środa, 24 czerwca 2015

Dzikie seksy z Aomine :O

Witam wszystkich uroczyście i zaszczytnie, znowu niestety nagłe natchnienie sił wyższych przykazało mi abym wtargnęła na owego bloga i podzieliła się z Państwem pewnym krótkim utworem napisanym pod wpływem jakieś kurewskiej weny, na nie ten temat co trzeba. Jak już Państwo wiedzą lub nie, wielkim uczuciem darzę szanownego Pana Daikiego Aomine i w związku z tym pozazdrościłam Ryoucie tego iż się z nim skromnie lub mniej skromnie zabawia. Napadła moją czcigodną osobę jakaś skurwysyńska wena, którą byłam zmuszona wyrazić bo w przeciwnym wypadku chuj by mnie zastrzelił i tyle by po mnie było. Więc uprzejmie proszę o zrozumienie oraz wybaczenie iż odrywam się od wątku głównej historii, gdyż ostatnio me natchnienie idzie nie w tym kierunku co trzeba, ale to wszystko przez moją pracę, gdyż dużo poruszam się na kończynach dolnych zwanych potocznie nogami. Powoduje to taką niedogodność bowiem gdy wracam do mojego skromnego zacisza domowego, owe nogi wchodzą mi do dupy a nawet głębiej przez co docierają do ośrodka mózgowego odpowiedzialnego za tą właściwą wenę. ;D  Nie przedłużając, z całych moich kurewskich sił postaram się napisać kolejny rozdział właściwej historii jak najszybciej, lecz nie wiem kiedy to wydarzenie nastąpi. Dziękuje za uwagę i pozdrawiam, a teraz, jeśli oczywiście Państwo mają ochotę, zapraszam do poczytania moich fantazji dotyczących Pana Daikiego. :D


 -Hahaha fraajerr! Wygrałeś ze mną TYLKO JEDNYM PUNKTEM! -Wykrzyczałam triumfalnie, chodź zwycięstwo nie należało do mnie. -Pragnę ci przypomnieć że jestem dziewczyną i niebawem pokonam CIEBIE w 1-on-1! Ciota! -Dodałam po chwili po czym wskoczyłam przed Aomine i zatorowałam mu drogę, pokazując przy tym język i robiąc inne idiotyczne wyrazy twarzy. 
-Odsuń się idiotko, bo przejdę po tobie. -Ciemnowłosy lekko odepchnął mnie ręką. 
-Hahaha ktoś tu się chyba wku-rwiłłł! -Nie mogłam przestać z niego drwić. 
-Jesteś pojebana jak kilo zardzewiałych gwoździ, mała. Chyba już zapomniałaś, kto uczył cię grać w kosza. 
-Phi! Jaasssnee, nauka to nie wszystko, trzeba mieć wrodzony talent którego mi nie brakuje, więc schowaj się w rękawie, asie! 
Było późne popołudnie. Właśnie wracałam z Aomine do mojego domu, co by się odprężyć po intensywnym wysiłku na boisku do ulicznej koszykówki. Chwila moment, zaraz zaraz. Co ja właściwie robiłam sam na sam z Daikim Aomine, łamaczem damskich serc, ludzkich nerwów i niekiedy obręczy do kosza? Otóż, sama tego do końca nie wiedziałam. Czemuż to akurat ze mną spędzał wolny czas, skoro tyle lasek nieustannie się za nim uganiało? Być może dlatego iż swoim spojrzeniem WYRAŹNIE pokazywałam tym  wszystkim cizią  że ON JEST TYLKO MÓJ, SPIERDALAJCIE. Więc uciekały tam gdzie pieprz rośnie, gdziekolwiek to jest. Może to nie do końca tak było. Ten spalony w solarium idiota był tylko mój, z taką różnicą że on o tym nie wiedział. Ilekroć próbowałam mu dać to do zrozumienia, tylekroć szlag mnie trafiał i chuj strzelał że zapomniałam, jak się mówi. Przy nim nawet moja odwaga i pewność siebie szły się jebać, czego im trochę zazdrościłam. Dla niego byłam najlepszym kumplem, przynajmniej wydawało mi się że tak o mnie myśli. I przez tego idiotę spędziłam długie trzy lata na uganianiu się za nim, a kiedy mnie już zauważył, spędziłam drugie trzy, na staraniu się o jego względy. I tak właśnie zostaliśmy kumplami. A moje rówieśniczki przez te długie sześć lat zdążyły już przeżyć pełno miłosnych wzlotów i upadków, o których ja nie miałam granatowego pojęcia. Ta moja chora, opalono-granatowa obsesja zaczęła się w pierwszej gimnazjum , kiedy to całkiem przypadkowo znalazłam się na treningu pokolenia cudów. Teraz oboje skończyliśmy liceum, a ja coraz bardziej zakochuje się w tym debilu. 
Wzruszająca historia, a teraz pora na powrót do właściwych wydarzeń. Droga od boiska do mojego mieszkania nie należy do najdłuższych, więc w okamgnieniu znaleźliśmy się w moim pokoju. Mimo tego iż był wieczór, na zewnątrz temperatura za nic w świecie nie chciała spaść, czego miałam już serdecznie dość. Na całe szczęście, zawartość mojej lodówki zawsze była odpowiednio przygotowana na takowe okazje. Daiki usiadł na krześle i podparł się łokciem o biurko. Po chwili weszłam do pomieszczenia z dwoma butelkami zimnego piwa. 
-Trzymaj! -Podałam mu jedno po czym sama usiadłam tuż obok na sofie. -Wypij je szybko to może ci szybciej kurwica przejdzie. -I znowu zaczęłam się z nim drażnić. 
-Taa, masz rację, im szybciej się schleję tym szybciej pierdolne pod stół i nie będę musiał wysłuchiwać ciebie. 
-Jak zaliczysz zgona to wiedz, że lądujesz z hukiem w śmietniku który stoi za oknem.  
-I tak nie dorzucisz, hahaha. 
-Jeszcze się przekonamy. -Odpowiedziałam pewna siebie po czym pokazałam środkowy palec i upiłam spory łyk napoju alkoholowego.
-Pokaż. Co ty to pijesz za siki?-Aomine wyrwał mi butelkę z ręki i sam skosztował tych moich szczyn, które zresztą sam tak nazwał. -Malinowe? Słodkie w chuj, ale da się pić. -Przyznał po chwili. ~Seeeeerrrriiiioooo?!!! Trzymajcie mnie, to był właśnie niebezpośredni pocałunek!~ Krzyczałam w myślach jak debilka, lecz z zewnątrz starałam się trzymać klasę, choć nie było to takie proste. 
-Hmm malinowe, co? Lubisz malinki? -Zapytał, przerywając mi moją wewnętrzną euforię. 
-Zależy w jakim sensie, ale jeśli chodzi o owoce, to tak.
-No a w tym drugim sensie? -Schylił się do mnie i przeleciał wzrokiem. 
-Czy ty mi coś sugerujesz? -Popatrzyłam na Daikiego podejrzliwie.
-Na razie tylko pytam.
-Szczerze? Takich malinek jeszcze nie miałam okazji spróbować. -Odrzekłam odwracając wzrok w drugą stronę. 
-Serio? Uwierz mi, są kurewsko dobre. -Ni z tego ni z owego, Aomine mocno złapał mnie w pasie i posadził na sobie tyłem. 
-Co ty wypra...- Nie zdążyłam nawet dokończyć zdania kiedy poczułam jego usta na moim karku. -...wiasz? - Nie odpowiedział, coraz mocniej wsysając mi się w skórę. Po stosunkowo nie długiej chwili na moim ciele pojawiła się piękna, słodziutka i dojrzała malinka. Faktycznie. Miał rację, są skurwysyńsko dobre, a już szczególnie w jego wydaniu. 
-I jak, smakowało? 
-Bardzo... ale poczekaj ja też mam coś dla ciebie. -Obróciłam się przodem do Ao, wzięłam duży łyk mojego piwa i jak gdyby nigdy nic, pocałowałam go. Lecz było za późno gdy zdałam sobie sprawę z tego co właśnie zrobiłam. Po chwili Ciemnowłosy zaczął wkładać mi język do ust i dokładnie penetrować nim całe moje podniebienie. Pomieszanie smaków naszych trunków nie należało do najlepszych, lecz mimo wszystko chciałam by ta chwila trwała wiecznie. 
-W twoich ustach te malinowe szczyny smakują o wiele lepiej... 
-No ba, ja wiem co dobre. -Rzuciłam, zaplatając się dłońmi wokół szyi Daikiego. Wypiłam kolejny łyk i ponownie wpoiłam się w jego usta.  Po chwili całkowicie odlecieliśmy, popadając w słodko-gorzki wir namiętnych pocałunków. Z tego wszystkiego nawet nie wiem, kiedy moja ręka znalazła się w spodniach Aomine. ~COO JA DO CHOLERY JASNEJ WYPRAWIAM?!~ Uświadomiłam sobie, oderwałam się od chłopaka i popatrzyłam na niego z przerażeniem w oczach.
-No i co się tak gapisz, mała?- Spytał z uśmieszkiem na ustach, spoglądając najpierw na mnie a potem na moją rękę, która właśnie dobierała się do jego przyrodzenia. 
-Bo masz ładną gębę. -Wypaliłam głupio, lecz mimo wszystko nie było to kłamstwem. 
-Ładną to za mało powiedziane...-Odpowiedział po czym władował mi ręce pod koszulkę. Nim się obejrzałam, ściągnął ją ze mnie. 
-Ja wiem że jest gorąco, ale wybacz kochanie, rozebrać to umiem się sama. 
-Pomogłem ci a ty jeszcze narzekasz, co za baba...- Kiedy tylko miał już zamiar dotknąć moich piersi, odtrąciłam go gwałtownie i wstałam. Następnie zbytnio się nie zastanawiając, mocno zepchnęłam Aomine z krzesła w taki sposób, by przewrócił się na łóżko. Kiedy już leżał jak kłoda, uklęknęłam na podłodze i usadowiłam się między jego nogami.
-W sumie to zgłodniałam po tych malinkach.-Oświadczyłam rozpinając guzik od spodni. 
-Hah nie dziwię się, przecież to była dopiero przystawka.-Rzucił Ciemnowłosy i ułożył się wygodnie. 
Cóż poradzę na to, że tak strasznie pragnęłam go spróbować. Na samą myśl o tym, ciekła mi ślinka. Chyba nie jest dziwnym robić takie rzeczy osobie, którą się kocha. 
Niemalże z prędkością światła zrzuciłam z niego zbędne, dolne części garderoby i zaraz moim oczom ukazała się nabrzmiała i dość pokaźnych rozmiarów męskość Daikiego. ~Raz się żyje.~ Pomyślałam, po czym nie mogąc się już dłużej powstrzymywać, wzięłam jego członka do ust. Na początku pieściłam go bardzo delikatnie i pomału, lecz z każdym jego jękiem robiłam to coraz szybciej i mocniej. Jednak zdecydowanie wolałabym robić to jak najwolniej, delektować się nim jak najdłużej. Słuchać, jak pomiędzy cichym pojękiwaniem szepcze moje imię, jakby znaczyło to prośbę o więcej. Pozostało mi jedynie czekać na danie główne. 
-Sayu, ja zaraz... -Uprzedził mnie, chodź zupełnie nie potrzebnie, bo nawet ledwo to usłyszałam. Chciałam tego, chciałam, by doszedł w moich ustach. Na szczęście nie musiałam długo czekać. 
-Uprzedzałem...-Oświadczył, kiedy byłam zajęta smakowaniem i połykaniem jego spermy. 
-Hę? Już sobie pojadłam, dziękuję za posiłek było pyszne.-Zaśmiałam się, przepełniona dumą z tego co zrobiłam. Aomine uniósł lekko głowę i zmarszczył brwi po czym spojrzał na mnie i uśmiechnął się szyderczo.
-Wybacz, ale ja też zgłodniałem... -Powiedział, podniósł się i złapawszy mnie za przedramienia, przyciągnął do siebie całą siłą. Wylądowałam na nim tak, że praktycznie mój biust stykał się z jego twarzą. Chyba gorzej być nie mogło. Mój opalony idiota skorzystał z okazji, sięgając dłońmi na moje plecy, rozpiął mi stanik następnie porywczo go ze mnie zrzucił. Kiedy to zrobił, przewrócił mnie w taki sposób, że to on (niestety) znalazł się na górze. Złapał mnie za nadgarstki i zatopił głowę w moje piersi. Ssał, podgryzał brodawki, bawił się nimi, co jakiś czas całował po szyi i znowu wracał do pieszczenia sutków. Nie wiem gdzie mój umysł się wtedy znajdował, ale wiem, że na pewno był gdzieś daleko. Z każdą sekundą znajdował się coraz niżej i niżej, a moje podniecenie rosło coraz bardziej. W pewnym momencie począł ściągać ze mnie szorty, a potem bieliznę. Paczyłam tylko jak to robi, nie mogąc uwierzyć własnym oczom, że to dzieje się naprawdę. Złapał mnie za biodra i zaczął całować po brzuchu. W końcu znalazł się między moimi nogami. Zareagowałam szybko, by nie dopuścić do tego, co właśnie zamierzał zrobić.
-Daiki, ja... nie chcę dojść w ten sposób.-Oznajmiłam i usiadłam. Przysunęłam się bliżej Aomine i ściągnęłam z niego koszulkę. Byliśmy już zupełnie nadzy. Zawiesiłam na nim oczy i podziwiałam jego przepiękne umięśnione ciało, o kolorze czekolady, którą miałam ochotę pożreć w całości. 
To chyba jakiś sen, albo jestem  nieźle wstawiona, nie? Zaraz prześpię się z obiektem moich westchnień, w dodatku jednym z najprzystojniejszych playboyów w okolicy i asem pokolenia cudów. Serio, chyba mam coś z głową. Może za dużo ćpam narkotyku, który nazywa się Aomine Daiki.
 Ległam z powrotem na plecy ciągnąc za sobą Ao. No błagam, zróbmy to w końcu. Tak bardzo chcę Cię w sobie poczuć. Szybko, mocno, głęboko. Zaczęliśmy się całować, a jego ręka powędrowała na dół, dotykając moje najwrażliwsze miejsca.
-Aomine, zrób to, proszę... -Sapnęłam niemalże błagalnym tonem, oplotłam go nogami w pasie i mocno wtuliłam się w niego. Daiki na moją prośbę począł we mnie wchodzić. Po chwili nasze ciała były jednością. Zamknęłam oczy, nie myślałam już o niczym innym. Całkowicie odpłynęłam w otchłań niewyobrażalnej przyjemności. Byłam tak szczęśliwa, że mogłabym umrzeć. 
-Szybciej!-Jęknęłam, prosząc o więcej.
Wbijałam mu paznokcie w plecy, zostawiając po sobie krwawe ślady. Nagle znowu zapragnęłam poczuć smak skóry Aomine, więc przyssałam się do jego ramienia. Oddychaliśmy coraz szybciej. Serce biło mi tak mocno, iż myślałam że zaraz stanie , albo co gorsza wyleci. Byłam już na granicy wytrzymałości, myślałam że dłużej nie wytrzymam i spłonę z podniecenia. Kiedy poczułam że dochodzę, jeszcze mocniej zacisnęłam nogi i całą siłą wtuliłam się w Daikiego, by jeszcze bardziej go w sobie poczuć. W pewnej chwili poczułam, jak przez moje ciało przepływa fala gorąca. Niewiarygodne było to jak się zgraliśmy. Doszliśmy w tym samym czasie. Nie miałabym nic przeciwko żebyśmy zostali tak złączeni już na zawsze. Żebym czuła, że jesteś tylko i wyłącznie moją własnością.
 Ciemnoskóry westchnął ciężko i położył się obok mnie. 
-Byłaś boska, mała. -Wypowiedział te słowa w taki sposób, że przez moje ciało przeszły dreszcze.
-Nie, to Ty byłeś boski, Aomine.-Przyznałam, układając głowę na klatce piersiowej chłopaka. -To był najlepszy dzień w moim życiu...-Dodałam, gładząc ręką jego granatową czuprynę. 
-Rzeczywiście, wielkie mi rzeczy. To był tylko zwykły seks, nic poza tym. 
-Nie, dla mnie to nie był tylko zwykły seks.-Znowu zaprzeczyłam i podniosłam się do takiej pozycji, by móc spojrzeć mu w oczy. 
-Bo wiesz, jakby to ująć... od dawna za Tobą kurewsko szaleje i tak Cię kocham, że ja pierdole, no!-Wyznałam, czekając z niecierpliwością na odpowiedź Aomine. Ten tylko popatrzył się na mnie z głupkowatą miną, po czym na jego ustach zagościł uśmiech. 
-No co jest takie śmieszne, co?! 
-Nic, po prostu chcę mi się śmiać. -Odrzekł i kiedy miałam zamiar go zripostować, zatkał mi usta gorącym pocałunkiem. Gdy oderwał się ode mnie, położył mi palec na ustach kreśląc nim ich linię  , i  patrząc mi przy tym prosto w oczy. Miałam wrażenie, że tym swoim wzrokiem pełnym wyraźnego pożądania, zaraz przewierci mnie na wylot. Ale odcień jego tęczówek był tak piękny, iż powodował u mnie epilepsję, lub hipnozę z której nie chciałam się obudzić.
-Haha, śmieje się z tego jaki byłem głupi, że tego wcześniej nie zauważyłem.
-Ty głupi się urodziłeś, głupi jesteś i będziesz jeszcze głupszy, debilu.
-Taa, jasne. Chyba dzięki Tobie. -Zaśmiał się na co ja prychnęłam, pozorując focha. -A tak wracając do tematu, to...-Położył mi dłoń na policzku i po raz kolejny spojrzał mi głęboko w oczy. -Tak szczerze, to jest też mój najlepszy dzień w życiu, bo kurwa, jesteś od dawna moim ideałem, Sayuri.-Wyznał, po czym pocałował mnie subtelnie.
-Dopiero teraz mi to mówisz?! Jesteś debilem, idiotą, nienawidzę Cię!
-To kochasz mnie czy nienawidzisz?
-Kocham! Ale i tak jesteś debilem!



Ps. Pozwolę sobię jeszcze dodać mego autorstwa bohomaza z podobizną mej wielebnej osoby w towarzystwie mojego przearcudownego obiekta westchnień. :3 

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 24

Miłość. Jak zdefiniujesz to słowo? Głębokie uczucie, stan psychiczny, fizyczny i umysłowy, coś pozytywnego, pięknego? Czy może jest to narkotyk, uzależnienie, substancja powstająca w sercu, która szybko  wypełnia całe twoje wnętrze, docierając do mózgu i powodując jego poważny, często nieodwracalny wstrząs? W przypadku Kise zdecydowanie można stwierdzić że cierpi na jeszcze inny, chory rodzaj miłości. Mijał tydzień za tygodniem. Uczucie Ryouty do Aomine cały czas rosło. Robił dla niego wszystko, oddawał się mu kiedy ten miał tylko na to ochotę. Pozwalał robić ze sobą każdą rzecz, spełniać na sobie każdą, najskrytszą fantazję Daikiego . Wraz z miłością rosła też zazdrość. A zazdrość  doprowadzała Aomine do stanu w którym starał się o Kise na najwyższych obrotach. Oboje kochali się do szaleństwa, a nawet niekiedy przekraczali jego granice. Był tydzień w którym rodziciele Blondyna wyjechali w ważnej sprawie, zostawiając go samemu sobie. Wtedy rzecz jasna, Daiki wprowadził się do jego domu. Całe siedem dni spędzili ze sobą, wychodząc jedynie do sklepu, co by kupić  jedzenie, alkohol i papierosy. Nie było mowy o szkole, nauce i treningach, dlatego też niesamowicie ciężko było im wrócić do rzeczywistości, a Aomine dojść do składu i ładu z matką. Im więcej czasu ze sobą spędzali, tym większe mieli problemy. Lecz nie tylko oni borykali się z trudnościami. Daiki Aomine to cholerny łamacz serc, zarówno damskich jak i męskich.                                                 
 Pewnego pięknego dnia, kiedy promienie słońca  przebijały się przez kłęby śnieżnobiałych chmur, niebo było błękitne niczym oczy Tetsuyi Kuroko.  Dzień ten był naprawdę przepiękny. Lecz nie każdy był w stanie dostrzec ten wspaniały błękit. Była bowiem jedna osoba ślepo zapatrzona w granat. Nie podnosiła głowy w górę, blask słońca ją oślepiał, to jednak za dużo jak na tak słaby wzrok. Tylko w cieniu mogła szukać ukojenia. Jednakże nie dostrzegała cienia. Cały czas szła po ścieżce z przeraźliwie jasnego światła, nigdy nie oglądając się za siebie. Wystarczyło tylko się obrócić. Cień był tuż za nią. 

***
~Błagam cię, Daiki pomóż mi, dłużej tak nie mogę... Wyszłam z domu pierwszy raz od tygodnia więc mam nadzieję że nie fatygowałam się na marne...~

W pewnej chwili po mieszkaniu rozległ się dźwięk cichego pukania.
Aomine niechętnie wstał z kanapy i leniwie poszedł otworzyć drzwi. 
-Dai-chan...
-Satsuki...? 
Widok dziewczyny bardzo go zaniepokoił. Głowę miała zwieszoną w dół i cicho szlochała. Kiedy na niego spojrzała, zauważył że oczy ma straszliwie czerwone i opuchnięte, co wskazywało na to że płakała od dłuższego czasu. 
-Co się stało? -Zapytał zapraszając ją do środka. 
Nie odpowiedziała. Daiki zaprowadził ją do swojego pokoju i zamknął drzwi na zamek. Momoi usiadła na łóżku i otarła ręką łzy. 
-Satsu... powiesz mi o co chodzi?
-Ja...ja po prostu potrzebuje się wypłakać, to wszystko, Dai-chan... 
-Tak bez powodu? Nie ogarniam...
-Dokładnie tak... -Wydukała szlochając a następnie położyła się i przytuliła do poduszki. Płakała, tak bardzo płakała. Zaciskała palce na pościeli. Ciężko oddychała.
-Powiedz mi do cholery, bo nie mogę na to patrzeć... 
-D-dai-chan... n-naprawdę nic się nie stało... t-tak jakoś mi się to wszystko uzbierało i... 
-Nie wierzę. To mogłaś zostać w domu i nie zawracać mi dupy, skoro nic się nie stało... czemu akurat do mnie przyszłaś, co?
-B-bo twoja obecność to najlepsze pocieszenie... wybacz mi... 
-Satsu... -Daiki'emu serce się krajało na taki widok, tym bardziej że nie był w stanie nic zrobić. Podszedł do łóżka i położył się obok Momoi. Przykrył ich kołdrą po czym czule ją przytulił. Minęła chwila , może dwie a oni nawet nie zorientowali się kiedy popadli w wir namiętnych pocałunków.
~Dai-chan... jeszcze bardziej pogarszasz sytuację...~
-Aomine, przestań... przecież jesteś z Ki-chan'em... 
-Eh... przynajmniej przestałaś płakać. -Rzekł i wrócił do uprzedniej czynności. W pewnym momencie wsunął dłoń pod bluzkę dziewczyny i zaczął delikatnie masować jej piersi. Tym razem nie opierała się. Po chwili Aomine oderwał się od jej ust i ściągnął z niej górną część garderoby. Zniżał się wzdłuż ciała
Satsuki, zatrzymując na piersiach, liżąc i subtelnie podgryzając jej sutki. W końcu dotarł na sam dół i usadowił głowę  między jej nogami. 
-Dai-chan... n-nie... - Odezwała się Różowowłosa, przeczuwając co właśnie miał zamiar zrobić Daiki. 
On zignorował jej prośbę i powoli ściągnął z niej bieliznę.
-Proszę... nie róbmy tego... -Wyszeptała proszącym głosem. 
-Spokojnie, Satsuki. Jeśli nie chcesz, to nie będę nalegał. -Zapewnił Ciemnowłosy i zaczął pieścić dłonią jej kobiecość. Następnie włożył w nią jeden palec i lekko nim poruszył. Nie widząc sprzeciwu dziewczyny, a jedynie to że z sekundy na sekundę jej podniecenie rośnie, włożył drugi. Głową zjechał jeszcze bardziej w dół i zaczął pieścić ją językiem.
-A...o...mine... -Westchnęła Momoi wplatając Ciemnoskóremu palce we włosy. Starała się nie skupiać na niczym innym jak tylko na jego pieszczotach.

***

-I jak Satsu, już lepiej...? -Zapytał Aomine całując ją po policzku. 
-Tak, Dai-chan... dziękuję... wcale nie musiałeś tego robić... 
-Daj spokój. -Odrzekł i odwrócił się na drugi bok. Momoi objęła go od tyłu kładąc mu dłonie na brzuchu. 
-Powinnam się odwdzięczyć... -Nie zastanawiając się długo, jej ręce powędrowały do spodni Ciemnowłosego.

~Dai-chan, pamiętasz? Pamiętasz dzień, w którym się poznaliśmy? Haha, mieliśmy zaledwie 5 lat. Pamiętam, jak znalazłam Cię na boisku, siedziałeś całkiem sam i bawiłeś się piłką do kosza. Wtedy podeszłam, żeby było Ci raźniej. Od tej pory nie było dnia którego nie spędzilibyśmy razem. Pamiętasz, jak byliśmy jeszcze dziećmi i położyłeś mi wstrętną ropuchę na głowie? Wtedy na moment Cię znienawidziłam. Ale Ty przyszedłeś i przepraszałeś tak, jakby zależało od tego twoje życie, hahaha. Pamiętasz jak chodziliśmy do podstawówki? Heh... to chyba było jakoś w ostatniej klasie, dzień przed zakończeniem roku. Wtedy po raz pierwszy się pocałowaliśmy, tak z czułością. I uświadomiłeś mi że zależało Ci na mnie, błagając, żebym poszła z Tobą do Teiko. Nie potrzeba było dużo czasu, bym oszalała na Twoim punkcie. Potem poznałeś Ki-chan'a. I powoli zaczęłam tracić nadzieję. Mimo wszystko jestem szczęśliwa, dlatego że Ty jesteś szczęśliwy. I staram się robić wszystko, by tak było.  Wiem, że pewnie nie zdajesz sobie sprawy... ~



sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 23

Witam czcigodnych Państwa przeserdecznie ^^ Na początku chciałam bardzo przeprosić za długą nieobecność gdyż wypadło mi w mym jakże pięknym i nad wyraz szalonym życiu  parę niedogodności. Otóż od zeszłej soboty tj. 06.06.2015, szóstego dnia tygodnia, w dzień kiedy to po dogłębnej analizie danych data jego tworzyła liczbę szatańską 666, chuj laptopa mi zastrzelił i tyle z niego było. Więc natychmiastowo i niezwłocznie udałam się z tą maszyną do serwisa komputerowego i po długich a ciężkich chuj go odstrzelił i już jest cały, zdrowy i zadowolony, a jego przearcy kochająca właścicielka jest wniebowzięta iż ten trudny okres w życiu ma za sobą ;D Drugą niedogodnością jest natomiast niedogodność życiowa zwana potocznie robotą lub pracą :D Mianowicie mam teraz ograniczone możliwości czasowe, umysłowe oraz fizyczne gdyż kręce bardzooo owocnego biznesa w pracy na pełnych obrotach, w związku z tym bardzo przykro mi to stwierdzić ale niestety jestem zmuszona ogłosić iż że kolejne rozdziały będą dodawane z mniejszą częstotliwością niż zazwyczaj, no chyba że napadnie mnie jakieś szalone natchnienie do pisania oraz siła wyższa sprawi, iż będę miała niezmierną potrzebę wyrażenia moich szalonych i brudnych poniekąd myśli. Mam nadzieję iż tak się stanie, lecz póki co nie zawracam już Państwu pały i przechodzę do kolejnej części tejże patologicznej historii. ;D 



Finalnie dwójka naszych zakochanych delikwentów zaszczyciła Teiko swoją obecnością, pojawiając się na trzeciej godzinie lekcyjnej. Jednak mieli oni wielki problem by usiedzieć spokojnie na lekcji, nie wspominając już o Biednym Kise, któremu w ogóle ciężko było usiedzieć na obolałym tyłku, po porannych ekscesach z Aominecchim. Wytrzymali bez siebie ledwo dwie godziny.  Postanowili więc że przedłużą sobie długą przerwę, zaszywając się w kącie. Blondyn siedział na parapecie  w objęciach Daikiego i razem z nim prowadził aktywną wymianę śliny. Jak jeszcze jakiś czas temu Ryouta bał się iść koło Opaleńca poza terenem szkoły, tak teraz nie liczyło się nic innego oprócz Aomine. Nie ważne było gdzie, przy kim i w jakim czasie. Najważniejszy był on. 
 -Znowu mam na ciebie ochotę, Kise
-Ja na ciebie też Aominecchi -Kise musnął delikatnie usta chłopaka- Ale proszę , tym razem pozwól mi sprawdzić jak smakujesz...
-Możesz to sprawdzić teraz...
-Nie, nie teraz, po lekcjach... pójdziemy do mnie, mam wolną chatę.. -Oznajmił Ryouta i już miał zamiar ponownie zatopić się w ustach Aomine lecz usłyszał że ktoś idzie korytarzem w ich stronę. 
-Dai-chan? -Zapytała cicho Satsuki, która jak się okazało,  od dłuższego przysłuchiwała się ich rozmowie. 
-Momochii? Co ty tu robisz, przecież jest lekcja
-Wysłali mnie po dziennik... -Dziewczyna zwiesiła głowę w dół i przybrała rozpaczliwy wyraz twarzy, na co tamci nie zwrócili większej uwagi gdyż byli zajęci sobą. 
-Kise ... urwijmy się. zostały tylko trzy godziny...
-Nigdzie nie idę, a mam zamiar skończyć szkołę, nie wiem jak ty, kochanie.
-No dobra jakoś wytrzymam... 
-Nie tylko ty masz problem, Aominecchi... Wracajmy na lekcję. -Rzekł Blondyn  po czym zszedł z parapetu. Rozstał się z Ciemnoskórym i ruszył w stronę swojej klasy. Jednak uszedł ledwo parę kroków gdy po drodze spotkał skuloną Momoi schowaną w kącie. 
-Momochhi? -Zapytał niepewnie widząc że dziewczyna ukrywa twarz w dłoniach. 
-Ki-chan, proszę, idź stąd... -Powiedziała ledwo dosłyszalnie. 
-Co się stało? - Kise przykucnął obok niej.
-Nic się nie stało, błagam cię, wracaj na lekcje! 
-Spokojnie Momochhi... Czemu płaczesz? Pomogę ci, przecież widzę że ostro coś jest nie tak... 
-To naprawdę nic takiego... Pokłóciłam się z przyjaciółką i tyle. - Oczywiście nie była to prawda. 
-Na pewno o to chodzi? 
-T-tak Ki-chan, nie musisz się martwić... - Zapewniła i uśmiechnęła się przez łzy. 
-Jeśli tak, no to nie będę się martwił. - Brązowooki odwzajemnił uśmiech, podniósł się  i podał dłoń Satsuki by pomóc jej wstać. 
-Dzięki... W sumie to mam do ciebie prośbę... 
-Tak, Momochhi? 
-Mógłbyś przekazać Tetsu-kun'owi że chciałabym się z nim spotkać po lekcjach? 
-Oczywiście, nie ma problemu! Ale... to nie ma związku z nim, prawda? 
-Nie, no coś ty. 
-Będzie dobrze.-Kise poklepał Satsuki po głowie. -A jak coś by się działo, to wiesz gdzie szukać pomocy. -Wskazał kciukiem na siebie.
-Jesteś kochany Ki-chan. Aomine-kun zasługuje na taką osobę jak ty... - Kiedy dziewczyna tylko wspomniała o Daikim, łzy same napłynęły jej do oczu. Lecz momentalnie je wytarła byleby tylko Ryouta nic nie zauważył. 
-Dziękuje, tylko że  przy mnie to on się raczej stacza i to strasznie... Ale pamiętaj Momochhi, to ty jesteś jego aniołem stróżem. -Chłopak uśmiechnął się promiennie. 
-N-no w sumie... 
-Idź na lekcję i już niczym się nie przejmuj. 
-Jeszcze raz dzięki, Ki-chan. 

Parę godzin później, pokój Ryouty
-Aominecchi połóż się wygodnie. -Powiedział Blondyn szybko ściągając z siebie ubrania. Ten nic na to nie odpowiedział i posłusznie wykonał polecenie swojego chłopaka.  Kise podszedł do łóżka po czym ułożył się między nogami półnagiego Aomine. Porywczo rozpiął mu spodnie i zdecydowanym ruchem ściągnął je z niego, wraz z innymi zbędnymi częściami garderoby.  Subtelnie pogładził palcem jego przyrodzenie, oblizując się na jego widok. 
-Smacznego. -Rzekł do siebie Brązowooki i szybko przeszedł do rzeczy. Daiki uśmiechnął się pod nosem, zamknął oczy i położył ręce zza głowę. Ryouta ujął jego męskość w dłoń i począł delikatnie muskać jej czubek językiem. Zataczał koła, ósemki i inne wywijasy coraz to głębiej wkładając go sobie do ust. Oprócz tego, że sprawiał Ciemnoskóremu wielką przyjemność językiem to jeszcze pieścił go dłonią dając mu przyjemność nie z tej ziemi. Jęki Aomine z sekundy na sekundę stawały się coraz głośniejsze, a jego ręce mocno wbijały się w kołdrę. Blondyn rozkoszował się nim tak jak gdyby jadł najsmaczniejsze i najekskluzywniejsze danie na świecie. 
-K-kise j-ja zaraz... -Wyjęczał cicho Daiki. Ten jednak puścił to mimo uszu i dalej kontynuował swoje działania, jeszcze bardziej przyśpieszając tempo. Za niedługą chwilę, Aomine doszedł spuszczając się obficie Kise do ust. Ku zaskoczeniu Ciemnowłosego, Ryouta delektował się jego spermą, aż w końcu połknął wszystko. 
-Ah... Przepyszne... nigdy nie miałem w ustach niczego lepszego. -Przyznał Blondyn po czym lekko wspiął się na rękach i pochylając się nad  Aomine, przejechał językiem po linii jego torsu, zostawiając po sobie wilgotny ślad. 
-Ja pierdole... K-kise to było niesamowicie zajebiste... jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze... 
-Kocham cię Daikichhi, zrobię dla ciebie wszystko... -Wymruczał mu do ucha. 
-Wszystko? To w takim razie, zrób sobie dobrze... na moich oczach. Kise był trochę zaskoczony prośbą jego chłopaka oraz nie ukrywał też lekkiego zażenowania jednak w tym momencie to się nie liczy, przecież obiecał że spełni każdą jego zachciankę. 
-To co? -Zapytał Daiki i usiadł obok łóżka. -Zrobisz to dla mnie? 
-Dla ciebie wszystko, Aominecchi... 
-I jeszcze jedno... rób to tak jakby mnie tu nie było.
Blondyn ułożył się wygodnie i zaczął pieścić swoje ciało. Przymknął powieki i z każdym ruchem swojej dłoni cicho pojękiwał. Ciemnoskóry dokładnie obserwował każdą jego reakcję, unoszącą się i opadającą klatkę piersiową, przygryzanie i zaciskanie warg, wsłuchiwał się w jego delikatne jęki. Z trudem powstrzymywał chęć rzucenia się na Ryoute oraz chęć wyręczenia jego ręki swoim językiem. Jednak po niedługiej chwili chłopak doszedł i w tym samym momencie przez Daikiego przeszła fala gorąca. Kise opadł zmęczony a Aomine położył się na nim i wpoił się chytrze w jego usta. 
-Kise, dziękuję... Ja chyba jestem w niebie... 
-Nie ma za co Aominecchi... Jeżeli tak wygląda niebo, to ja chcę już umrzeć... 
-Nawet o tym nie myśl... Kocham Cię.
***
 -Tetsu-kun , myślisz że Aomine jest szczęśliwy?
-Jestem pewien że tak, raczej nie jest typem osoby która próbowała by się uszczęśliwić na siłę...
-A jeśli swoim szczęściem unieszczęśliwia inne osoby...?
-Momoi-san, nie wiem co masz na myśli tak mówiąc ale... to już nie jego problem. 



niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdział 22

21:45, Tokio, stacja główna metro
-Musimy się rozstać, Kise. 
-Nie pozwolę ci nigdzie iść, Aominecchi! -Blondyn stanął na przeciw Daikiego, łapiąc go mocno za ręce, a jego twarz przybrała minę niemowlaka, proszącego się o  zmianę pieluszki.
-Przestań idioto, przecież nie zamieszkamy na dworcu.
-Sławny model mieszkający na dworcu? Chyba ci się coś pomyliło. Zamieszkaj ze mną. -Ryouta zbliżył się do chłopaka i oplótł  go dłońmi wokół szyi. -Mam duże mieszkanie, bylibyśmy 24 godziny na dobę razem. Codziennie razem byśmy wstawali, jedli, kąpali się...
-Bzykali się... -Dodał Aomine.
-Ech, no też. Chodź ze mną...
-Zejdź na ziemię człowieku, może kiedyś ale na pewno nie dzisiaj... 
-Ale zamieszkamy razem, prawda Aominecchi? -Blond model obdarzył go tak uroczym spojrzeniem, że ten najpierw zaniemówił a potem wybuchł donośnym śmiechem.
-Hahah... tak, kiedyś na 100%, obiecuję... -Odrzekł, klepiąc Kise po głowie.
-Kocham Cię! -Brązowooki wtulił się w Aomine, a po niedługiej chwili ich usta połączyły się w długim, pożegnalnym pocałunku. 
-Taa... ja Ciebie też. 
Pożegnali się i odeszli w swoje strony. Daiki uszedł ledwo dwa kroki kiedy przed oczyma ukazała mu się znajoma postać. 
-Dai-chan! -To był oczywiście nikt inny jak tylko Momoi. Podbiegła do niego i wyściskała czule na przywitanie. 
-Satsuki co ty tu robisz? -Zapytał zaskoczony jej obecnością. 
-Ki-chan mi wszystko napisał. 
-Ten idiota... Ech.
-Ten idiota którego kochasz do szaleństwa, co nie? 
-Tak, ten idiota. -Odburknął Ciemnoskóry, a jego policzki nabrały rubinowej barwy. 
-Awwww! Opowiadaj mi wszystko, Dai-chan!

Paręnaście minut później , mieszkanie Aomine

-Dasz mi w końcu spokój? Chce iść spać. 
-Spałeś dzisiaj cały dzień... 
-Skąd o tym wiesz? 
-W przeciwieństwie do ciebie, Ki-chan o wszystkim mi mówi. 
-Ja pierdole... przyjaciółeczki się znalazły... -Daiki przewrócił oczami, usiadł na swoim łóżku i zdjął koszulkę. 
-Tak wiem że jesteś zazdrosny -Odpowiedziała z sarkazmem w głosie dziewczyna. -W końcu to tylko twój Ki-chan, prawda? 
-Spierdalaj. -Syknął nieco już zirytowany Ciemnowłosy po czym legnął się wygodnie na swoim posłaniu. 
-Jak ty się do mnie odzywasz? Nie myśl, że ujdzie ci to na sucho. 
Stojąca obok Momoi postanowiła się zemścić. Weszła wówczas na łóżko, usiadła okrakiem na leżącym Aomine i oparła o niego łokcie. 
-To boli. Ciężka jesteś, złaź. 
-Hahaha dobrze ci tak. -Zachichotała i zaczęła gnieść go jeszcze bardziej. Ciemnowłosy już miał zamiar zrzucać ją silą lecz Satsuki ubiegła go , kładąc się na nim i kneblując mu ręce. 
-Kto by pomyślał że mój Dai-chan tak się zakocha... -Spojrzała na niego słodkim wzrokiem, a on starał się ze wszystkich sił ukryć odcień swoich policzków który z sekundy na sekundę był coraz wyraźniejszy. 
-Powtórzę jeszcze raz: Spieprzaj. 
-No doobraa dam ci dzisiaj spokój, ale jutro jestem po ciebie o 8.30. -Oznajmiła i zeszła z łóżka.
-Taaaa... spoko. 
-Dobranoc, Dai-chan! -Różowowłosa pochyliła się nad chłopakiem po czym pocałowała go na pożegnanie i wyszła. 
~Głupio mi to przyznać, ale masz racje Satsu...~

***
-Aominecchi, aominecchi, wstawaj! -Kise pochylił się nad Daikim próbując od dłuższej chwili go obudzić, lecz szturchanie w ramię to zdecydowanie za mało by ten w końcu wrócił na jawę. 
-Przesuń się Ki-chan, na niego działają tylko brutalne metody. 
-Tylko nie zrób mu krzywdy, Momocchi. :o
-Haha spokojnie, w końcu nikt nie ma większej wprawy w budzeniu Aomine niż ja. -Zapewniła Różowowłosa, uśmiechnęła się a następnie podeszła do łóżka i zrzuciła z impetem kołdrę z Ciemnowłosego. 
-Dai-chan cholera jasna wstawaj natychmiast bo jak nie to wyrzucę wszystkie twoje świerszczyki przez okno !!! -Wydarła się Momoi szarpiąc chłopakiem na wszystkie kierunki świata. Ten po niedługiej chwili uniósł powieki przeciągnął się i przeleciał wzrokiem pochylających się nad nim "kumpli". 
-Kise...? -Aomine uniósł lekko głowę, złapał Blondyna za koszulę i przyciągnął  go do siebie.
-Cześć ko-kochanie... 
-Co za miła pobudka... - Rzekł Daiki po czym wtopił się w usta Ryouty.  
-Ej no dłużej się  witajcie...  zaraz to spóźnimy się na lekcje! -Przerwała im Satsuki która nie ukrywała swojej zazdrości o Aomine. 
-Satsuki, wiesz co? -Ciemnoskóry wstał i podszedł do dziewczyny obejmując ją ramieniem . -Jak chcesz to idź, a my się trochę spóźnimy... -Odwrócił się, spoglądając jednoznacznie na swojego chłopaka  jednocześnie prowadząc Momoi do wyjścia. 
-Dai-chan!
-No chyba że chcesz się do nas dołączyć, to nie mam nic przeciwko żebyś została. -Dodał. 
-Mowy nie ma idioto! 
-Jak nie to nie, twoja strata. Do zobaczenia później. - Pocałował Momoi na pożegnanie po czym zamknął jej drzwi przed nosem i skoczył na Kise niczym dziki goryl na bezbronną małpę. Co tu dużo mówić, na podłodze lądowały kolejno części garderoby, w okamgnieniu kończąc na bieliźnie. A co działo się dalej, dopowiedzcie sobie sami. ;p 



wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział 21

Nastał kolejny dzień. Jakoś parę minut po 10  obudził Kise powiew zimnego powietrza w połączeniu z zapachem dymu papierosowego i brak obecności Aomine u jego boku. Chcąc nie chcąc podniósł się szybko, zarzucił na siebie pierwsze lepsze co miał pod ręką i wyszedł na balkon.  
-Aominechhi przeziębisz się... - mruknął Blondyn wtulając się w jego plecy
-A nawet jak tak, to co? Przecież się mną zaopiekujesz.  
-Zawsze i wszędzie ale to nie znaczy że masz chorować kochanie... - Oświadczył Ryouta muskając ustami szyje Opaleńca. 
-Chodź wracamy bo serio już zmarzłem - Rzekł Daiki wypalając papierosa do końca po czym obrócił się przodem do chłopaka. 
-Jesteś nienormalny Aominecchi. Jak można wyjść półnagim na zewnątrz jak jest ledwo 8 stopni na plusie? 
-Normalnie. Wystarczy że tylko pomyślę o wczorajszej nocy a robi mi się gorąco. -Aomine cmoknął Blondyna w usta i wszedł do pokoju gdzie walnął się z powrotem na łóżko.
-Nie wiem jak ty, ale ja idę wziąć prysznic - Powiedział Kise wyciągając ze swojej walizki masę przeróżnych kosmetyków następnie zanosząc je do łazienki. 
-Poszedłbym z tobą ale mi się teraz nie chce -Sapnął Ciemnowłosy, włączył telewizor i zaczął skakać po kanałach w poszukiwaniu czegoś sensownego. 
-No to trudno. Będę tęsknił. 

Jakiś czas później 

-Wooodoo myyjjj me ciałooo bo mi ciągle jest małooo  lalala kroplo wody pieść czule mojąą delikatną skóręę sialalalala. 
Na boga homoseksualistów i cycki Horikity Mai z kim ja się związałem... -Pomyślał Aomine który od przeszło dobrych 20 minut wysłuchiwał  serenady Kise. Westchnął ciężko i leniwie wstał, udając się do łazienki. 
-Kise kurwa mać zamknij się do cholery bo tu nie jest karaoke bar tylko kibel a ja zaraz kurwicy dostanę...
Ten w odpowiedzi roześmiał się donośnie. -No co Aominecchi, nie podoba ci się moje śpiewanie? Ja ci tu za darmo koncertuje a ty mnie tak traktujesz? Zapamiętam to sobie. 
-Taaa jasne. Na taki śpiew, to nawet głusi by uszy zatykali ... 
-Coś ty powiedział? -Odchrząknął z udawaną obrazą Blondyn - Dostanie ci się za to! -po czym obficie ochlapał Opaleńca. 
-Co ty robisz idioto ?! -Chłopak otrzepał się z wody i już miał dokonywać aktu zemsty kiedy  wydało mu się że słyszy pukanie do drzwi. 
-Czekaj, ktoś puka? 
-Nie wiem Aominecchi, idź sprawdzić. 
Nie zastanawiając się kto stoi po drugiej stronie, Daiki nacisnął na klamkę. 
-Yyyy cześć Daiki... -Z zaskoczeniem przywitała się siostra Kise kiedy oczom ukazał jej się półnagi Aomine, w dodatku cały mokry.  -Przeszkadzam...?
-A nie spoko właśnie bierzemy prysznic. 
Wtf -  taki wyraz twarzy przybrała kobieta kiedy usłyszała tą że  dziwną informacje. 
-Ech no nie wnikam, w każdym razie przyszłam przypomnieć Ryoucie że ma dzisiaj sesje o 18.30 i przy okazji zapytać czy ty też byś nie chciał spróbować.
-A co za to będę miał? -Oparł się nonszalancko o framugę od razu przechodząc do konkretów.
-Na początku byśmy cię sprawdzali, więc niestety nic. Ale jak byś się spodobał to potem dostałbyś kupę kasy ... 
-Dzięki, ale tak się nie bawię. Poza tym nie mam ochoty ani czasu na zabawy w modelki.
-Szkoda Daiki... Myślę, że z twoją osobowością i urodą zaszedł byś daleko, nawet dalej niż Ryouta - Blondynka zniżyła nieco ton głosu.
-Serio mnie to nie interesuje.
-A jak w zamian za sesje poszłabym z tobą do łóżka? -Wypaliła, spoglądając na Chłopaka jednoznacznie. -Na pewno byś nie pożałował.
-Jaja sobie ze mnie robisz, nie?  -Oburzył się ciemnowłosy -Jestem zajęty poza tym co to ma być za propozycja?! Niee no kurwa, teraz to lekkie przegięcie. Każdemu na początek to proponujesz? To Ryo ma zajebistą siostrę. Nara. -Rzucił i trzasnął drzwiami. 
-Kto to był Aominecchi? 
-Twoja cud siostrzyczka, przyszła  ci przypomnieć  że masz sesje o 18:30 
-Doskonale o tym pamiętam. Coś jeszcze mówiła? 
-Nie, nic. 
-Co będziemy dzisiaj robić ? Masz jakiś plan, Daikicchi? Bo jak nie, to ja mam.
-Mój plan? Cztery razy S. 
-Co to znaczy ? 
-Seks siłownia solarium spanie. Taki jest mój plan. 
-Ech Aominecchi... Ty w kółko tylko o jednym... Ale i tak cię kocham. 
Długo jeszcze droczyli się ze sobą nim doszli do konsensusu. Zaraz po tym jak Daiki się ogarnął i Kise wypięknił, wyruszyli na miasto. Jak możemy się domyślić nie wszystko szło zgodnie z planem Aomine. Solarium? Daiki udał się na nie kiedy tylko opuścił centrum handlowe w którym spędził z Kise dobre 4 godziny. Gdyby nie jego protesty i gdyby dłużej zastanawiał się nad kolorem kolejnej pary nowych butów, wyszedłby z stamtąd  zdecydowanie później.  Kolejnym i ostatnim  punktem wycieczki była siłownia. Potem już tylko gnali do hotelu ile siły w nogach co by Ryouta zdążył się w ekspresowym tempie ogarnąć i stanąć przed obiektywem. Spanie? Tak. Niestety Aomine zasnął na sesji, przez co potem wysłuchiwał lamentów Kise typu "jaki on to nie jest okrutny że nie ogląda cudownego jego". Drogą eliminacji przyszła pora na seks. Ku rozpaczy Daikiego nic z tego nie wyszło bowiem nasz Blond model pozorując focha na cały świat wskoczył do łóżka i po brzegi zakrył się kołdrą. W dozie nierozładowanego, wielkiego podniecenia seksualnego Aomine musiał ulżyć sobie sam. Następnego dnia,  gdy Kise praktycznie cały dzień męczył się na sesji fotograficznej , Ciemnowłosy spał słodko śniąc o jego najbardziej wybujałych fantazjach erotycznych wobec Blondyna i nie tylko. W końcu wieczorem nastała pora na powrót do Tokio.