*Pani Mama Aomine- ciężko tyrająca urzędniczka, samotnie wychowująca swojego syna, prawie będącego jej całkowitym przeciwieństwem. *
-Witaj synku, już grzeje ci obiad. -Kobieta oderwała się od pracy i wzięła za przygotowywanie posiłku.
-Jak ci minął dzień? Dość późno wróciłeś.
-Zajebiście. -Wymamrotał chłopak, siadając przy stole.
-Eh... i co tam słychać u Momoi?
-U Satsuki? Nie obchodzi mnie to, a co?
-Byłam przekonana, że to z nią spędzasz całe dnie. -Odpowiedziała zaskoczona i podała jedzenie Daiki'emu.
-Serio? A niby skąd to przekonanie?
-Coż, przychodzi do ciebie o każdej porze dnia i nocy, cały czas dzwoni, a dzisiaj widziałam jak szliście za ręce. Nie ma się czego wstydzić, Daiki. To normalne. W końcu znacie się od małego i...
-Nie, nie jesteśmy razem i w ogóle nie mam zamiaru ci się tłumaczyć. -Przerwał Aomine.
~Serio się na to nabrała? nie wierzę...~
-To szkoda... A tak się cieszyłam, bo bardzo ją lubię i poza tym to porządna dziewczyna. Nie to co Mitsuki...
-Nie wspominaj mi o niej.
Wtem niespodziewanie ktoś zadzwonił do drzwi.
-Kto znowu o takiej godzinie? -Kobieta poszła otworzyć.
-O, Momoi-san! Wejdź proszę. -Zaprosiła dziewczynę do środka.
-I po co ją wpuściłaś, mamo?
-Przestań, Daiki! Jak ty się zachowujesz? Przepraszam za niego, ale chyba sama wiesz jaki jest... - Kobieta zwróciła się do Różowowłosej, kładąc jej dłoń na ramieniu.
-Nie musi się pani martwić, znam go lepiej niż on sam. -Zapewniła Momoi, uśmiechając się ironicznie.
-Mhm, no na pewno. -Odburknął poirytowany Opaleniec.
*
Aomine zamknął drzwi od swojego królestwa i usiadł obok Satsuki.
-O co znowu ci chodzi, do cholery? Mam cię dość.
-Musimy poważnie porozmawiać, Dai-chan.
-Streszczaj się, nie będę marnował czasu na jakieś debilne pierdoły.
-No dobrze, powiem najkrócej jak się da: Wylatujecie oboje! Już na milion procent postanowione że nie zagracie w meczu.
-Haa, serio? To zajebiście, będę mieć w chuj wolnego czasu.
-Dai-chan, jesteś debilem! -Wydarła się dziewczyna, ściskając pięść z zamiarem przywalenia w łeb chłopaka. Ten automatycznie złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Odwal się ode mnie, ogarniasz? Czy może mam ci to wytłumaczyć w inny sposób?
-Dai-chan... -Popatrzyła na niego z troską w oczach i położyła rękę na jego policzku. -Zależy mi na tobie, ale... -Zbliżyła się do ust Daikiego po czym pocałowała go czule. -...czasem jesteś naprawdę nie do zniesienia...
-I kto to mówi... -Ciemnowłosy odepchnął ją od siebie i łapiąc za przedramienia położył dziewczynę na łóżku.
-Satsuki, co ty chcesz przez to osiągnąć? - Zapytał Daiki kładąc się na niej następnie wkładając jej dłonie pod bluzkę.
-Aomine co ty...
-To ja zadałem pytanie.
-To żebyś w końcu zszedł na ziemię! Ja rozumiem że chciałbyś spędzać każdą wolną chwilę z Ki-chan'em ale bez was, w szczególności bez ciebie... nasza drużyna bardzo ucierpi...
-Pierdolisz, Satsu. I tak zrobię, co będę chciał. -Orzekł, bezczelnie wkładając Satsuki język do ust a rękami dotykając jej piersi.
-Teraz to już ostro przegiąłeś, idioto! -Popchnęła mocno Aomine, szybko się podnosząc.
-Żebyś wiedział, nie obchodzi mnie już twój los. Nawet palcem nie kiwnę, by ci pomóc. -Momoi Wyszła z pomieszczenia, trzaskając drzwiami.
-Nikt cię o to nie prosił, Satsuki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz