-Odsuń się idiotko, bo przejdę po tobie. -Ciemnowłosy lekko odepchnął mnie ręką.
-Hahaha ktoś tu się chyba wku-rwiłłł! -Nie mogłam przestać z niego drwić.
-Jesteś pojebana jak kilo zardzewiałych gwoździ, mała. Chyba już zapomniałaś, kto uczył cię grać w kosza.
-Phi! Jaasssnee, nauka to nie wszystko, trzeba mieć wrodzony talent którego mi nie brakuje, więc schowaj się w rękawie, asie!
Było późne popołudnie. Właśnie wracałam z Aomine do mojego domu, co by się odprężyć po intensywnym wysiłku na boisku do ulicznej koszykówki. Chwila moment, zaraz zaraz. Co ja właściwie robiłam sam na sam z Daikim Aomine, łamaczem damskich serc, ludzkich nerwów i niekiedy obręczy do kosza? Otóż, sama tego do końca nie wiedziałam. Czemuż to akurat ze mną spędzał wolny czas, skoro tyle lasek nieustannie się za nim uganiało? Być może dlatego iż swoim spojrzeniem WYRAŹNIE pokazywałam tym wszystkim cizią że ON JEST TYLKO MÓJ, SPIERDALAJCIE. Więc uciekały tam gdzie pieprz rośnie, gdziekolwiek to jest. Może to nie do końca tak było. Ten spalony w solarium idiota był tylko mój, z taką różnicą że on o tym nie wiedział. Ilekroć próbowałam mu dać to do zrozumienia, tylekroć szlag mnie trafiał i chuj strzelał że zapomniałam, jak się mówi. Przy nim nawet moja odwaga i pewność siebie szły się jebać, czego im trochę zazdrościłam. Dla niego byłam najlepszym kumplem, przynajmniej wydawało mi się że tak o mnie myśli. I przez tego idiotę spędziłam długie trzy lata na uganianiu się za nim, a kiedy mnie już zauważył, spędziłam drugie trzy, na staraniu się o jego względy. I tak właśnie zostaliśmy kumplami. A moje rówieśniczki przez te długie sześć lat zdążyły już przeżyć pełno miłosnych wzlotów i upadków, o których ja nie miałam granatowego pojęcia. Ta moja chora, opalono-granatowa obsesja zaczęła się w pierwszej gimnazjum , kiedy to całkiem przypadkowo znalazłam się na treningu pokolenia cudów. Teraz oboje skończyliśmy liceum, a ja coraz bardziej zakochuje się w tym debilu.
Wzruszająca historia, a teraz pora na powrót do właściwych wydarzeń. Droga od boiska do mojego mieszkania nie należy do najdłuższych, więc w okamgnieniu znaleźliśmy się w moim pokoju. Mimo tego iż był wieczór, na zewnątrz temperatura za nic w świecie nie chciała spaść, czego miałam już serdecznie dość. Na całe szczęście, zawartość mojej lodówki zawsze była odpowiednio przygotowana na takowe okazje. Daiki usiadł na krześle i podparł się łokciem o biurko. Po chwili weszłam do pomieszczenia z dwoma butelkami zimnego piwa.
-Trzymaj! -Podałam mu jedno po czym sama usiadłam tuż obok na sofie. -Wypij je szybko to może ci szybciej kurwica przejdzie. -I znowu zaczęłam się z nim drażnić.
-Taa, masz rację, im szybciej się schleję tym szybciej pierdolne pod stół i nie będę musiał wysłuchiwać ciebie.
-Jak zaliczysz zgona to wiedz, że lądujesz z hukiem w śmietniku który stoi za oknem.
-I tak nie dorzucisz, hahaha.
-Jeszcze się przekonamy. -Odpowiedziałam pewna siebie po czym pokazałam środkowy palec i upiłam spory łyk napoju alkoholowego.
-Pokaż. Co ty to pijesz za siki?-Aomine wyrwał mi butelkę z ręki i sam skosztował tych moich szczyn, które zresztą sam tak nazwał. -Malinowe? Słodkie w chuj, ale da się pić. -Przyznał po chwili. ~Seeeeerrrriiiioooo?!!! Trzymajcie mnie, to był właśnie niebezpośredni pocałunek!~ Krzyczałam w myślach jak debilka, lecz z zewnątrz starałam się trzymać klasę, choć nie było to takie proste.
-Hmm malinowe, co? Lubisz malinki? -Zapytał, przerywając mi moją wewnętrzną euforię.
-Zależy w jakim sensie, ale jeśli chodzi o owoce, to tak.
-No a w tym drugim sensie? -Schylił się do mnie i przeleciał wzrokiem.
-Czy ty mi coś sugerujesz? -Popatrzyłam na Daikiego podejrzliwie.
-Na razie tylko pytam.
-Szczerze? Takich malinek jeszcze nie miałam okazji spróbować. -Odrzekłam odwracając wzrok w drugą stronę.
-Serio? Uwierz mi, są kurewsko dobre. -Ni z tego ni z owego, Aomine mocno złapał mnie w pasie i posadził na sobie tyłem.
-Co ty wypra...- Nie zdążyłam nawet dokończyć zdania kiedy poczułam jego usta na moim karku. -...wiasz? - Nie odpowiedział, coraz mocniej wsysając mi się w skórę. Po stosunkowo nie długiej chwili na moim ciele pojawiła się piękna, słodziutka i dojrzała malinka. Faktycznie. Miał rację, są skurwysyńsko dobre, a już szczególnie w jego wydaniu.
-I jak, smakowało?
-Bardzo... ale poczekaj ja też mam coś dla ciebie. -Obróciłam się przodem do Ao, wzięłam duży łyk mojego piwa i jak gdyby nigdy nic, pocałowałam go. Lecz było za późno gdy zdałam sobie sprawę z tego co właśnie zrobiłam. Po chwili Ciemnowłosy zaczął wkładać mi język do ust i dokładnie penetrować nim całe moje podniebienie. Pomieszanie smaków naszych trunków nie należało do najlepszych, lecz mimo wszystko chciałam by ta chwila trwała wiecznie.
-W twoich ustach te malinowe szczyny smakują o wiele lepiej...
-No ba, ja wiem co dobre. -Rzuciłam, zaplatając się dłońmi wokół szyi Daikiego. Wypiłam kolejny łyk i ponownie wpoiłam się w jego usta. Po chwili całkowicie odlecieliśmy, popadając w słodko-gorzki wir namiętnych pocałunków. Z tego wszystkiego nawet nie wiem, kiedy moja ręka znalazła się w spodniach Aomine. ~COO JA DO CHOLERY JASNEJ WYPRAWIAM?!~ Uświadomiłam sobie, oderwałam się od chłopaka i popatrzyłam na niego z przerażeniem w oczach.
-No i co się tak gapisz, mała?- Spytał z uśmieszkiem na ustach, spoglądając najpierw na mnie a potem na moją rękę, która właśnie dobierała się do jego przyrodzenia.
-Bo masz ładną gębę. -Wypaliłam głupio, lecz mimo wszystko nie było to kłamstwem.
-Ładną to za mało powiedziane...-Odpowiedział po czym władował mi ręce pod koszulkę. Nim się obejrzałam, ściągnął ją ze mnie.
-Ja wiem że jest gorąco, ale wybacz kochanie, rozebrać to umiem się sama.
-Pomogłem ci a ty jeszcze narzekasz, co za baba...- Kiedy tylko miał już zamiar dotknąć moich piersi, odtrąciłam go gwałtownie i wstałam. Następnie zbytnio się nie zastanawiając, mocno zepchnęłam Aomine z krzesła w taki sposób, by przewrócił się na łóżko. Kiedy już leżał jak kłoda, uklęknęłam na podłodze i usadowiłam się między jego nogami.
-W sumie to zgłodniałam po tych malinkach.-Oświadczyłam rozpinając guzik od spodni.
-Hah nie dziwię się, przecież to była dopiero przystawka.-Rzucił Ciemnowłosy i ułożył się wygodnie.
Cóż poradzę na to, że tak strasznie pragnęłam go spróbować. Na samą myśl o tym, ciekła mi ślinka. Chyba nie jest dziwnym robić takie rzeczy osobie, którą się kocha.
Niemalże z prędkością światła zrzuciłam z niego zbędne, dolne części garderoby i zaraz moim oczom ukazała się nabrzmiała i dość pokaźnych rozmiarów męskość Daikiego. ~Raz się żyje.~ Pomyślałam, po czym nie mogąc się już dłużej powstrzymywać, wzięłam jego członka do ust. Na początku pieściłam go bardzo delikatnie i pomału, lecz z każdym jego jękiem robiłam to coraz szybciej i mocniej. Jednak zdecydowanie wolałabym robić to jak najwolniej, delektować się nim jak najdłużej. Słuchać, jak pomiędzy cichym pojękiwaniem szepcze moje imię, jakby znaczyło to prośbę o więcej. Pozostało mi jedynie czekać na danie główne.
-Sayu, ja zaraz... -Uprzedził mnie, chodź zupełnie nie potrzebnie, bo nawet ledwo to usłyszałam. Chciałam tego, chciałam, by doszedł w moich ustach. Na szczęście nie musiałam długo czekać.
-Uprzedzałem...-Oświadczył, kiedy byłam zajęta smakowaniem i połykaniem jego spermy.
-Hę? Już sobie pojadłam, dziękuję za posiłek było pyszne.-Zaśmiałam się, przepełniona dumą z tego co zrobiłam. Aomine uniósł lekko głowę i zmarszczył brwi po czym spojrzał na mnie i uśmiechnął się szyderczo.
-Wybacz, ale ja też zgłodniałem... -Powiedział, podniósł się i złapawszy mnie za przedramienia, przyciągnął do siebie całą siłą. Wylądowałam na nim tak, że praktycznie mój biust stykał się z jego twarzą. Chyba gorzej być nie mogło. Mój opalony idiota skorzystał z okazji, sięgając dłońmi na moje plecy, rozpiął mi stanik następnie porywczo go ze mnie zrzucił. Kiedy to zrobił, przewrócił mnie w taki sposób, że to on (niestety) znalazł się na górze. Złapał mnie za nadgarstki i zatopił głowę w moje piersi. Ssał, podgryzał brodawki, bawił się nimi, co jakiś czas całował po szyi i znowu wracał do pieszczenia sutków. Nie wiem gdzie mój umysł się wtedy znajdował, ale wiem, że na pewno był gdzieś daleko. Z każdą sekundą znajdował się coraz niżej i niżej, a moje podniecenie rosło coraz bardziej. W pewnym momencie począł ściągać ze mnie szorty, a potem bieliznę. Paczyłam tylko jak to robi, nie mogąc uwierzyć własnym oczom, że to dzieje się naprawdę. Złapał mnie za biodra i zaczął całować po brzuchu. W końcu znalazł się między moimi nogami. Zareagowałam szybko, by nie dopuścić do tego, co właśnie zamierzał zrobić.
-Daiki, ja... nie chcę dojść w ten sposób.-Oznajmiłam i usiadłam. Przysunęłam się bliżej Aomine i ściągnęłam z niego koszulkę. Byliśmy już zupełnie nadzy. Zawiesiłam na nim oczy i podziwiałam jego przepiękne umięśnione ciało, o kolorze czekolady, którą miałam ochotę pożreć w całości.
To chyba jakiś sen, albo jestem nieźle wstawiona, nie? Zaraz prześpię się z obiektem moich westchnień, w dodatku jednym z najprzystojniejszych playboyów w okolicy i asem pokolenia cudów. Serio, chyba mam coś z głową. Może za dużo ćpam narkotyku, który nazywa się Aomine Daiki.
Ległam z powrotem na plecy ciągnąc za sobą Ao. No błagam, zróbmy to w końcu. Tak bardzo chcę Cię w sobie poczuć. Szybko, mocno, głęboko. Zaczęliśmy się całować, a jego ręka powędrowała na dół, dotykając moje najwrażliwsze miejsca.
-Aomine, zrób to, proszę... -Sapnęłam niemalże błagalnym tonem, oplotłam go nogami w pasie i mocno wtuliłam się w niego. Daiki na moją prośbę począł we mnie wchodzić. Po chwili nasze ciała były jednością. Zamknęłam oczy, nie myślałam już o niczym innym. Całkowicie odpłynęłam w otchłań niewyobrażalnej przyjemności. Byłam tak szczęśliwa, że mogłabym umrzeć.
-Szybciej!-Jęknęłam, prosząc o więcej.
Wbijałam mu paznokcie w plecy, zostawiając po sobie krwawe ślady. Nagle znowu zapragnęłam poczuć smak skóry Aomine, więc przyssałam się do jego ramienia. Oddychaliśmy coraz szybciej. Serce biło mi tak mocno, iż myślałam że zaraz stanie , albo co gorsza wyleci. Byłam już na granicy wytrzymałości, myślałam że dłużej nie wytrzymam i spłonę z podniecenia. Kiedy poczułam że dochodzę, jeszcze mocniej zacisnęłam nogi i całą siłą wtuliłam się w Daikiego, by jeszcze bardziej go w sobie poczuć. W pewnej chwili poczułam, jak przez moje ciało przepływa fala gorąca. Niewiarygodne było to jak się zgraliśmy. Doszliśmy w tym samym czasie. Nie miałabym nic przeciwko żebyśmy zostali tak złączeni już na zawsze. Żebym czuła, że jesteś tylko i wyłącznie moją własnością.
Ciemnoskóry westchnął ciężko i położył się obok mnie.
-Byłaś boska, mała. -Wypowiedział te słowa w taki sposób, że przez moje ciało przeszły dreszcze.
-Nie, to Ty byłeś boski, Aomine.-Przyznałam, układając głowę na klatce piersiowej chłopaka. -To był najlepszy dzień w moim życiu...-Dodałam, gładząc ręką jego granatową czuprynę.
-Rzeczywiście, wielkie mi rzeczy. To był tylko zwykły seks, nic poza tym.
-Nie, dla mnie to nie był tylko zwykły seks.-Znowu zaprzeczyłam i podniosłam się do takiej pozycji, by móc spojrzeć mu w oczy.
-Bo wiesz, jakby to ująć... od dawna za Tobą kurewsko szaleje i tak Cię kocham, że ja pierdole, no!-Wyznałam, czekając z niecierpliwością na odpowiedź Aomine. Ten tylko popatrzył się na mnie z głupkowatą miną, po czym na jego ustach zagościł uśmiech.
-No co jest takie śmieszne, co?!
-Nic, po prostu chcę mi się śmiać. -Odrzekł i kiedy miałam zamiar go zripostować, zatkał mi usta gorącym pocałunkiem. Gdy oderwał się ode mnie, położył mi palec na ustach kreśląc nim ich linię , i patrząc mi przy tym prosto w oczy. Miałam wrażenie, że tym swoim wzrokiem pełnym wyraźnego pożądania, zaraz przewierci mnie na wylot. Ale odcień jego tęczówek był tak piękny, iż powodował u mnie epilepsję, lub hipnozę z której nie chciałam się obudzić.
-Haha, śmieje się z tego jaki byłem głupi, że tego wcześniej nie zauważyłem.
-Ty głupi się urodziłeś, głupi jesteś i będziesz jeszcze głupszy, debilu.
-Taa, jasne. Chyba dzięki Tobie. -Zaśmiał się na co ja prychnęłam, pozorując focha. -A tak wracając do tematu, to...-Położył mi dłoń na policzku i po raz kolejny spojrzał mi głęboko w oczy. -Tak szczerze, to jest też mój najlepszy dzień w życiu, bo kurwa, jesteś od dawna moim ideałem, Sayuri.-Wyznał, po czym pocałował mnie subtelnie.
-Dopiero teraz mi to mówisz?! Jesteś debilem, idiotą, nienawidzę Cię!
-To kochasz mnie czy nienawidzisz?
-Kocham! Ale i tak jesteś debilem!
Ps. Pozwolę sobię jeszcze dodać mego autorstwa bohomaza z podobizną mej wielebnej osoby w towarzystwie mojego przearcudownego obiekta westchnień. :3






