▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲▼▲
Następnego dnia
Tradycyjnie, gdy na zegarze wybiła równo 4:34, ocknąłem się. Leżałem na podłodze w otoczeniu krwistych kałuży, a w pomieszczeniu panował piekący chłód. Z arcywielkim trudem stanąłem na nogi i opuściłem łazienkę.
Za sprawą rzeszy tychże niewyjaśnionych incydentów, każdy ruch był dla mnie utrapieniem, a paraliżujący strach sprawiał, iż panicznie bałem się własnego cienia.
Czy ja... zwariowałem?
Odpowiedź na to pytanie mogłem uzyskać tylko w jeden sposób. Na poczekaniu postanowiłem zasięgnąć opinii specjalisty od różnorakich usterek człowieczej psychiki, tak więc bez większego namysłu ruszyłem w podróż do miejscowego ośrodka psychiatrycznego. Ażeby choć w niewielkim stopniu zniwelować uczucie stresu oraz zagłuszyć lęk jaki to nieprzerwanie towarzyszył mi od wczoraj, zadecydowałem że umilę sobie drogę, poranną audycją radiową. Wobec tego zaaplikowałem zestaw słuchawkowy w odpowiednie miejsce i jednym dotykiem palca uruchomiłem odbiornik. To, co trafiło do mych uszu, sparaliżowało mnie od stóp do głów. W słuchawkach zamiast relaksacyjnej muzyki, słychać było przenikliwe-demoniczny kobiecy krzyk. Mój telefon natychmiastowo z gromkim hukiem wylądował na ziemi, a ja z lamparcią szybkością rzuciłem się w ucieczkę.
Lecz... przed czym?
***
"Następny proszę!" -Ów zwrot zasygnalizował, iż finalnie jest mi dane wkroczyć na długo wyczekiwaną konsultację z psychiatrą. Niemrawo, ciągle drżąc wszedłem do gabinetu.
-Dzień dobry, proszę ściągnąć okrycie wierzchnie i wygodnie sobie usiąść. -Pogodnie przywitała mnie młoda, uśmiechnięta kobieta, wskazując dłonią na kozetkę.
-D-d-dzień dobry... -Odrzekłem jąkając się i posłusznie wykonałem jej polecenie.
-Jaka jest więc przyczyna Pańskiej wizyty? -Zapytała, spoglądając raz na mnie, a raz na moją dokumentację.
-Wydaję mi się że ja... zwariowałem... Wszystko zaczęło się jakiś czas temu. Codziennie budzę się o tej samej godzinie nad ranem, czuję się osaczony i prześladowany przez kogoś, kogo nie widzę, słyszę krzyki w mojej głowie i generalnie miewam jakieś surrealistyczne, przerażające wizję... -Pokrótce wyjaśniłem lekarce problematykę. -Pani doktor, proszę o pomoc, ja nie dam rady tak funkcjonować!!!-Krzyknąłem błagalnym tonem.
-Spokojnie, zrobię wszystko, co w mojej mocy. -Zapewniła. -Czy może Pan mi powiedzieć, czego najczęściej dotyczą wymienione przez Pana wizję?
-Krew... Zmasakrowane ciało... I... zarysy kobiecej twarzy, których nie jestem w stanie zidentyfikować... -Odpowiedziałem z mozołem.
-Proszę podejść bliżej i spojrzeć mi w oczy. Bez obaw, nie zrobię Panu krzywdy. -Zaręczyła terapeutka a ja pokrzepiony jej słowami wykonałem czynność, o którą prosiła.
-Czy teraz Panu coś świta? -Spytała, pełnym enigmatyczności głosem.
-N-niestety n-nie... - Przez moje ciało przeszły ciarki.
-A może teraz rozpozna Pan tę kobietę?!!!- Ryknęła ogłuszająco i nagle jej twarz poczęła przeobrażać się w pokiereszowane oblicze niewiasty, jaka niegdyś ukazała mi się w lustrze. Krzycząc, co tchu wybiegłem z pokoju i zniewalająco przerażony pognałem przed siebie.
-Wracaj tu, barbarzyńco!!! Nigdy nie uciekniesz od konsekwencji dokonanego przez Ciebie czynu!!!!!!!!!!! -Wrzasnęła z oddali wydawszy z siebie jazgot, jak gdyby przemawiał przez nią sam lucyfer.
Prułem przed siebie niczym torpeda, co chwila naprzemiennie potykając się i przewracając. Spod mych powiek leciały łzy, a z ust zaś wiązanka przekleństw pomieszana z pytaniami "Co ja zrobiłem?!?!?!!?? Co ja kurwa, zrobiłem?!?!?!?!?" Nie rozumiałem. Nic już z tego nie pojmowałem.
W ostateczności moje nogi zaprowadziły mnie do punktu wyjścia, który stanowiły me cztery ściany. W owym czasie wszystko stało się dla mnie obojętne i zdające się nie posiadać kompletnie żadnego zdroworozsądkowego oraz jakkolwiek sensownego uzasadnienia.
"Dosyć. To nie ja zwariowałem, TO TEN ŚWIAT JEST POPIERDOLONY!!!!!!!!!!!!!!!"
Gruntownie zrezygnowany, z prawej kieszeni mych spodni wyciągnąłem solidnie naostrzony scyzoryk, a następnie przystawiłem go do swojej szyi. Stanąłem na przeciw okna i potępiająco spoglądnąłem w otulone gęstymi chmurami niebo. "Żądam wyjaśnień. Może wy, którzy siedzicie po tej jebanej drugiej stronie, wszystko mi wytłumaczycie!!!!!!!" -Zawrzeszczałem, a narzędziem, jakie kurczowo trzymałem w mej drgającej z niepokoju dłoni, wycelowałem prosto w krtań. Zamknąłem oczy i począłem powoli godzić się z perspektywą iż nie otworzę ich ponownie, aczkolwiek mimo porządnie zadanego ciosu, w dalszym ciągu nieporuszenie tkwiłem w pionie. "Co do...????"-Pomyślałem skonsternowany i wbiłem nóż jeszcze raz, wszak głębiej i silniej. Rezultat był równoznaczny z uprzednim. Zacząłem więc dokonywać kolejnych cięć, jednakże za każdym następnym razem, kończyło się na tym samym. Jeszcze raz, jeszcze raz i jeszcze. Zupełnie nic nie skutkowało. Koniec końców, owładnięty szaleńczą frustracją, rozpocząłem kolejno odżynać sobie kończyny. Na pierwszy ogień poszło prawe przedramię, potem szeregowo, palce u lewej ręki, a na ostatek pozbawiłem siebie nosa oraz małżowin usznych. Pod moimi stopami rozlewał się ocean krwi, w którego głębinach beztrosko pływały odcięte części mojego ciała, a ja wciąż podziwiałem ów widok z góry. "Dlaczego ja jeszcze żyje?!?!?!??!? Już dawno powinienem zdechnąć!!!!!!!!!!!"- Dźgnąłem się w serce i zwiesiłem głowę ku dołowi. Wtem spostrzegłem iż moja krew w ekscentryczny sposób zaczyna formować się w dziwne kształty, przypominające znaki na podobieństwo liter.
Emily M.,lat 22 -Odczytałem po chwili. 06.06.2006, porwana, brutalnie pobita a następnie siłą zaciągnięta do mieszkania o numerze 162 mieszczącego się na Hazy Street. Tego samego dnia o godzinie 03.34 A.M. została bestialsko zgwałcona po czym dokładnie za godzinę od tegoż przykrego incydentu, dokonano na niej morderstwa. Zwłoki poćwiartowano, owinięto w foliowy worek i ukryto w chłodni, w celu zneutralizowania specyficznego odoru, wydzielającego się z martwego ciała. Sprawca zakopał szczątki pod ruinami opuszczonego szpitala psychiatrycznego, w następnej kolejności popełniając samobójstwo, przez samookaleczenie się nożem.
I nagle cały dylemat został rozwikłany, a wspomnienia jedno po drugim wypełniały me mózgowie.
"No tak... teraz rozumiem... jestem martwy, a to jest jest moje piekło."
***



do cholery jasnej dziecko moje, dlaczego ty nie śpisz o 2 w nocy jak masz wstać o 6 rano ??!?!!? >.<
OdpowiedzUsuńcoś mrocznie się tu ostatnio u ciebie zrobiło O_O
już wystarczy że po poprzednim rozdziale zyskałam nowe lęki i fobie a teraz jeszcze do tego będę bała się włożyć słuchawki do uszu -.- chociaż taki krzyk to ja zawsze słyszę jak gadam z tobą przez telefon na słuchawkach xDD
"TEN ŚWIAT JEST POPIERDOLONY" - no jest i to bardzo. >.<
Sayuri, skoro ty wiesz jak zamordować a potem zakonserwować i ukryć zwłoki to ja chyba dla własnego bezpieczeństwa przestanę się z tobą zadawać -.- O_O" a w ogóle jaki profeszjonalny ten opis dokonanej zbrodii *.* wooww *.*
tsssssssss, już myślałam że on jest psychiczny, a tu się okazało że jest po prostu martwy -.- xD nie przypuszczałam że to się tak skończy i że o to tu chodziło, ale bardzo zaciekawiła mnie twoja wizja piekła *.*
ummm, nie wiem co jeszcze... to chyba wszystko, jak zwykle świetnie sayu i szkoda że to już koniec ^^
auf wiedersehen @@@@@ xD
<3 <3
Tsssssssssssss, w grobie se pośpię @@@@@@ 😂😂😂 Yukiśku szanowny, mroczne to są puste nasieniowody :D :P :D Bowiem z Panią to się nie w innego sposoba pomyślnie porozumieć aniżeli tylko po przez zastosowanie wobec Pani podniesionego tona głosa :D Niestety jest popierdolony i niestety trza także być popierdolonym, ażeby na tymże zakutaszonym świecie przetrwać :D :P AHAHAHHAA, Prze Pani to proszem się nie zadawać, aczkolwiek każdy z ludziów na tejże planecie może być potencjalnym kandydatem na mordercę, bądź mordercą :D :P Nigdy nie wiadomo, co komu w pale siedzi :O :D :P Ahahaha, no a co Pani myśluje, przecie zaiste iż gdyż w mym niedaleko-przyszłościowym zawodzie będę zobligowana do sporządzania właśne takowych sprawozdaniów z miejca zbrodnii, w związku z tym musi być profeszjonalnie :P :D 👌👌👌💪
Usuń