Miłość. Jak zdefiniujesz to słowo? Głębokie uczucie, stan psychiczny, fizyczny i umysłowy, coś pozytywnego, pięknego? Czy może jest to narkotyk, uzależnienie, substancja powstająca w sercu, która szybko wypełnia całe twoje wnętrze, docierając do mózgu i powodując jego poważny, często nieodwracalny wstrząs? W przypadku Kise zdecydowanie można stwierdzić że cierpi na jeszcze inny, chory rodzaj miłości. Mijał tydzień za tygodniem. Uczucie Ryouty do Aomine cały czas rosło. Robił dla niego wszystko, oddawał się mu kiedy ten miał tylko na to ochotę. Pozwalał robić ze sobą każdą rzecz, spełniać na sobie każdą, najskrytszą fantazję Daikiego . Wraz z miłością rosła też zazdrość. A zazdrość doprowadzała Aomine do stanu w którym starał się o Kise na najwyższych obrotach. Oboje kochali się do szaleństwa, a nawet niekiedy przekraczali jego granice. Był tydzień w którym rodziciele Blondyna wyjechali w ważnej sprawie, zostawiając go samemu sobie. Wtedy rzecz jasna, Daiki wprowadził się do jego domu. Całe siedem dni spędzili ze sobą, wychodząc jedynie do sklepu, co by kupić jedzenie, alkohol i papierosy. Nie było mowy o szkole, nauce i treningach, dlatego też niesamowicie ciężko było im wrócić do rzeczywistości, a Aomine dojść do składu i ładu z matką. Im więcej czasu ze sobą spędzali, tym większe mieli problemy. Lecz nie tylko oni borykali się z trudnościami. Daiki Aomine to cholerny łamacz serc, zarówno damskich jak i męskich.
Pewnego pięknego dnia, kiedy promienie słońca przebijały się przez kłęby śnieżnobiałych chmur, niebo było błękitne niczym oczy Tetsuyi Kuroko. Dzień ten był naprawdę przepiękny. Lecz nie każdy był w stanie dostrzec ten wspaniały błękit. Była bowiem jedna osoba ślepo zapatrzona w granat. Nie podnosiła głowy w górę, blask słońca ją oślepiał, to jednak za dużo jak na tak słaby wzrok. Tylko w cieniu mogła szukać ukojenia. Jednakże nie dostrzegała cienia. Cały czas szła po ścieżce z przeraźliwie jasnego światła, nigdy nie oglądając się za siebie. Wystarczyło tylko się obrócić. Cień był tuż za nią.
***
~Błagam cię, Daiki pomóż mi, dłużej tak nie mogę... Wyszłam z domu pierwszy raz od tygodnia więc mam nadzieję że nie fatygowałam się na marne...~
W pewnej chwili po mieszkaniu rozległ się dźwięk cichego pukania.
Aomine niechętnie wstał z kanapy i leniwie poszedł otworzyć drzwi.
-Dai-chan...
-Satsuki...?
Widok dziewczyny bardzo go zaniepokoił. Głowę miała zwieszoną w dół i cicho szlochała. Kiedy na niego spojrzała, zauważył że oczy ma straszliwie czerwone i opuchnięte, co wskazywało na to że płakała od dłuższego czasu.
-Co się stało? -Zapytał zapraszając ją do środka.
Nie odpowiedziała. Daiki zaprowadził ją do swojego pokoju i zamknął drzwi na zamek. Momoi usiadła na łóżku i otarła ręką łzy.
-Satsu... powiesz mi o co chodzi?
-Ja...ja po prostu potrzebuje się wypłakać, to wszystko, Dai-chan...
-Tak bez powodu? Nie ogarniam...
-Dokładnie tak... -Wydukała szlochając a następnie położyła się i przytuliła do poduszki. Płakała, tak bardzo płakała. Zaciskała palce na pościeli. Ciężko oddychała.
-Powiedz mi do cholery, bo nie mogę na to patrzeć...
-D-dai-chan... n-naprawdę nic się nie stało... t-tak jakoś mi się to wszystko uzbierało i...
-Nie wierzę. To mogłaś zostać w domu i nie zawracać mi dupy, skoro nic się nie stało... czemu akurat do mnie przyszłaś, co?
-B-bo twoja obecność to najlepsze pocieszenie... wybacz mi...
-Satsu... -Daiki'emu serce się krajało na taki widok, tym bardziej że nie był w stanie nic zrobić. Podszedł do łóżka i położył się obok Momoi. Przykrył ich kołdrą po czym czule ją przytulił. Minęła chwila , może dwie a oni nawet nie zorientowali się kiedy popadli w wir namiętnych pocałunków.
~Dai-chan... jeszcze bardziej pogarszasz sytuację...~
-Aomine, przestań... przecież jesteś z Ki-chan'em...
-Eh... przynajmniej przestałaś płakać. -Rzekł i wrócił do uprzedniej czynności. W pewnym momencie wsunął dłoń pod bluzkę dziewczyny i zaczął delikatnie masować jej piersi. Tym razem nie opierała się. Po chwili Aomine oderwał się od jej ust i ściągnął z niej górną część garderoby. Zniżał się wzdłuż ciała
Satsuki, zatrzymując na piersiach, liżąc i subtelnie podgryzając jej sutki. W końcu dotarł na sam dół i usadowił głowę między jej nogami.
-Dai-chan... n-nie... - Odezwała się Różowowłosa, przeczuwając co właśnie miał zamiar zrobić Daiki.
On zignorował jej prośbę i powoli ściągnął z niej bieliznę.
-Proszę... nie róbmy tego... -Wyszeptała proszącym głosem.
-Spokojnie, Satsuki. Jeśli nie chcesz, to nie będę nalegał. -Zapewnił Ciemnowłosy i zaczął pieścić dłonią jej kobiecość. Następnie włożył w nią jeden palec i lekko nim poruszył. Nie widząc sprzeciwu dziewczyny, a jedynie to że z sekundy na sekundę jej podniecenie rośnie, włożył drugi. Głową zjechał jeszcze bardziej w dół i zaczął pieścić ją językiem.
-A...o...mine... -Westchnęła Momoi wplatając Ciemnoskóremu palce we włosy. Starała się nie skupiać na niczym innym jak tylko na jego pieszczotach.
***
-I jak Satsu, już lepiej...? -Zapytał Aomine całując ją po policzku.
-Tak, Dai-chan... dziękuję... wcale nie musiałeś tego robić...
-Daj spokój. -Odrzekł i odwrócił się na drugi bok. Momoi objęła go od tyłu kładąc mu dłonie na brzuchu.
-Powinnam się odwdzięczyć... -Nie zastanawiając się długo, jej ręce powędrowały do spodni Ciemnowłosego.
~Dai-chan, pamiętasz? Pamiętasz dzień, w którym się poznaliśmy? Haha, mieliśmy zaledwie 5 lat. Pamiętam, jak znalazłam Cię na boisku, siedziałeś całkiem sam i bawiłeś się piłką do kosza. Wtedy podeszłam, żeby było Ci raźniej. Od tej pory nie było dnia którego nie spędzilibyśmy razem. Pamiętasz, jak byliśmy jeszcze dziećmi i położyłeś mi wstrętną ropuchę na głowie? Wtedy na moment Cię znienawidziłam. Ale Ty przyszedłeś i przepraszałeś tak, jakby zależało od tego twoje życie, hahaha. Pamiętasz jak chodziliśmy do podstawówki? Heh... to chyba było jakoś w ostatniej klasie, dzień przed zakończeniem roku. Wtedy po raz pierwszy się pocałowaliśmy, tak z czułością. I uświadomiłeś mi że zależało Ci na mnie, błagając, żebym poszła z Tobą do Teiko. Nie potrzeba było dużo czasu, bym oszalała na Twoim punkcie. Potem poznałeś Ki-chan'a. I powoli zaczęłam tracić nadzieję. Mimo wszystko jestem szczęśliwa, dlatego że Ty jesteś szczęśliwy. I staram się robić wszystko, by tak było. Wiem, że pewnie nie zdajesz sobie sprawy... ~

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz