :D,
Kuroko no basket,
Poezja nieokiełznana :D,
Szaleństwo,
W krzywym zwierciadle
poniedziałek, 23 listopada 2015
Wena mnie napadła nie tutejsza, by napisać dziwnego wiersza! :D
Witam zaszczytnie i przeserdecznie wszystkich przybyłych i będących w zza światach poza umysłowych :D Otóż i do rzeczy, dnia dzisiejszego wspaniałego, podczas przerwy w pracy, do nieposkromionego łba szanownej Sayuri-chan wpadł jakiś arcydziki pomysł, którego to musiała szybko i natychmiastowo zrealizować :D W związku z tym poniżej prezentuje owoc tegoże szaleńczego natchnienia :D Kłaniam się do jądra ziemi i przesyłam huczne pozdrowienia od naszej czcigodnej Tęczowej Generacji :D (★^O^★)
Dziś w Teiko, w dzień sportowy, takie słyszy się rozmowy:
-Może Pan się o mnie oprze, Panie absolutny chłopcze?
-Cóż Shintaro do mnie mówisz, chyba swego życia nie lubisz.
-Co się dziwić mój Akaszu drogi, jak żeś jest tak strasznie srogi.
Rzecze na to rozgoryczony Tetsuya:
-Midorima-kun weź nie pierdol, złap go za chuja!
Aomine po pale Kise klepie:
-Jak tam Kise, coraz lepiej?
-Dzięki, dzięki Aominecchi kochanie, aż nabrałem ochoty na ostre ruchanie.
Lecz Pan Muraś*, z tym jest gorzej, blady, chudy, walić nie może!
-A to pała z niego!, westchnęła drużyna Akashiego.
Kuroko stroni od Akasza a ten nieustannie mu się naprasza.
-Mój Tetsuyo, mój niebieski, ze mną seks przyjemnie przekurewski!
Kuroś tylko dupę zatyka
-Niech no Akashi prędzej zmyka! Ja chcę by mym przyszłym chłopakiem był Kagami, bo ty mi jeszcze pałę utniesz nożyczkami!
-A to pała z niego!, westchnęła drużyna Akashiego.
Na raz słychać głos trenera:
-Kto tu się tak opierdziela?
-To Mine-chin, ten leń od siedmiu boleści, jest taki bezużyteczny na treningach, że to się w pale nie mieści!
-Patrzcie na Haizakiego, widzieliście jaki krewki?! Pewnie znowu gdzieś na boku pieprzył napalone kurewki!
Niech rozsądzi nas Momoi, co się teraz w szatni z drugim składem pierdoli.
A Satsuki rzecze smutnie:
-Moi drodzy, po co kłótnie, po co wasze swary głupie, jesteście takimi kretynami, że mam was głęboko w dupie!
-Ale z niej szmata! -Drużyna Akashiego wypaliła jak armata.
*Ku wyjaśnieniu zdrobnienia, Murasakibara rzecz jasna :D
Etykiety:
:D,
Co tu się dzieje,
Kiseki no Sedai,
Kuroko no basket,
Poezja nieokiełznana :D,
Pokolenie Cudów,
Przerwa w pracy niszczy mózgowie :D,
Tęczowa Generacja,
Wariaty,
Wierszyk
Subskrybuj:
Posty (Atom)











