Niech sobie każdy z Was na swego sposoba owego tytuła zinterpretuje, a ja tutaj dziś wszystkich z radochą przywituje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D Tym razem nieujarzmione natchnienie wezbrało się we mnie kiedy to parę dzionków temu sobie stałam i nogami z braku cierpliwości przebierałam, w kolejce na poczcie :D W momencie, w jakim to spojrzałam na rachunka którego wówczas miałam do zapłaty, ni z gruszki ni z pietruszki, me drogie zwoje mózgowo-umysłowowe doznały nagłego oświecenia na spreparowanie nieco bardzo wariackiego tworeczka :D Odchodząc już od temata iż moje nieoczekiwane inwazje pomysłów praktycznie zawsze urzeczywistniają się w przedziwnych miejscach oraz sytuacjach, prezentuję najwielmożniejszemu Państwu to nieskromnie szaleńcze opowiadanko, w którym będzie można doszukać się stosunkowo niewielkiego nawiązania do pairinga KagaKuro :D :P To tyle z mojej szanowniutkiej strony, dziękuje serdecznie za uwagę i kłaniam się nisko!!!!!!!!!!!!!!!!! :D ᕙ(`▽´)ᕗ
*********************************************************************
Nad czcigodną stolicą Japońskiego naroda której to na imię jest Tokio, właśnie zapadł zmrok. Słońce niemogące dłużej patrzeć na głupotę egzystencjalną większości Tokijskiego społeczeństwa, poszło się jebać z innymi Ciałami Niebieskimi zamieszkującymi wszechświat, a na swoje miejsce wystawiło Pana Księżyca - zboczonego alfonsa który to wprost ubóstwiał podziwiać nocne baraszkowania ludzkiej rasy. Życie na ziemi natomiast przebiegało w najnormalniejszym porządku. Co poniektórzy zmęczeni wracali do swoich czterech ścian po ciężkim dniu pracy, inni tj. uliczne kurewki dopiero się do niej szykowały, a trójka nieźle kopniętych umysłowo dwudziestolatków beztrosko opierdalała się w restauracji ze śmieciowym żarciem, zwanej potocznie Maji Burgerem. W skład tejże szalonej bandy pozytywnie jebniętych kretynów wchodził ciotowaty Blondyn Kise, pracujący jako modelka dla dziecięcych czasopism, Granatowowłosy maczo Aomine, spełniający się zawodowo jako profesjonalny macacz kobiecych piersi, a na czele owej szajki stała Pani Sayuri - agresywna testerka wyrobów alkoholowych, której to przez codzienne pożeranie 55 kilogramów marchewki od życia płodowego, włosy zabarwiły się na czysto pomarańczową barwę. To tyle słowem przedstawienia głównych bohaterów tego komedio-dramata, jaki niebawem się rozstrzygnie.
Od niedawna, wyżej wymieniona święta trójca podczas wolnego czasu od ich jakże stresujących prac, bawiła się w ściśle tajnych szpiego-detektywów. Obiektem na celowniku stali się nijacy Tetsuya K. wraz z Taigą. K, a mówiąc dosadnie, poziom wzajemnych relacji owych osobistości. Zaintrygowani faktem, iż ta dwójka coraz to częściej zaczyna blisko ze sobą przebywać, postanowili osobiście rozwikłać wątpliwość, czy łączy ich tylko niewinna przyjaźń, czy może coś więcej.
***
-Ał!!! -Pisnęła jedna z pracownic firmy M burger, w chwili kiedy wracając do stolika z odebranym zamówieniem, ten bezczelny, chodzący testosteron Daiki złapał ją za cycka. O ile ten czyn nie przeszkadzał owej piersiatej panience, a wręcz spodobał jej się , co można było wywnioskować z lubieżnego uśmieszka na jej gębie, o tyle rozwścieczyło to Panią Sayuri, której furię w tamtym momencie wyczuli by nawet Marsjanie.
-CZYŻBYŚ ZAPOMNIAŁ, DO CZYICH CYCKÓW CIĘ ZATRUDNIŁAM?!!! -Zapytała z oburzeniem, na co przerażony Aomine tylko pokręcił przecząco łepetyną. -NIE?! W takim razie uważaj, bo obetnę ci "wynagrodzenie"!
-A-ale tak dosłownie mi obetniesz...?
-Tak, a potem oddam na cele charytatywne, kurwa! -Wrzasnęła kpiąco Marchewka, upijając łyk swojego zamówienia, którym była jedynie woda mineralna.
-Sayuricchi!!! Aominecchi!!! Uspokójcie się!!! -W końcu sprzeczkę przerwał Ryouta. -Dochodzi 18 i 555 sekund, a o tej godzinie według moich obliczeń, Kagamicchi i Kurokocchi codziennie przychodzą tutaj na kolację! Bądźcie czujni! -I faktycznie, nim wszyscy zdążyli się obejrzeć, wspomniana para jak gdyby nigdy nic zawitała przed szybami budynku.
-Ty patrz, są! -Oznajmił entuzjastycznie Granatowowłosy. -Sayu, chowaj ten oczojebny łeb bo nas zauważą i cały plan pójdzie do ciemnej dupy! -Dziewczyna posłusznie wykonała polecenie, krzepko wślizgując się pod stół, lecz oczywiście nie była by sobą bez swojego chamskiego mamrotania pod nosem.
-A nie mówiłem? -Rzekła Blond-ciota przepełniona dumą. -Obserwujmy ich dokładnie.
-No niby idą blisko siebie ale to jeszcze nic nie znaczy... -Referował Daiki.
-Moim zdaniem idą za blisko, jak na przyjaciół. -Dodał Kise.
Przechodząc do wydarzeń na zewnątrz, w pewnej chwili Kuroko doszczętnie pochłonięty konwersacją ze swoim towarzyszem, potknął się, zupełnie tracąc poczucie grawitacji. Aczkolwiek na całe szczęście, w samą porę przed upadkiem obronił go Taiga i zamiast spotkania twarzą w twarz z betonową posadzką, Tetsuś wylądował w jego silnych ramionach. Zaiste w trymiga wywołało to arcywielką sensację u śledzących ich trójki, którą to ukazali przez potężny okrzyk wyrażający nie małą podnietę.
-KISE SZYBKO, RÓB ZDJĘCIE!!! -Rozkazała Pomarańczowowłosa, a ten automatycznie wyjął aparat po czym skierował obiektyw na... siebie. Reakcją jej oraz Aomine było nic innego jak tylko tzw. "facepalm".
-BOŻE ŚWIĘTY, IM, NIE SOBIE IDIOTO!!! -Jednak niestety było już za późno.
-Eeetooo... nie wściekajcie się, ja tylko chciałem mieć selfie z nimi w tle...
-I widzisz co do cholery narobiłeś?! Straciliśmy taki dowód! -Wykrzyknął poirytowany Ciemnoskóry.
-Dobra, nie ważne. To i tak za mało by stwierdzić że są razem. -Sapnęła Sayuri, po cichutku zrywając boki z komizmu sytuacji. -Słuchajcie chłopaki, mam plana... Jutro jest piątek, a zauważyłam że w piątki po pracy, często chodzą na wynajętą sale gimnastyczną, co by pograć razem w kosza. Pójdziemy tam i podpatrzymy jak się zachowują. Ale uwaga - nie możemy rzucać się w oczy, więc ubierzcie się tak, ażeby nie przyciągać zbytniej uwagi. Zrozumiano? -Ci tylko pokiwali przytakująco głowami. -No to jesteśmy umówieni, nara! -Odrzekła Marchewka, wstała i opuściła lokal.
***
Pierwszy dzień śledztwa.
-Aghh, gdzie jest ten zasrany granatowy debil?!!! -Absolutnie żadną nowością nie było to, iż jaśnie pan Aomine nie wstawił się o umówionej porze na miejscu spotkania, co w konsekwencji spowodowało ekstremalny wzrost ciśnienia u czekających na niego kompanów.
-Jeszcze minuta, a przyrzekam że zrobię z jego kutasa worek na śmieci!!! -Emocjonowała się rozzłoszczona do granic możliwości Pomarańczka.
-Sayuuucchiii, też jestem wkurzony, ale spokojnie, na pewno zaraz przyjdzie... -Kise starał się załagodzić sytuacje.
-Jak mam być spokojna, gdy Kuroko i Kagami już są na sali i być może że właśnie przegapiamy jakąś ciekawą akcję!
-Hmmm, spójrz, chyba idzie... -Oznajmił Blond-model po czym obydwoje skierowali wzrok na wyłaniającą się z oddali postać. Na widok pana spóźnialskiego, na ich twarzach pojawił się wyraz arcyogromnego zaskoczenia, co najmniej jak gdyby ujrzeli zmodyfikowane genetycznie latające nożyczki.
-JA PIERDOLE DAIKI, CZEMU DO CHOLERY JASNEJ PRZEBRAŁEŚ SIĘ ZA KECZUP?!?!?!?!?!??!
-Co ci się nie podoba...? Pomyślałem że taki dwumetrowy keczup będzie zajebistym kamuflażem dzięki któremu na pewno nas nie rozpoznają... -Mruknął z pokorą zmieszany Granatowowłosy.
-POMYŚLAŁEŚ?!?!?! To pomyślałbyś czasem tym mózgiem na górze, a nie tylko tym który masz między nogami!!! Tfu!!! Przecież Ty innego nie masz! -Pyskowała już całkowicie wkurwiona dziewczyna.
-Aominecchi ale z ciebie idiota... Miałeś się tak ubrać żeby nie wzbudzać zainteresowania, a tymczasem wszyscy się na nas gapią!!!
-Dlatego się tak przebrałem bo eee... miałem to w planie którego jeszcze nie znacie... -Ciemnoskóry keczup próbował wybrnąć z opresji.
-No dawaj, słuchamy...
-To ja wejdę na drzewo które jest na przeciwko okien i ściągnę ich uwagę na siebie, a wy w międzyczasie zakradniecie się do sali i schowacie gdzieś za drzwiami. Będziecie mieć zajebiste miejsce do obserwacji, a do tego nikt was nie zauważy...
-O, w sumie dobry pomysł Daikicchi! -Przyznał Ryouta, wydający się popierać tą jakże świetną ideę.
-Nie ma mowy, ja w to nie wchodzę. To już jakieś totalne psycholstwo jest! -Wszystkiemu zaprzeczyła Sayuri. -Czy ty siebie słyszysz kretynie? Wielki keczup wspinający się na drzewo? A z resztą... róbcie se co chcecie, z chęcią się z was ponabijam! -Rzekła odchodząc na bok, a oni bez słowa przystąpili do działania.
***
Oczywistym wręcz było, iż całą tę akcję chuj zastrzelił. Wspaniały keczupowy pomysłodawca, jak szybko na owe drzewo wlazł, jeszcze szybciej z niego spadł, co w konkluzji przyczyniło się do tego że dwójka trenująca na sali słysząc huki i trzaski dobiegające z zewnątrz, zainteresowana poszła sprawdzić co stoi za tym zamieszaniem. Wówczas nasi agenci specjalni, mimo przeszywającego bólu tyłka oraz innych części ciała Aomine, byli zmuszeni z szybkością błyskawicy opuścić miejsce zdarzenia.
niedziela, 28 lutego 2016
❃ Detektywistyczny budyń waniliowy cz. numero 1 :D ❃
Etykiety:
Co tu się dzieje,
KagaKuro,
Keczuk,
Kuroko no basket,
Nieokiełznana wena :D,
pała,
W krzywym zwierciadle :D,
Wariaty
Lokalizacja:
Kambodża
niedziela, 21 lutego 2016
Jestem Akashi Seijuro.
Czyli innymi słowy, one-shot dotyczący osobistości powyżej wymienionej z arcyśladowymi ilościami AkaMido.
Jak zawsze, uroczyście i wzniośle witam wszystkich szanownych użytkowników blogosfery w to nieco deszczowe (przynajmniej u mnie) niedzielne popołudnie!!!!!!!!!!!!!! :D Podróżując sobie przedwczoraj środkiem transporta regionalnego, nagle i niespodziewanie na moją cenniutką mózgowniczkę napadł zorganizowany przestępca który to okazał być się szalonym pomysłem na napisanie wytworka, umiejscowionego poniżej :D Byłam tak zajęta i pochłonięta realizowaniem tejże koncepcji, iż przeoczyłam stację na której to miałam wysiąść i w rezultacie gdy oderwałam me szanowne paczadła oczne od ekrana maszyny telefonicznej, zorientowałam się że jestem dobre piętnaście kilometrów od mojego miasta :D Zwykle takowe incydenty mi się nie zdarzają, tak samo jak nie zdarza mi się to, iż w mym opowiadaniu odnoszącym się do czcigodnego KnB, w ogóle NIE POJAWIA SIĘ NAJDROŻSZY AOMINE :D Mogę więc poniekąd uznać to wydarzenie za cud większy niż sama wielebna Generacja Cudów, a drogich Państwa serdecznie zapraszam do czytania :D (>‿◠)✌
*******************************************************************
Teiko. Kolejny standardowy dzień zajęć dydaktycznych poszedł w zapomnienie, a cała fala rozkapryszonych gimnazjalistów dawno powróciła do swych zaciszy domowych. Na zewnątrz, krystaliczny błękit nieba przesłoniła gęsta kurtyna ciemnych obłoków, które arbitralnie zwiastowały iż niebawem świat pogrąży się w strugach zimnego deszczu. Na szkolnych korytarzach panowała nieprzenikniona ciemność, a jedynym co świeciło oślepiająco jasnym blaskiem, była pustka. Jednakże niekiedy po wyludnionych drogach gmachu szkolnego przechadzały się ciche oddechy oraz kumulacja zawiłych myśli i rozważań, jakie to bezwzględnie prowadziły do pokoju klubowego męskiej drużyny koszykówki. Akashi Seijuro siedział pogrążony w swym wielkim absolutnym świecie, uporczywie kalkulując nad kolejnym a zarazem ostatecznym posunięciem zakańczającym jego samotną partię shōgi.
-"Znaj swoje miejsce." -Po chwili głębszego zastanowienia szepnął Czerwonowłosy, zbijając króla swego "przeciwnika". A był on bowiem idealnym oponentem dla samego siebie. Grywał w samotności, uznając swoją osobę za jedyne indywiduum, z którym może godnie stoczyć pojedynek na odpowiednio wysokim poziomie. Szczęście dawała mu wyłącznie wygrana, a siły do życiowej wędrówki usłanej doskonałością, fakt, iż w każdej dziedzinie, góruje nad innymi. Lecz, czym też było dla niego szczęście? Skoro zwycięstwo to stale towarzyszące przyzwyczajenie oraz chleb powszedni Seijuro? Ten nawyk sprawił iż owa wartość spadła do konwencjonalnej rangi, a sam Akashi zapomniał czym jest prawdziwe uczucie satysfakcji. Ale czy samodzielne postawienie siebie na polu przeciwnika, nie było przypadkiem jak przegrana?
"Nikomu, kto mi się sprzeciwia, nie wolno patrzeć na mnie z góry."
By w pewnym stopniu przybliżyć sobie odczucie człowieczego spełnienia, Akashi żyjący na co dzień na wyimaginowanym przez siebie stanowisku boga, wypełniał swoją władczą wolę, cynicznie terroryzując "swoich podwładnych." Jego płuca w całości były nafaszerowane zanieczyszczonym tlenem, który pozyskiwał z nieustannego wdychania sukcesów i możliwości ustawiania ludzi jak zwykłych pionków na planszy do umiłowanego shōgi. Aczkolwiek z czasem, zaczynało brakować mu powietrza.
***
Oprócz niego w budynku obecna była jeszcze jedna osoba, na co wskazywały odgłosy piłki odbijającej się od podłoża. Ową obecność momentalnie wyczuł Czerwonowłosy zajmujący się wówczas poszukiwaniem kolejnego delikwenta, na którym to mógł znów uskutecznić swoje despotyczne praktyki. Koniec końców, idąc tropem znajomego dla jego uszu dźwięku, dotarł na salę gimnastyczną i spotkał tam kompana z drużyny, całkowicie pochłoniętego gorliwym treningiem.
-Upadnij na kolana przed swoim panem. -Wystarczyło tylko jedno spojrzenie Akashiego, by Zielonowłosy posłusznie wykonał nakazaną mu czynność.
-A teraz odpowiedz mi na pytanie, po co trenujesz, Shintaro?
-Żeby być jak najlepszym... -Syknął z przestrachem.
-Źle. W takim razie wytłumacz mi, co to znaczy być najlepszym?
-Ź-źle...? -Mruknął Midorima, po czym zamilczał na krótką chwile, wpatrując się na stojącą przed nim definicję doskonałości. -T-to znaczy być tobą?
-Tym razem ci podaruję, lecz zapamiętaj, to ja tu jestem od zadawania pytań, Shintaro. -Kapitan Cudownej Generacji, zniżył się na wysokość jego twarzy a następnie spojrzał mu prosto w oczy. -Tak, teraz odpowiedziałeś prawidłowo. I jakie wnioski z tego wyciągnąłeś, hmm? Czy to nie oczywiste, że nigdy nie będziesz mną?
-Mylisz się, Akashi. Trenuję ponieważ chcę się rozwijać, trenuję by wspierać naszą drużynę i przyczyniać się do jej zwycięstw... -Oświadczył nerwowo Shintaro, na co Czerwonowłosy wzdrygnął się lekko, po czym podszedł go od tyłu i przykucnął.
-Mylę się? -Spytał ze stoickim spokojem, kładąc dłonie na policzkach Midorimy. -Ja zawsze mam absolutną rację. -Rzekł perfidnie Akashi, wbił paznokcie w skórę "swej ofiary" i począł bez skrupulatnie mu ją zdrapywać, pozostawiając za sobą ślad w postaci krwawych lini. -A-akashi...?!- Pisnął oniemiale Zielonowłosy, będąc zaskoczony i jednocześnie przerażony jego nagłym zachowaniem.
-Trenujesz dla drużyny? To tylko dzięki mnie wygrywacie. Beze mnie jesteście bezużyteczni. -Kontynuował imperator, obłudnie szepcząc Shintaro do ucha. -To ja wśród tandety waszych słabości, lśnię jak diament.
-Co ty do cholery pieprzysz Akashi...? -Odezwał się z oburzeniem Midorima. -Co ty pierdolisz?! -Wstał, a następnie bez najmniejszego oporu skierował pięść na swojego oprawce i zadał mu porządny cios, w wyniku którego ten z impetem wylądował na podłodze. -Jak śmiesz nazywać siebie kapitanem?!!! Czy jakikolwiek kapitan, w ten sposób traktuje swoich podwładnych?!!!- Zapytał Zielonowłosy podchodząc do chłopaka i siadając na nim okrakiem. -Dla mnie jesteś zwykłym śmieciem, któremu w dupie się poprzewracało od nadmiaru rzekomej władzy! -Wykrzyknął, po czym solidnie go spoliczkował. Seijuro najpierw lękliwie spojrzał na Midorime, a potem skierował wzrok na swoje odbicie w jego oczach, przepełnionych zawiścią oraz przeszywającym gniewem.
-Wygrana, to sukces który osiągamy przez współpracę całej naszej drużyny... Zastanów się... czy bez podań Kuroko, szybkości Aomine, bloków Murasakibary, niezwykłej umiejętności Kise i moich rzutów, sam zaszedłbyś tak daleko?! Akashi, przejrzyj w końcu na oczy! Ta twoja cała "władza" cię przerosła... Zrozum że jesteś taki, jak każdy z nas... jesteś częścią Pokolenia Cudów... - Słowa te sprawiły że Czerwonowłosy ucichł i nieco spokorniał, lecz po momencie głębokiej zadumy podniósł się i spanikowany wybiegł na zewnątrz. Upadł na kolana, a głowę zwrócił ku niebu. Oziębione krople deszczu scaliły się z szczerymi łzami spływającymi po policzkach Seijuro, a jego wnętrze zalała nawałnica wspomnień. ~Kim ja jestem? Co robiłem przez całe życie...?~ Zapytał w myślach samego siebie, a twarz schował w dłoniach. ~Mam tego dość! Ja nie chcę tak dłużej...!~ Desperacko uderzył pięścią w ziemie. ~Ja chcę być tylko Seijuro... zwykłym, niczym nie wyróżniającym się Seijuro...~ Wtem potężna ulewa ustała, a słońce poczęło toczyć boje z tłokiem szarych, burzowych chmur. ~Nie jestem bogiem ani imperatorem, jestem tylko człowiekiem! Jestem... Akashi Seijuro!~ Finalnie na niebie znów zagościła przejrzysta jasność, a pojedynczy płomyk gwiazdy oświetlającej świat, pokrył swym światłem uśmiechające się oblicze Seijuro. I znów zwyciężył. Jednak tym razem, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, triumfował z radością w sercu.
"Zwycięstwo jest wszystkim. Zwycięscy piszą historię. Przegrani są z niej wymazywani."
Jak zawsze, uroczyście i wzniośle witam wszystkich szanownych użytkowników blogosfery w to nieco deszczowe (przynajmniej u mnie) niedzielne popołudnie!!!!!!!!!!!!!! :D Podróżując sobie przedwczoraj środkiem transporta regionalnego, nagle i niespodziewanie na moją cenniutką mózgowniczkę napadł zorganizowany przestępca który to okazał być się szalonym pomysłem na napisanie wytworka, umiejscowionego poniżej :D Byłam tak zajęta i pochłonięta realizowaniem tejże koncepcji, iż przeoczyłam stację na której to miałam wysiąść i w rezultacie gdy oderwałam me szanowne paczadła oczne od ekrana maszyny telefonicznej, zorientowałam się że jestem dobre piętnaście kilometrów od mojego miasta :D Zwykle takowe incydenty mi się nie zdarzają, tak samo jak nie zdarza mi się to, iż w mym opowiadaniu odnoszącym się do czcigodnego KnB, w ogóle NIE POJAWIA SIĘ NAJDROŻSZY AOMINE :D Mogę więc poniekąd uznać to wydarzenie za cud większy niż sama wielebna Generacja Cudów, a drogich Państwa serdecznie zapraszam do czytania :D (>‿◠)✌
*******************************************************************
-"Znaj swoje miejsce." -Po chwili głębszego zastanowienia szepnął Czerwonowłosy, zbijając króla swego "przeciwnika". A był on bowiem idealnym oponentem dla samego siebie. Grywał w samotności, uznając swoją osobę za jedyne indywiduum, z którym może godnie stoczyć pojedynek na odpowiednio wysokim poziomie. Szczęście dawała mu wyłącznie wygrana, a siły do życiowej wędrówki usłanej doskonałością, fakt, iż w każdej dziedzinie, góruje nad innymi. Lecz, czym też było dla niego szczęście? Skoro zwycięstwo to stale towarzyszące przyzwyczajenie oraz chleb powszedni Seijuro? Ten nawyk sprawił iż owa wartość spadła do konwencjonalnej rangi, a sam Akashi zapomniał czym jest prawdziwe uczucie satysfakcji. Ale czy samodzielne postawienie siebie na polu przeciwnika, nie było przypadkiem jak przegrana?
"Nikomu, kto mi się sprzeciwia, nie wolno patrzeć na mnie z góry."
By w pewnym stopniu przybliżyć sobie odczucie człowieczego spełnienia, Akashi żyjący na co dzień na wyimaginowanym przez siebie stanowisku boga, wypełniał swoją władczą wolę, cynicznie terroryzując "swoich podwładnych." Jego płuca w całości były nafaszerowane zanieczyszczonym tlenem, który pozyskiwał z nieustannego wdychania sukcesów i możliwości ustawiania ludzi jak zwykłych pionków na planszy do umiłowanego shōgi. Aczkolwiek z czasem, zaczynało brakować mu powietrza.
***
Oprócz niego w budynku obecna była jeszcze jedna osoba, na co wskazywały odgłosy piłki odbijającej się od podłoża. Ową obecność momentalnie wyczuł Czerwonowłosy zajmujący się wówczas poszukiwaniem kolejnego delikwenta, na którym to mógł znów uskutecznić swoje despotyczne praktyki. Koniec końców, idąc tropem znajomego dla jego uszu dźwięku, dotarł na salę gimnastyczną i spotkał tam kompana z drużyny, całkowicie pochłoniętego gorliwym treningiem.
-Upadnij na kolana przed swoim panem. -Wystarczyło tylko jedno spojrzenie Akashiego, by Zielonowłosy posłusznie wykonał nakazaną mu czynność.
-A teraz odpowiedz mi na pytanie, po co trenujesz, Shintaro?
-Żeby być jak najlepszym... -Syknął z przestrachem.
-Źle. W takim razie wytłumacz mi, co to znaczy być najlepszym?
-Ź-źle...? -Mruknął Midorima, po czym zamilczał na krótką chwile, wpatrując się na stojącą przed nim definicję doskonałości. -T-to znaczy być tobą?
-Tym razem ci podaruję, lecz zapamiętaj, to ja tu jestem od zadawania pytań, Shintaro. -Kapitan Cudownej Generacji, zniżył się na wysokość jego twarzy a następnie spojrzał mu prosto w oczy. -Tak, teraz odpowiedziałeś prawidłowo. I jakie wnioski z tego wyciągnąłeś, hmm? Czy to nie oczywiste, że nigdy nie będziesz mną?
-Mylisz się, Akashi. Trenuję ponieważ chcę się rozwijać, trenuję by wspierać naszą drużynę i przyczyniać się do jej zwycięstw... -Oświadczył nerwowo Shintaro, na co Czerwonowłosy wzdrygnął się lekko, po czym podszedł go od tyłu i przykucnął.
-Mylę się? -Spytał ze stoickim spokojem, kładąc dłonie na policzkach Midorimy. -Ja zawsze mam absolutną rację. -Rzekł perfidnie Akashi, wbił paznokcie w skórę "swej ofiary" i począł bez skrupulatnie mu ją zdrapywać, pozostawiając za sobą ślad w postaci krwawych lini. -A-akashi...?!- Pisnął oniemiale Zielonowłosy, będąc zaskoczony i jednocześnie przerażony jego nagłym zachowaniem.
-Trenujesz dla drużyny? To tylko dzięki mnie wygrywacie. Beze mnie jesteście bezużyteczni. -Kontynuował imperator, obłudnie szepcząc Shintaro do ucha. -To ja wśród tandety waszych słabości, lśnię jak diament.
-Co ty do cholery pieprzysz Akashi...? -Odezwał się z oburzeniem Midorima. -Co ty pierdolisz?! -Wstał, a następnie bez najmniejszego oporu skierował pięść na swojego oprawce i zadał mu porządny cios, w wyniku którego ten z impetem wylądował na podłodze. -Jak śmiesz nazywać siebie kapitanem?!!! Czy jakikolwiek kapitan, w ten sposób traktuje swoich podwładnych?!!!- Zapytał Zielonowłosy podchodząc do chłopaka i siadając na nim okrakiem. -Dla mnie jesteś zwykłym śmieciem, któremu w dupie się poprzewracało od nadmiaru rzekomej władzy! -Wykrzyknął, po czym solidnie go spoliczkował. Seijuro najpierw lękliwie spojrzał na Midorime, a potem skierował wzrok na swoje odbicie w jego oczach, przepełnionych zawiścią oraz przeszywającym gniewem.
-Wygrana, to sukces który osiągamy przez współpracę całej naszej drużyny... Zastanów się... czy bez podań Kuroko, szybkości Aomine, bloków Murasakibary, niezwykłej umiejętności Kise i moich rzutów, sam zaszedłbyś tak daleko?! Akashi, przejrzyj w końcu na oczy! Ta twoja cała "władza" cię przerosła... Zrozum że jesteś taki, jak każdy z nas... jesteś częścią Pokolenia Cudów... - Słowa te sprawiły że Czerwonowłosy ucichł i nieco spokorniał, lecz po momencie głębokiej zadumy podniósł się i spanikowany wybiegł na zewnątrz. Upadł na kolana, a głowę zwrócił ku niebu. Oziębione krople deszczu scaliły się z szczerymi łzami spływającymi po policzkach Seijuro, a jego wnętrze zalała nawałnica wspomnień. ~Kim ja jestem? Co robiłem przez całe życie...?~ Zapytał w myślach samego siebie, a twarz schował w dłoniach. ~Mam tego dość! Ja nie chcę tak dłużej...!~ Desperacko uderzył pięścią w ziemie. ~Ja chcę być tylko Seijuro... zwykłym, niczym nie wyróżniającym się Seijuro...~ Wtem potężna ulewa ustała, a słońce poczęło toczyć boje z tłokiem szarych, burzowych chmur. ~Nie jestem bogiem ani imperatorem, jestem tylko człowiekiem! Jestem... Akashi Seijuro!~ Finalnie na niebie znów zagościła przejrzysta jasność, a pojedynczy płomyk gwiazdy oświetlającej świat, pokrył swym światłem uśmiechające się oblicze Seijuro. I znów zwyciężył. Jednak tym razem, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, triumfował z radością w sercu.
"Zwycięstwo jest wszystkim. Zwycięscy piszą historię. Przegrani są z niej wymazywani."
Etykiety:
Akashi Seijuro,
Kuroko no basket,
Midorima Shintaro
Lokalizacja:
Kraków, Polska
poniedziałek, 8 lutego 2016
☞ Tak mi dziś głowa podpowiada, ażeby z Panem Kise przeprowadzić krótkiego wywiada!!!!!!!!!! :D ☜
Kto ty jesteś?
-Kise Ryouta.
Twe przezwisko?
-Jestem ciota.
A dlaczego?
-Często płaczę.
Jaki powód?
-Nie wytłumaczę.
A co robisz?
-Zbijam kasę.
Niby za co?
-Za zdjęć masę.
Jesteś modelem?
-Tak, fotograficznym.
W jakiej branży?
-W przemyśle pornograficznym.
Ile zarabiasz?
-Dwa miliony.
A dla kogo?
-Dla mej żony.
Kto Twa żona?
-Aominecchi drogi mój.
Co Ci się w nim podoba?
-Jego chuj.
Kochasz go?
-Z całego serducha.
A dlaczego?
-Bo dobrze rucha.
Koszykówka?
-Dalej grywam.
A wygrywasz?
-Nie wygrywam.
Jesteś słaby?
-Niekoniecznie.
Więc czemu?
-Bo Aomine wygrywa wiecznie!
Czy go pokonasz?
-Pokonam i ukatrupię.
Jak to zrobisz?
-Zagoszczę w jego dupie!
To pomoże?
-Jestem pewien.
Co on zrobi?
-Tego nie wiem.
A włosy czym farbujesz?
-Jajecznicą z pięciu jaj.
A makijaż?
-Weźże mi już spokój daj!
Nie mogę jeszcze skończyć, proszę daj mi dokończyć. Jesteś sławny i bogaty...
-Weź mnie już tak nie wychwalaj!
Więc kończymy. Jakieś dla fanów słowo?
-Wypierdalaj!!!!! :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


