Finalnie dwójka naszych zakochanych delikwentów zaszczyciła Teiko swoją obecnością, pojawiając się na trzeciej godzinie lekcyjnej. Jednak mieli oni wielki problem by usiedzieć spokojnie na lekcji, nie wspominając już o Biednym Kise, któremu w ogóle ciężko było usiedzieć na obolałym tyłku, po porannych ekscesach z Aominecchim. Wytrzymali bez siebie ledwo dwie godziny. Postanowili więc że przedłużą sobie długą przerwę, zaszywając się w kącie. Blondyn siedział na parapecie w objęciach Daikiego i razem z nim prowadził aktywną wymianę śliny. Jak jeszcze jakiś czas temu Ryouta bał się iść koło Opaleńca poza terenem szkoły, tak teraz nie liczyło się nic innego oprócz Aomine. Nie ważne było gdzie, przy kim i w jakim czasie. Najważniejszy był on.
-Znowu mam na ciebie ochotę, Kise
-Ja na ciebie też Aominecchi -Kise musnął delikatnie usta chłopaka- Ale proszę , tym razem pozwól mi sprawdzić jak smakujesz...
-Możesz to sprawdzić teraz...
-Nie, nie teraz, po lekcjach... pójdziemy do mnie, mam wolną chatę.. -Oznajmił Ryouta i już miał zamiar ponownie zatopić się w ustach Aomine lecz usłyszał że ktoś idzie korytarzem w ich stronę.
-Dai-chan? -Zapytała cicho Satsuki, która jak się okazało, od dłuższego przysłuchiwała się ich rozmowie.
-Momochii? Co ty tu robisz, przecież jest lekcja
-Wysłali mnie po dziennik... -Dziewczyna zwiesiła głowę w dół i przybrała rozpaczliwy wyraz twarzy, na co tamci nie zwrócili większej uwagi gdyż byli zajęci sobą.
-Kise ... urwijmy się. zostały tylko trzy godziny...
-Nigdzie nie idę, a mam zamiar skończyć szkołę, nie wiem jak ty, kochanie.
-No dobra jakoś wytrzymam...
-Nie tylko ty masz problem, Aominecchi... Wracajmy na lekcję. -Rzekł Blondyn po czym zszedł z parapetu. Rozstał się z Ciemnoskórym i ruszył w stronę swojej klasy. Jednak uszedł ledwo parę kroków gdy po drodze spotkał skuloną Momoi schowaną w kącie.
-Momochhi? -Zapytał niepewnie widząc że dziewczyna ukrywa twarz w dłoniach.
-Ki-chan, proszę, idź stąd... -Powiedziała ledwo dosłyszalnie.
-Co się stało? - Kise przykucnął obok niej.
-Nic się nie stało, błagam cię, wracaj na lekcje!
-Spokojnie Momochhi... Czemu płaczesz? Pomogę ci, przecież widzę że ostro coś jest nie tak...
-To naprawdę nic takiego... Pokłóciłam się z przyjaciółką i tyle. - Oczywiście nie była to prawda.
-Na pewno o to chodzi?
-T-tak Ki-chan, nie musisz się martwić... - Zapewniła i uśmiechnęła się przez łzy.
-Jeśli tak, no to nie będę się martwił. - Brązowooki odwzajemnił uśmiech, podniósł się i podał dłoń Satsuki by pomóc jej wstać.
-Dzięki... W sumie to mam do ciebie prośbę...
-Tak, Momochhi?
-Mógłbyś przekazać Tetsu-kun'owi że chciałabym się z nim spotkać po lekcjach?
-Oczywiście, nie ma problemu! Ale... to nie ma związku z nim, prawda?
-Nie, no coś ty.
-Będzie dobrze.-Kise poklepał Satsuki po głowie. -A jak coś by się działo, to wiesz gdzie szukać pomocy. -Wskazał kciukiem na siebie.
-Jesteś kochany Ki-chan. Aomine-kun zasługuje na taką osobę jak ty... - Kiedy dziewczyna tylko wspomniała o Daikim, łzy same napłynęły jej do oczu. Lecz momentalnie je wytarła byleby tylko Ryouta nic nie zauważył.
-Dziękuje, tylko że przy mnie to on się raczej stacza i to strasznie... Ale pamiętaj Momochhi, to ty jesteś jego aniołem stróżem. -Chłopak uśmiechnął się promiennie.
-N-no w sumie...
-Idź na lekcję i już niczym się nie przejmuj.
-Jeszcze raz dzięki, Ki-chan.
Parę godzin później, pokój Ryouty
-Aominecchi połóż się wygodnie. -Powiedział Blondyn szybko ściągając z siebie ubrania. Ten nic na to nie odpowiedział i posłusznie wykonał polecenie swojego chłopaka. Kise podszedł do łóżka po czym ułożył się między nogami półnagiego Aomine. Porywczo rozpiął mu spodnie i zdecydowanym ruchem ściągnął je z niego, wraz z innymi zbędnymi częściami garderoby. Subtelnie pogładził palcem jego przyrodzenie, oblizując się na jego widok.
-Smacznego. -Rzekł do siebie Brązowooki i szybko przeszedł do rzeczy. Daiki uśmiechnął się pod nosem, zamknął oczy i położył ręce zza głowę. Ryouta ujął jego męskość w dłoń i począł delikatnie muskać jej czubek językiem. Zataczał koła, ósemki i inne wywijasy coraz to głębiej wkładając go sobie do ust. Oprócz tego, że sprawiał Ciemnoskóremu wielką przyjemność językiem to jeszcze pieścił go dłonią dając mu przyjemność nie z tej ziemi. Jęki Aomine z sekundy na sekundę stawały się coraz głośniejsze, a jego ręce mocno wbijały się w kołdrę. Blondyn rozkoszował się nim tak jak gdyby jadł najsmaczniejsze i najekskluzywniejsze danie na świecie.
-K-kise j-ja zaraz... -Wyjęczał cicho Daiki. Ten jednak puścił to mimo uszu i dalej kontynuował swoje działania, jeszcze bardziej przyśpieszając tempo. Za niedługą chwilę, Aomine doszedł spuszczając się obficie Kise do ust. Ku zaskoczeniu Ciemnowłosego, Ryouta delektował się jego spermą, aż w końcu połknął wszystko.
-Ah... Przepyszne... nigdy nie miałem w ustach niczego lepszego. -Przyznał Blondyn po czym lekko wspiął się na rękach i pochylając się nad Aomine, przejechał językiem po linii jego torsu, zostawiając po sobie wilgotny ślad.
-Ja pierdole... K-kise to było niesamowicie zajebiste... jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze...
-Kocham cię Daikichhi, zrobię dla ciebie wszystko... -Wymruczał mu do ucha.
-Wszystko? To w takim razie, zrób sobie dobrze... na moich oczach. Kise był trochę zaskoczony prośbą jego chłopaka oraz nie ukrywał też lekkiego zażenowania jednak w tym momencie to się nie liczy, przecież obiecał że spełni każdą jego zachciankę.
-To co? -Zapytał Daiki i usiadł obok łóżka. -Zrobisz to dla mnie?
-Dla ciebie wszystko, Aominecchi...
-I jeszcze jedno... rób to tak jakby mnie tu nie było.
Blondyn ułożył się wygodnie i zaczął pieścić swoje ciało. Przymknął powieki i z każdym ruchem swojej dłoni cicho pojękiwał. Ciemnoskóry dokładnie obserwował każdą jego reakcję, unoszącą się i opadającą klatkę piersiową, przygryzanie i zaciskanie warg, wsłuchiwał się w jego delikatne jęki. Z trudem powstrzymywał chęć rzucenia się na Ryoute oraz chęć wyręczenia jego ręki swoim językiem. Jednak po niedługiej chwili chłopak doszedł i w tym samym momencie przez Daikiego przeszła fala gorąca. Kise opadł zmęczony a Aomine położył się na nim i wpoił się chytrze w jego usta.
-Kise, dziękuję... Ja chyba jestem w niebie...
-Nie ma za co Aominecchi... Jeżeli tak wygląda niebo, to ja chcę już umrzeć...
-Nawet o tym nie myśl... Kocham Cię.
***
-Tetsu-kun , myślisz że Aomine jest szczęśliwy?
-Jestem pewien że tak, raczej nie jest typem osoby która próbowała by się uszczęśliwić na siłę...
-A jeśli swoim szczęściem unieszczęśliwia inne osoby...?
-Momoi-san, nie wiem co masz na myśli tak mówiąc ale... to już nie jego problem.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz