Daiki obudził się, przeciągnął i przetarł oczy. Od razu zauważył że nie ma obok niego Różowowłosej. Jedyne co usłyszał to ciche szlochanie.
-Satsuki? -Rzucił niepewnie, jednak po chwili spostrzegł czubek jej głowy, oparty o łóżko.
Siedziała tak gdzieś od dwóch godzin, na podłodze, otulona bluzą Aomine.
-Eh... znowu? Myślałem, że ci już przeszło. -Westchnął Daiki i wstał z łóżka.
-Chodź, Satsu. - Ciemnowłosy podał rękę Dziewczynie i pomógł jej wstać. Momoi pozbierała się z ziemi i udała się za Aomine. Zaprowadził ją do kuchni, gdzie usiedli przy stoliku.
-To jak? Powiesz mi w końcu o co chodzi?
Aomine był raczej typem osoby która nie lubiła patyczkować się z innymi ludźmi. Jednak wśród tych innych ludzi znalazło się parę wyjątków do których miał większą cierpliwość. Jedną z tych osób była Momoi.
Widząc że Różowowłosa nie kwapi się zbytnio do odpowiedzi, zmusił ją by spojrzała na niego po czym przejechał dłonią po jej policzku, ocierając spływającą łzę. Ona popatrzyła na niego niepewnie, uciekając gdzieś wzrokiem i ledwo powstrzymując łzy.
-No nie dąsaj już... - Rzekł troskliwym głosem Ciemnoskóry i przysunąwszy się bliżej do Satsuki, pogładził delikatnie jej włosy i pocałował w policzek. Do kuchni zmierzała również rodzicielka Aomine i po niedługiej chwili wkroczyła do pomieszczenia z uśmiechem od ucha do ucha na to co wówczas zobaczyła.
-Witaj Momoi-san! -Kobieta przywitała się radośnie, nie wiedząc jeszcze co się dzieje.
-Mamo, daj spokój. Satsuki nie jest w zbyt dobrym humorze.
-Co się stało?
-Też chciałbym to wiedzieć... płacze mi i płacze od wczoraj, a ja nie wiem co jest grane. - Oświadczył Daiki, po czym objął dziewczynę ramieniem.
-Doskonale to rozumiem - każda kobieta ma prawo czasem popłakać sobie bez powodu - Matka Ciemnowłosego uśmiechnęła się i poklepała Momoi po plecach. - A wy , faceci jesteście od tego by nas pocieszać w takich chwilach - Dodała spoglądając wymownie na syna.
-Ech przecież robię wszystko co mogę i nic nie pomaga.
-To widocznie za mało więc chyba muszę ci pomóc.
-Pff, ja najlepiej wiem jak zrobić kobiecie dobrze... -Syknął Opaleniec patrząc się na matkę zdecydowanym wzrokiem. Na twarzy Momoi która słuchała ich rozmowy pojawił sie lekki uśmiech.
-Widzisz mamo? Satsu doskonale o tym wie.
-Przestań Dai-chan!- Odezwała się Różowowłosa.
-Heh jakoś wczoraj ci się podobało...
-Dai-chan! -Warknęła zażenowana Momoi. - Nie mów o takich rzeczach przy swojej matce -Dodała, szepcząc mu do ucha.
-Przecież nic nie powiedziałem.
-Haha, doskonale wiem o co chodzi. -Zaśmiała się kobieta. -No ale starczy już tych rozmów. Momoi chodź ze mną, przygotuje ci gorącą kąpiel , a ty Daiki w międzyczasie zrobisz dla was dobre ale to dobre śniadanie. -Wskazała głową na kakao i toster po czym wraz z Satsuki wyszła z pomieszczenia zostawiając Opaleńca sam na są ze składnikami na owe śniadanie.
***
Momoi wspięła się na palcach i oplotła dłońmi szyję Aomine. Uniosła lekko głowę i spojrzała mu w oczy lecz nie było to spojrzenie głębokie a raczej spłoszone jakby uciekające.
-Dai-chan... - Zaczęła niepewnie. -Dziękuję za wczoraj, za dzisiaj i w ogóle... -Spuściła wzrok na dół. -Nie powinieneś tego robić, czuję się trochę jak szmata...
-Przestań pieprzyć, po prostu nie mogłem patrzeć jak tylko ryczysz i ryczysz... -Oświadczył Ciemnowłosy kładąc jej ręce na biodrach. -Tylko nie rób więcej takich akcji, ok?
-No postaram się - Uśmiechnęła się powstrzymując łzy po czym mocno wpoiła w jego usta. Całowała go tak jak gdyby to był ostatni pocałunek w jej życiu, tak, jakby miała go stracić i już nigdy nie odzyskać. Wylewała z siebie wszystkie emocje, smutki i uczucia. Po chwili Daiki odsunął ją od siebie, coby zaczerpnąć trochę powietrza. Popatrzył na dziewczynę zmieszanym wzrokiem a na jego twarzy malowało się zaskoczenie.
-Satsuki...? -Zapytał, wzdychając.
Skąd to całe zaskoczenie? Otóż podczas tego właśnie szalonego pocałunku Aomine uświadomił sobie jedną rzecz do której wcześniej nie przywiązywał większej uwagi. Z tak wielkim uczuciem całował i całuję go jedynie Kise i nikt poza nim.
-C...coś nie tak Dai-chan...?
-Nie, wszystko w porządku.
-Emm... no to dobrze.
Kiedy Różowowłosa chciała znowu się do niego przytulić, zatrzymał ją, unosząc brwi do góry.
-Ej no dobra, kakao nam stygnie. -Rzucił, zakańczając temat.
~I ty dalej próbujesz wmówić mi, że nie jesteście razem? Daiki, czemu to tak ukrywasz? Ty taki nie jesteś. Przecież doskonale cię znam, synku. ~ Pomyślała matka Ciemnoskórego, przyglądająca się całemu zajściu zza ściany, po czym wyszła dumnie uśmiechnięta do pracy.
-Satsu, idę zapalić. -Stwierdził po chwili Daiki, upijając łyk gorącego napoju. Zgarnął swój telefon ze stołu po czym udał się na balkon, który umiejscowiony był w pokoju dziennym.
-Halo, Aominecchi?
-Siema kochanie, masz czas dzisiaj wieczorem?
-Dla Ciebie zawsze...
-Musimy pogadać.
-Coś się stało?!
-Taa, Satsuki ma jakieś fanaberie...
-Momocchi? Faktycznie ostatnio coś z nią nie tak...
-Dobra muszę kończyć, to nara.
-Do zobaczenia wieczorem. Kocham Cię Aominecchi!
-Ja Ciebie też.
Parę godzin później
-Dzięki Dai-chan, do domu już wrócę sama.-Momoi zwróciła się do Aomine, wychodząc z jego mieszkania.
-Hah, spoko, daleko nie masz.-Odpowiedział opierając się o framugę drzwi. Ta tylko uśmiechnęła się lekko i skinęła głową przytakująco.
-No to na razie, jeszcze raz dziękuje za wszystko!
-Satsuki, czekaj...-Chłopak zatrzymał Różowowłosą łapiąc ją za przedramię.-Nie będę już od ciebie wyciągał co się stało, ale powiedz mi chociaż czy... jesteś bezpieczna?
-Dai-chan...-Popatrzyła na niego z zaskoczeniem. -Przy Tobie zawsze jestem bezpieczna...-Odrzekła ze łzami w oczach i przytuliła się do Ciemnowłosego.
-Cześć Momocchi, Aominechhi!-W tej samej chwili niespodziewanie pojawił się Kise. Gdy tylko Satsuki go zauważyła, momentalnie oderwała się od Daikiego.
-Prze-przepraszam Ki-chan...
-Niby za co ?
-Nie powinnam się tak kleić do Aomine, przecież on jest twój...-Sapnęła, spuszczając głowę w dół, a pozostała dwójka popatrzyła po sobie.
-Przestań Momochhi!-Ryouta uśmiechnął się promiennie.-Przecież Aominechhi jest dla ciebie prawie jak brat, prawda? A ja dobrze wiem że każda siostrzyczka potrzebuje braterskiego uścisku.
-Prawda, Ki-chan... to ja już pójdę.
-Ok to idź, ale co to za smutna mina?
-Wszystko jest w porządku.-Wtrącił się Aomine, nie chcąc tracić czasu na zbędne tłumaczenia.
-Serio? Ale jak by coś było nie tak, to wiesz do kogo przyjść, prawda Momochhi?
-Um... no to cześć chłopaki. -Mruknęła cicho i pomału odeszła w swoją stronę.
~Wiem, że pewnie nie zdajesz sobie sprawy... z tego jak bardzo Cię kocham, Dai-chan. ~


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz